Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2015

Suseł trzydziestoletni

Za kilka dni stuknie mi trzydziestka. To taki moment kiedy chcę czy nie chcę, refleksje nasuwają się same. Gdybym pokusiła się o porównanie swojego życia i ''osiągnięć'' do tego jak wygląda życie i co osiągnęli moi znajomi rówieśnicy, to wydaje się to tak niewiele. Nie mam jeszcze męża i dzieci, nie mam mieszkania albo domu, własnego samochodu ani nawet prawa jazdy. Nie byłam na zagranicznych wycieczkach. Nie mam super prestiżowej pracy i masy dyplomów ze szkoleń. Mam za to Chomika, który mnie kocha i z którym czuję się lepiej niż sama ze sobą, a to naprawdę duże osiągnięcie. Mam przyjaciółki, z którymi mogę pogadać o wszystkim od dupy Maryni zaczynając (a Marynia tyłek ma niczego sobie), na polityce międzynarodowej kończąc. Mam wspaniałą mamuśkę, rodzinkę lepszą niż rodzinka.pl, najgrubszego i najsłodszego kota świata (który ostatnio przeżywa drugą młodość i chwali się wszem i wobec swoją potencją). Mam pracę do której idę z przyjemnością. Byłam w kilku naprawdę ciekaw…

Pojechali my...

Tym razem poniosło nas do Łeby. Już jakiś czas temu chcieliśmy się tam wybrać, aż w końcu udało nam się zgrać nasze dni wolne od pracy i odpowiednią pogodę. Standardowo opracowaliśmy sobie Plan Wycieczki i realizowaliśmy go punkt po punkcie.


Pierwszym punktem był Labirynt Park Łeba. Film reklamujący labirynt bardzo nam się spodobał, ale okazało się, że rzeczywistość jest o wiele lepsza. Labirynt sam w sobie jest... zabawny. Niby krzaczki, niby nie taki wielki, ale zabawy co nie miara. Bez mapy błądzilibyśmy po nim o wiele dłużej ale lękliwy Suseł nie chciał wejść do środka bez niej. Cieszyłam się jak dziecko ze zdobycia kolejnej bazy, a kiedy dotarliśmy do środka byłam wręcz w euforii :) 




Tuż obok labiryntu jest kilka mniejszych labiryntów i park gier, ale nie takich oklepanych (chociaż znajdzie się Kółko i krzyżyk) i współczesnych. Są to naprawdę fajne gry, wymagające myślenia i niemałych zdolności manualnych. Próbowałam się dobrać do ich wersji jengi, ale była tak okupowana, że nie mi…

Suseł i jego kredki

Początek lekko nie na temat, ale wytłumaczyć się muszę. Mój komputer postanowił skutecznie zatruć mi życie, a Chomickiego doprowadził na skraj załamania nerwowego. W końcu zdechł na amen. Gdzieś między popsutym telewizorem, popsutym komputerem Chomickiego i popsutym samochodem. Tak w myśl tradycji, że wszystko musi psuć się na raz. W końcu jakoś opanowaliśmy ten armagedon chociaż muszę się przygotować na zakup nowego laptopa, co niezbyt mnie cieszy. Ten ma zwyczaj nagłego wyłączania się, więc żeby szlag mnie już całkiem nie trafił, ograniczam korzystanie z niego do minimum. Inwestować w niego nie będę bo absolutnie nie ma to sensu przy tak starym sprzęcie. Koniec gadki nie na temat.
Jakiś czas temu trafiłam w sklepie na zestaw 100 antystresowych kolorowanek dla dorosłych. Okazało się, że bardzo mi się teraz przydały.


Gdzieś kiedyś już słyszałam o tych kolorowankach, cena nie była zła, więc postanowiłam je kupić. Siłą rozpędu zaczepiłam o sklep papierniczy bo kredek u mnie w domu nie by…

Suseł Minimalista: Ostatni bastion

Już od jakiegoś czasu spoglądałam z namysłem na szafę w przedpokoju, którą do tej pory tylko musnęłam minimalistycznymi porządkami. Potrzebowałam jednak mocniejszego kopa, żeby wreszcie się za nią zabrać. Lekkim szturchańcem była refleksja przy mierzeniu kolejnej pary spodni w pracy. Bo tak fajnie wyglądają na półce, bo nie drogie, bo mój rabat... Ze wszystkimi było jednak coś nie tak, nie ten kolor, fason, długość. Nie rozumiem tej mody na lekko przykrótkie spodnie, które odsłaniają kostkę. Dla mnie spodnie idealne muszą ją zakrywać i lekko się marszczyć na dole. Znalazłam w końcu spodnie idealne - fason pasuje, długość idealna, no i są czarne, a takich spodni nie miałam w szafie od lat. Radośnie upchnęłam je między inne rzeczy i szafa zyskała nowego mieszkańca. Kopniakiem decydującym była Dr Lifestyle, konkretniej jej recenzja książki Styledigger. Przemówiło do mnie konkretnie jedno zdanie, które zresztą słyszałam i czytałam milion razy, ale dopiero teraz do mnie dotarło. To ubrania …

Lody od których nie rośnie tyłek

Zainspirowana kulinarną twórczością mojej przyjaciółki, postanowiłam zrobić wariację na temat trochę jej lodów domowej roboty. Przepis oryginalny, powodujący wzrost w okolicach pośladków: śmietana 30% 330 ml,2 jajka,pół szklanki cukru (w tym trochę cukru pudru),laska wanilii i/lub cukier wanilinowy do waniliowych,kakao i czekolada do czekoladowych.W mojej wersji wyeliminowałam cukier, zastąpiłam go ksylitolem. Postanowiłam zacząć od wersji easy i zrobiłam lody waniliowe, od razu podwójną porcję. Koszty były naprawdę niewielkie: 4 jajka - cena max 2 zł,2 śmietany 30% z Biedronki - cena około 2 zł za sztukę,2 laski wanilii - cena około 5 zł w Lidlu (naprawdę świetna promocja, róbcie zapasy!),3/4 szklanki ksylitolu.
Samo zrobienie lodów jest banalnie proste. Potrzebujemy 3 misek i zamykanego pojemnika, w którym będziemy mogli je włożyć do zamrażarki. Żółtka miksujemy z ksylitolem czyli robimy kogel mogel ;)
Śmietanę ubijamy, pod koniec dodajemy do niej wanilię.

Wydawało mi się, że to takie pro…

Kiedy brakuje pomysłów

Każdy bloger prędzej czy później dochodzi do takiego punktu, kiedy nie ma pomysłu na nowy post. Siada przed edytorem, kładzie dłonie na klawiaturze i... klops. Pustka w głowie. Chciałoby się powiedzieć: a termin gonią. Jakby nie było to każdy podchodzący do bloga poważnie, stara się aby posty pojawiały się regularnie. Przyjmuje założenie ile postów tygodniowo będzie publikować i w jakie dni będą się one pojawiały. Totalny brak weny staje się w takiej sytuacji bardzo problematyczny. Podziwiam ogromnie osoby, które posiadają taką wewnętrzną dyscyplinę, dzięki której potrafią pisać z marszu, bez potrzebnej innym weny. Ja tak nie potrafię. Bez niej nie napiszę kilku sensownych zdań. Niektórzy piszą na zapas, tak aby w sytuacji kryzysowej mieć kilka gotowych postów. Super rozwiązanie, człowiek się nie spina i nie stresuje, że obożedzisiajśrodaajaniewiemconapisać! Zdarza mi się to niestety bardzo często. Brak weny łączy się u mnie ze zmęczeniem fizycznym, a to jest u mnie ostatnio stan perm…

Miesiąc w zdjęciach #6

Kolejny miesiąc w zdjęciach. Nie wiem kiedy ten czas zleciał. Mam wrażenie, że od ostatniego MwZ minęło kilka dni . Zresztą każdego dnia wieczorem jestem zaskoczona, że to już, że trzeba iść spać ;) Nie wyrabiam się z niczym, zasypiam o nieprzyzwoicie wczesnych godzinach i jestem w dalekim tyle jeśli chodzi o moje plany czytelnicze. Póki jeszcze za oknami było szaro i ponuro, a wyjście bez parasola groziło katarem, nic nie było w stanie przekonać mnie do wyjścia gdzieś po pracy. W weekendy zresztą też nie bardzo mi się chciało. Teraz za oknem słońce i ponad 20 stopni przez co mam problem z usiedzeniem w domu. Mimo zmęczenia ciągnie mnie w plener. Też tak macie? Koniec tej gadki, przechodzimy do tematu spotkania.

Z troski o swój żołądek zdradziłam KFC. Czort wie czy Subway jest zdrowszy od KFC, ważne że smakuje tak, że się rozpływam. Niby nic takiego, zwykła kanapka, ale w domu za skarby świata nie potrafię takiej zrobić.

Wyprzedaż w jednym ze sklepów z chińszczyzną czyli Centro. Jak wida…