Przejdź do głównej zawartości

Będę z Wami szczera




Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu. 
Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo. 
Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu. 
Czy jednak jakiś/jakieś mam? 
Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek. 
Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens. 
Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo. 
Zdiagnozowałam u siebie całkiem nieźle rozwinięte ADHD. Na niczym nie potrafię się skopić, rozprasza mnie wszystko, a najbardziej ja sama. Robię trzy lub cztery rzeczy na raz i żadnej nie robię efektywnie. Sama do tego dopuściłam, wiem. Wpadłam w wir gloryfikowanej wielozadaniowości i dopiero niedawno się z niego wyrwałam.
Samoświadomość jest fajna ale nie rozwiązuje problemów. Tylko je (właśnie!) uświadamia. Znam problem i co dalej? Ha. W tym problem. Co dalej? Brak mi pomysłu i celu. Koncepcji. Wizji. Strategii. 
Idąc po najmniejszej linii oporu mogłabym robić to, co dotychczas i czekać na benefity. Tyle że ja nienawidzę czekać. Dużo czasu w życiu poświeciłam na czekanie. Zdecydowanie za dużo. Nie chcę więcej. 
Marudzenie nie jest trendy. Ten post się nie ''sprzeda''. Who cares? 
Blog powstał w momencie bardzo dla mnie trudnym. Zostałam wyrzucona z pracy, dzień przed Wigilią. Tuż po wydaniu wszystkich oszczędności na prezenty. Brak zatrudnienia rujnował wszystkie plany jakie miałam z Chomickim na kolejne lata. Perspektywa bezrobocia mnie przeraziła bo wiem jak trudno o pracę w moim mieście, jeśli nie ma się znajomości. Urok małych miast czy urok tego miasta? To nie ma znaczenia. Doświadczenie udokumentowane też miałam takie, że aż więc nie miałam z czym wyjść do ludzi. O mojej ówczesnej samoocenie nie ma co wspominać bo nie istniała. 
Blog powstał w ramach terapii. Głównie dla mnie. Nie sądziłam, że ktoś go będzie czytał. Bardzo tego potrzebowałam i spełnił oraz nadal spełnia swoją rolę znakomicie. Stąd dzisiaj ten wpis. Bo go potrzebuję.
Blog to takie moje dziecko, dla którego okazałam się fatalnym rodzicem. Nie poświęcam mu dostatecznej uwagi. Wielu rzeczom nie poświęcam teraz uwagi. Nie jestem z siebie dumna. Nie jestem z siebie zadowolona i mam ochotę dać sobie w twarz i kopnąć w dupę. Tak motywacyjnie i na zapęd. 
Efektem terapii  blogowej jest to, że nie mam już morderczych uczuć względem byłego pracodawcy i byłej przyjaciółki, której tą pracę załatwiłam i która zapewne maczała w moim wyrzuceniu swój długi nosek, a jeśli nawet nie, to i tak nabruździła bardziej, niż byłam w stanie znieść. Nie mam żalu bo teraz jest mi w życiu o wiele lepiej. Jestem wdzięczna za milion drobnych i większych rzeczy i czuję się dobrze. Zazwyczaj 😊 Tylko chwilowo nie wiem dokąd zmierzam. 
A ja cholera jasna muszę ten cel mieć.
Idę go szukać, a Was zostawiam z niestrawialnym i nudnym tekstem.
Sorry.


Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…