Przejdź do głównej zawartości

Sernik, który wychodzi... szybko



Jeśli chodzi o pieczenie ciast to już wspominałam, że wychodzi mi to różnie. Zazwyczaj ciasta nie wyrastają za wysokie. Sernik, o którym chcę Wam opowiedzieć nie musi wyrastać. Nie ma to absolutnie żadnego znaczenia. Jest to sernik bez mąki, prosty i szybki w przygotowaniu.

Składniki:
  • opakowanie twarogu 500 g., najlepiej gotowego bo po co się bawić z mieleniem. Ja stawiam na twaróg z Pilosa bo na nim wszystko zawsze mi wychodzi, na innych bywa różnie a i cena nie jest zbyt wysoka;
  • kostka masła 200 g., koniecznie masła - nie margaryny czy wyrobów masłopodobnych. Masło ma być tłuste i pachnące ;);
  • 4 duże lub 5 małych jajek;
  • budyń waniliowy, w moim przypadku bez cukru;
  • ksylitol zamiast cukru, daję pół szklanki bo nie lubię, kiedy jest zbyt słodki;
  • rodzynki, raz daję mniej, raz więcej, Zależy jak mnie najdzie;
  • proszek do pieczenia, tak około płaskiej łyżki.;
  • czekolada na polewę. Zazwyczaj robiłam swoją własną polewę z mleka, masła, ksylitolu i kakaa, ale niestety ze względu na ksylitol zamiast cukru, nie chce ona gęstnieć tak jak powinna.
Wszystkie składniki muszą mieć temperaturę pokojową. Najlepiej wyjąć je z lodówki godzinę wcześniej.

Samo przygotowanie jest naprawdę banalnie proste. Rodzynki namaczamy w gorącej wodzie, jajka rozdzielamy - osobno białka i żółtka. Białka chowamy do lodówki (dzięki temu łatwiej robi się sztywną pianę).


Do miski wrzucamy pokruszone masło i wlewamy żółtka.


Miksujemy wszystko przez chwilę po czym dodajemy suche składniki, czyli ksylitol (cukier) i proszek do pieczenia


Kiedy całość nabierze jednolitej konsystencji dorzucamy twaróg, ale nie całość na raz, tylko po kawałku.



Dorzucamy odsączone wcześniej rodzynki i mieszamy już delikatnie, ręcznie. 


Wyciągamy z lodówki zimne białka i przelewamy je do miski. Ja zawsze dodaję odrobinę soli, żeby przyspieszyć ubijanie. Nie ma co się bawić w robótki ręczne, bez miksera się nie obejdzie bo piana musi być sztywna. Sztywna na tyle, żeby nie wypadła z przechylonej miski.


Mieszanie białka i przygotowanej wcześniej masy jest momentem kluczowym. Robimy to ręcznie, koniecznie drewnianą łyżką, dodając po kawałeczku piany i bardzo delikatnie mieszając. W tym momencie nie można się spieszyć i iść na łatwiznę. Delikatne wymieszanie obu mas sprawia, że ciasto nabiera powietrza i jest jak nadmuchane. Po upieczeniu daje to fantastyczny efekt delikatności, dosłownie rozpływa się ja języku.



Widzicie te bąbelki powietrza? Jeśli użyjecie miksera albo metalowej łyżki, nie macie na nie szans.
Końcówka już tradycyjna. Wylewamy ciasto na blaszkę i wkładamy do piekarnika. W przypadku sernika nie używam papieru do pieczenia, smaruję ją cienko masłem i posypuję bułką tartą. 



Piekarnik musi być wcześniej nagrzany. Temperatury Wam nie podam bo mój cudowny piekarnik posiada pokrętło z cyferkami od 1 do 3 (zabiłabym pomysłodawcę, seriously), zamiast przyzwoitego oznaczenia temperatury. Ustawiam go na 2 i piekę sernik przez godzinę. Potem na 10 minut zmniejszam temperaturę na 1 po czym wyłączam piekarnik i lekko uchylam drzwiczki. Tam ciasto sobie stygnie. Być może warto jednak nie uchylać drzwiczek, może wtedy ciasto by nie opadło. 
Kiedy ciacho już całkiem ostygnie zajmujemy się polewą. Ja uwielbiam ciemną, niezbyt słodką i broń boże z czekolady mlecznej. Fuj...
Jeśli chcecie tak jak ja pobawić się w topienie czekolady to zróbcie to w kąpieli wodnej z dodatkiem mleka lub mleczka do kawy. Ilość dozujcie według uznania. 




Ciasto pokryte wystudzoną polewą wstawcie do lodówki i jeśli przetrwa 48 godzin to naprawdę Wam gratuluję ;)
Moje nie przetrwało.
Kiedy już go spróbujecie, zrozumiecie o co chodziło w moim truciu o delikatnym mieszaniu i drewnianej łyżce. Moje wyszło tak puchate, że ciężko je było kroić i rozlatywało się na kawałki. Zresztą widać to po zdjęciu głównym.
Smacznego :)
P.S.1 Kucharka ze mnie ne najwyższych lotów, przepis też nie autorski ale co tam, chciałam się nim z Wami podzielić.
P.S.2 Robiąc ciasto po raz kolejny zagapiłam się na mojego baranka na ścianie. Właścicielka naszego mieszkania o gładziach chyba nie słyszała i ściany mamy bardzo oryginalne. Akurat na wprost szafki, na której robiłam ciasto mam takiego właśnie stworka, wg mnie baranek ewentualnie dla feministek: owieczka. Jak sądzicie?



P.S.3 Z racji na to, że to ostatni przedświąteczny wpis życzę Wam wszystkim Wesołych Świąt!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…