Przejdź do głównej zawartości

Dlaczego nie chcę mieć dziecka



Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.

Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.

Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.

Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesympatyczna kandydoza układu pokarmowego, wywołana antykoncepcja hormonalną (ah być jedną na milion... :P). Zmiany poziomu hormonów spowodowane zbliżającą się miesiączka już wpływają na moje samopoczucie i stan organizmu, a co dopiero mówić o burzy hormonów w czasie ciąży i karmienia. 

Wszystkie moje dolegliwości skupiły się w brzuchu, a gdzie rozwija się dziecko? No właśnie. Średnio widzi mi się sytuacja kiedy coś rozpycha się w moim i tak codziennie bolącym brzuchu.


Poza tym mam swoje lata. Wiem jak to brzmi w ustach 32 (już zaraz, już prawie) latki ale w kontekście pierwszego dziecka wesoło nie jest. Prawdopodobieństwo wystąpienia chorób jest dużo większe. Poza tym geny mam kiepskie więc nie jestem przekonana do przekazywania ich dalej. To nie wina nikogo z mojej rodziny. Przypadkiem spotkało się grono osób z takimi problemami zdrowotnymi i efektem tego spotkania jestem ja i cieszę się, że jestem :)

Zdaję sobie sprawę, że nie trzeba dziecka rodzić. Adopcja jest jak najbardziej chwalebna ale nie dla każdego. Podobnie jak skorzystanie z surogatki.

Moja rada dla kobiet niepewnych mieć bobasa, czy nie mieć: absolutnie nie rozmawiajcie z matkami. Moje koleżanki z pracy o macierzyństwie wypowiadają się tak, że celibat staje się kusząca opcją. 

O problemach z zajściem w ciążę. O dolegliwościach w jej trakcie. O porodzie. O braku szacunku lekarzy i położnych. O tym jak ciało się zmieniło i zdrowie posypało. O chorobach dzieci. O problemach ze żłobkami, przedszkolami, w szkole itd. 

Nasłuchałam się tyle złego, że nieśmiało wtrącone ''ale było warto'' zastanawia mnie czy one aby na pewno są normalne. Seriously. 

Słuchając tych kilku kobiet stwierdzam, że macierzyństwo to pasmo bólu, poniżenia, zmęczenia, problemów z pracą - jej zdobyciem i utrzymaniem, wydatków oraz wyrzeczeń.

Znam wiele osób dzieciatych ale wpływ tych kilku jest dominujący bo najwięcej z nimi przebywam i ich wizja posiadania dzieci jawi mi się jak najgorszy koszmar.



Pomijając to wszystko uważam, że nie każdy dzieci mieć powinien. Wyraźnie to widać na przykładzie kilku już w tym roku sytuacji, kiedy dzieciom stała się krzywda z rąk rodziców. 

Decyzja o posiadaniu dziecka powinna być wywołana głęboką potrzebą JEGO posiadania. A nie potrzebą dostania 500+. Nie tym że koleżanka ma, to ja też chcę. Nie tym, że tak wypada, że wszyscy mają. Nie tym, że rodzice naciskają bo chcą zostać dziadkami. Nawet nie tym, że partner nalega. Również nie tym, że związek się sypie i trzeba to jakoś naprawić. Albo że brak Ci celu w życiu i w sumie dziecko to jakiś pomysł na zabicie czasu. Nie wspomnę już o łapaniu faceta na dziecko bo to poniżej krytyki.

Dziecko to człowiek. Taki sam jak Ty. Też byłaś/łeś dzieckiem. Nie chciałabyś/chciałbyś dowiedzieć się, że Twoje pojawienie się na świecie było spowodowane którąś z wymienionych wyżej sytuacji.

Decyzja o dziecku to według mnie najpoważniejsza decyzja jaką można podjąć. To gigantyczna odpowiedzialność, która wielu przerasta. Nie jestem zwolennikiem teorii ''jakoś to będzie'', a na tym opiera się wiele decyzji o dziecku. Żebyście mnie dobrze zrozumieli - chodzi mi tylko o planowane ciąże, nie wpadki. Zresztą o wpadkach mam swoje zdanie. Jak człowiek nie chce wpaść to nie wpadnie. Swoje działania opieram na dewizie ''mierz siły na zamiary'' i tak powinno być w przypadku dziecka.

Niezmiernie wkurza mnie presja jaką czuję ze strony otoczenia. W pracy jestem niemalże szykanowana bo jeszcze nie jestem w ciąży. Rok po ślubie!
Teściowie przy każdym spotkaniu wspominają o wnukach, moja mama niby uważa, że ''chyba lepiej nie'' ale książeczki dla wnuków kupuje :)
Podejście do kobiet mówiących wprost, że dziecka mieć nie chcą jest... porażające. Poraża mnie poziom  ograniczenia osób oburzających się.
Wtrącanie się innych w tak prywatną i tak poważną decyzję w ogóle nie powinno mieć miejsca. Wybaczcie ale ja Wam w życie z butami nie wchodzę, wyjdźcie z mojego.

Na dzień dzisiejszy nie wiem czy chcę. Raczej nie. Wolałabym pieska preriowego. Zwierzę to nie to samo co dziecko. Oczywiście. Wymaga jednak podobnego poziomy zaangażowania i na takie mogę się zdecydować. Pieluchy, obolałe piersi, wrzaski i nieprzespane noce? Na razie podziękuję.

Mam nadzieję, że wyczerpałam temat. Jeśli nie to zapraszam do dyskusji w komentarzach.



Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu

Komentarze

  1. To jest tak dobre, że kamień z nerki. Jeśli o mnie chodzi, póki co, myśli o dzieciach spycham na odleglejsze plany i raczej mi się nie spieszy. Martwi mnie natomiast fakt istnienia tej ogromnej hipokryzji u kobiet, które całe życie wzbraniają się przed posiadaniem potomstwa, podają setki argumentów przeciw temu, mówią, że nigdy w życiu, że anemia, cukrzyca, niechęć do dzieci, brak pieniędzy, brak empatii a potem pchają się na siłę w tradycyjny model rodziny, bo tak nakazuje społeczeństwo (?) rodzina (?)...
    Takich rzetelnych tekstów nam wszystkim potrzeba!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję ;) spodziewałam się kamieniowania i spalenia na stosie, a tu niespodzianka :) Tak się przyjęło w naszym społeczeństwie, że mężczyzna może jawnie mówić o tym, że nie chce mieć dziecka. Że nie chce go na razie i że nie chce go w ogóle. Kobietom nie wolno. Wkurza mnie to i frustruje ale nie zamierzam przez to siedzieć cicho ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam to samo, rok po ślubie, lat 23 i pytania (oraz głupawe sugestie) na temat dziecka. Bardzo mnie to wkurzało, bo chciałam dziecka, ale najpierw miałam do uporządkowania sprawy zdrowotne i zawodowe. Klasyk. I oczywiście nie chciałam się tłumaczyć każdej przypadkowej cioci czy koledze. Również klasyk. Ale najlepsze jest to, że niektórzy wysnuli z tego wniosek, że ja nie chcę i to także bolało. Rok później, czyli teraz, mam ten etap za sobą, jestem w ciąży. Myślę, że nie będę się już tak denerwować, kiedy ktoś zapyta o drugie dziecko. Zapytam go kiedy jego pierwsze, albo trzecie, ale nie będę się tłumaczyć, tak jak nie tłumaczyłam się przed pierwszą ciążą.

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzisz, lat 23 ☺ W tym wieku można jeszcze nie mieć dziecka, ale po trzydziestce to zdaje się obowiązek 😆
    Brawo za zdrowe podejście 😃
    Dużo zdrowia dla Ciebie i tego małego człowieczka 😀

    OdpowiedzUsuń
  5. Otoczenie zachowywało się, jakby było dokładnie odwrotnie. Jakby ślub = dziecko, jakby mnie ten ślub postarzył o 10 lat. To, że nie miałam prawa jazdy i studiów nagle zeszło na plan dalszy. Jejku. Moim zdaniem jest tak, że tego typu tematy poruszają ludzie, którzy nie mają wyobraźni i lubią ploty - widzą młodą mężatkę, to zapytają o dziecko, widzą kogoś, kto oblał prawko, to spytają kiedy znowu zdaje, zauważają, że jest samotny, to będą wypytywać czy się z kimś spotyka. A za życzenia dziękuję, bo właśnie kaszlę sobie w łóżku, mam nadzieję, że za kilka dni z tego wyjdę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. PS. Oczywiście jestem zdania, że nikt nie musi mieć dzieci i zupełnie mnie nie obchodzi, czy moi znajomi/członkowie rodziny się na nie zdecydują czy nie. Mam inne zainteresowania niż udawanie, że mam wpływ na cudze wybory :D I bardzo spodobał mi się Twój post, chociaż oczywiście współczuję problemów z brzuchem. Ja kilka razy w roku choruję na silne przeziębienie/zapalenie czegoś, a smarkanie to moja codzienność, bo mam krzywą przegrodę nosową. Innego typu problem, niż Twój, ale chyba podobny gabaryt. Mam jeszcze trochę badań w planie, żeby stwierdzić, czemu mam tak kijową odporność. To moja czwarta choroba w ciąży :/ Ale udaje się bez leków. Myślałam, że będzie gorzej, właściwie fakt bycia w ciąży nie zmienia wiele w tym, ja te choroby przechodzę, a i dziecku nic nie jest. No i nie lubię narzekać, więc nie widzę tego wszystkiego w czarnych barwach, mówię jak jest.

    OdpowiedzUsuń
  7. Otoczenie ogólnie bardzo lubi się wtrącać, na co ja reaguję nieprzyjemnie bo tego nie lubię ale olać ich 😊
    Skrzywiona przegroda - znam ten ból 😃 katar non stop 😉

    OdpowiedzUsuń
  8. No, dokładnie, chusteczki zawsze z nami :P

    OdpowiedzUsuń
  9. I jak tu na wyjście wziąć małą torebunię skoro chuteczki się nie mieszczą? 😂

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…