Przejdź do głównej zawartości

Nowe w.... lipcu 2017 czyli wcieranie i fermentowanie

Zauważyłam ostatnio, że moje życie stało się trochę nudne, bardzo przewidywalne i schematyczne. Nie twierdzę, że to coś złego bo ja bardzo cenię powtarzalność i przewidywalność. Dają mi wewnętrzny spokój bo wiem co mnie czeka. Niemniej uznałam, że pora wprowadzić w życie nowe elementy i chciałabym się nimi z Wami dzielić. Ma to na celu dyscyplinowanie mnie, żebym sobie nie odpuściła. Słomiany zapał to jedno z wielu moich imion :)

Dzisiaj zapraszam Was na nowy cykl wpisów Nowe w... 
Dla tych którzy obserwują mnie na Facebooku nie jest on zaskoczeniem bo już przedwczoraj o nim wspominałam. Jeśli mnie nie obserwujecie to serdecznie zapraszam na fanpejdż oraz na mojego instagrama, gdzie jest mnie zdecydowanie więcej.
Nowe czyli całkiem nowe lub coś, co pojawiło się u mnie po dużej przerwie. Nowe miejsce, w którym byłam, nowe jedzenie, nowa rzecz, zmiana zachowania czy postępowania. To bardzo pojemna kategoria i mam zamiar być w niej bardzo kreatywna :) Chce też zachować jakieś proporcje między rzeczami materialnymi, a niematerialnymi. Nie chcę pisać tylko o tym co sobie kupiłam bo to wydaje mi się bez sensu i trochę płytkie. Tym bardziej, że moja przygoda z minimalizmem dalej trwa i oboje mamy się dobrze, więc nadmierne zakupy nie są mi do szczęścia potrzebne.


Nowe w... lipcu 2017 :) 
1. Kraków - oczywiście. Miasto pobudzające moją kreatywność i drenujące finansowo wykorzystując miłość do Starbucksa i dobrego jedzenia. Nie będę się rozwodzić bo jest na ten temat osobny post. Stwierdzam po czasie, że jest jeszcze kilka miejsc, które chciałabym tam zobaczyć i nie wykluczam powrotu za jakiś czas. Ale może tym razem bardziej przy okazji, niż celowo. Odkąd odkryłam Airbnb podróżowanie stało się prostsze bo ceny noclegów przestały być dla mnie i Chomickiego zaporowe. Nadal mam opory przed wydaniem większych pieniędzy na hotel ale jednak pańcia ze mnie i muszę mieć ściany dookoła, łóżko pod tyłkiem i własną łazienkę. Nie nadaję się do namiotu ani hostelu :)


2. Bye bye blond. Blondynką mniej lub bardziej byłam od 6 lat i lubię nią być. Niemniej potrzeba zmian była silniejsza.
Włosy są teraz zdecydowanie ciemniejsze, chociaż kolor powoli się zmywa, czego byłam świadoma nakładając coś ciemniejszego na włosy rozjaśnione. Przypomniało mi to też dlaczego ostatecznie zdecydowałam się na blond - on się nie zmyje. Zawsze w farbowaniu irytowało mnie to, że kolor po jakimś czasie zmywał się to takiego byle jakiego brązo - blondu. Każda farba u mnie kończy jako ten paskudny odcień i podejrzewam, że po następnej wizycie u fryzjera znowu będę blondyną.



3. Wcierka do włosów z Jantara. Woda brzozowa sprawdziła się u mnie świetne ale Jantar kusił, aż skusił. Póki co jestem zadowolona ale wstrzymam się z ostateczną opinią jeszcze jakiś czas, chcę ją dłużej potestować. Wiele osób pisało o łupieżu, który pojawił się po jakimś czasie i ciekawa jestem czy i mnie to dotknie. Po trzech tygodniach nadal go nie widzę, więc może będę w gronie szczęśliwców, których ten problem ominął.
Na ten moment jestem absolutnie zachwycona mgiełką do włosów z Jantara również, którą kupiłam sobie przy okazji i która ujarzmia moje puszące się włosy, jednocześnie ich nie obciążając. 


4. Zeszyt wdzięczności czyli coś zaczerpnięte od Ani z aniamaluje.com Wprawdzie w oryginale były to małe karteczki wrzucane do słoika ale do mnie ta forma nie przemawia. Zdecydowanie wolę zeszyt. Każdego wieczoru zapisuję co najmniej trzy rzeczy za które jestem wdzięczna tego dnia. Czasami mam problem, żeby coś znaleźć. Bywają takie dni. Są i takie kiedy nie mogę przestać pisać :) polecam każdemu bo dzięki temu okazuje się, że życie jest piękne :) 


5. Rozpoczęłam produkcję domowych nalewek. Być może powstanie o tym osobny post więc nie chce się na razie rozpisywać. Zaczęłam od Malibu czyli nie nalewki akurat ale już coś innego moczy się w spirytusie. 


Tyle
Początkowo chciałam przyjąć jakieś ramy ilościowe tych nowości ale stwierdziłam, że to bez sensu. Nie ważne czy będzie to jeden punkt czy szesnaście, ważne żeby życie stało się ciekawsze.

Mam nadzieję, że cykl Wam się spodoba. Zapraszam na kolejny post z serii za miesiąc.

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:

  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…