Suseł Testuje: Philips Sonicare, Kallos Banana, Tołpa



W ostatnich miesiącach trafiło do mnie kilka produktów, z których jestem wyjątkowo zadowolona. Dwa były wynikiem intensywnego riserczu, a jeden spontanicznym zakupem na promocji. Do tej pory nie było u mnie wpisów stricte kosmetycznych i nie zamierzam zmieniać profilu bloga i zacząć paplać o mazidłach, ale te trzy rzeczy zwróciły moją uwagę na tyle, że chcę Wam o nich wspomnieć.


Elektryczna szczoteczka do zębów Philips Sonicare.
Ze szczoteczką elektryczną mam do czynienia już od kilku lat. Jestem zachwycona jej działaniem i na zwykłą szczoteczkę patrzę teraz krzywym okiem. Miałam do tej pory zwykłą, podstawową szczoteczkę Oral - B. Zmieniałam tylko rodzaje końcówek. Nie mam jej absolutnie nic do zarzucenia, ale Sonicare to zupełnie inna bajka. W internetach możemy przeczytać, że:

"Szczoteczka soniczna należy obecnie do grona najlepszych szczoteczek elektrycznych. Swoją pozycję zawdzięczają połączeniu niezwykle szybkich ruchów włókien (o częstotliwości dźwiękowej) z zastosowaniem ruchu wymiatającego. To połączenie wyraźnie pomaga w skutecznym czyszczeniu  zębów. Fale dźwiękowe generowane przez szczoteczki soniczne rozchodzą się w płynie (woda, ślina) i generują powstawanie chmury bąbelków docierających do miejsc niedostępnych dla klasycznej szczoteczki. Wszystko to sprawia, że szczoteczki soniczne wyjątkowo skutecznie czyszczą powierzchnie zębów i przestrzenie między zębowe, a ponadto nie powodują recesji dziąseł i nadmiernego wycierania szkliwa."

Mam wersję podstawową ale są też inne z bajerami. Szczerze i uczciwie stwierdzam, że te bajery to zbytek. W końcu w myciu zębów chodzi o to, żeby je umyć ;) A soniczna szczoteczka Phillips Sonicare robi to doskonale.
Mega plusem jest bateria, na jedynym ładowaniu szczoteczka pracuje miesiąc (!) co było marzeniem przy szczoteczce Oral - B.
Nie napalałam się na widoczne wybielenie zębów bo w cuda nie wierzę (a mam kość żółtą z tendencją do ciemnienia, więc wybielanie jest dla mnie istotną kwestią) ale widzę minimalną różnicę. Minimalną ale jest czyli kolejny plus ;)



Odżywka do włosów Kallos Banana.
Już od jakiegoś czasu miałam na nią ochotę ale uparłam się, że najpierw zużyję wszystko co mam w domu. Kiedy wyskrobałam resztkę posiadanej odżywki z radością i w podskokach popędziłam do Hebe po Banana. Trafiłam na promocję i za opakowanie 1000 ml zapłaciłam 9,99 zł. Takie zakupy to ja rozumiem ;)
Odżywki Kallosa to dla mnie nie nowość, miałam już dwie z których byłam względnie zadowolona.
Z Banana jestem zadowolona na poziomie przekraczającym moje oczekiwania.


Rozjaśniam włosy, co nie wpływa na nie dobrze. Sezon jesienno - zimowo - wiosenny nie jest dla nich łaskawy bo końce często są ściśnięte szalikiem czy schowane pod bluzą (w pracy nadal ubieram się jak na sybiraka przystało) i wpływa to znacznie na ich kondycję. Czapek nie noszę bo nie znalazłam jeszcze takiej, w której czułabym się dobrze i która nie robiłaby z moich włosów imitacji mopa z lat 90 - tych. Dlatego też najbardziej problematyczne rejony to końcówki włosów oraz grzywka, która żyje własnym życiem i muszę ją codziennie opanowywać szczotą i suszarką. Staram się włosów nie suszyć, nie prostuję ich, nie modeluję, nie kręcę, Myję, schną same (poza anarchistyczną grzywką) i tyle. Od wielkiego dzwonu wyciągnę je na szczotce. 
Generalna kondycja włosów nie była zła ale po Bananie jest widoczna poprawa. Końce się nie rozdwajają i nie puszą. Włosy nie są przesuszone, ani zbyt mocno obciążone. Są w idealnej równowadze. Jestem absolutnie zachwycona! Tym bardziej, że pod względem ekonomicznym jest to świetny zakup. Nadal myję włosy odżywką więc ważne jest dla mnie, żeby to była dobra odżywka. No i ten zapach...



 Krem pod oczy Tołpa.
To jest właśnie ten spontaniczny zakup na promocji w Rossmanie. Skończył mi się krem pod oczy i już sięgałam po standardowe u mnie AA 30+, kiedy mój wzrok padł półkę wyżej. A tam Tołpa. Złotówkę tańsza. Wzięłam
Nie dla tej złotówki ;) Już od przygody z kremem BioIQ skłaniam się do coraz to bardziej naturalnego składu. Kremy AA jak do tej pory mnie satysfakcjonowały ale zauważam, że przestają mi wystarczać. Zamiast iść w stronę chemicznych wynalazków, wolę jednak postawić na naturę. Stąd właśnie decyzja o kupnie kremu pod oczy z Tołpy.
Krem ma za zadanie rozjaśniać cienie pod oczami i wygładzać. Z cieniami nigdy nie miałam większego problemu ale myślę, że mogą się już zacząć pojawiać więc zgodnie z zasadą, że lepiej zapobiegać niż leczyć, krem radzący sobie z tym problemem jest jak znalazł. Wygładzanie za to jest dla mnie bardzo istotne. Zmarszczki w okolicy oczu mam od zawsze bo po primo: często się śmieję i uśmiecham, po secundo: mam problemy ze wzrokiem, więc często marszczę twarz w nadziei, że wyostrzy mi to spojrzenie. Po trzydziestce moje lekkie zmarszczki przestały już tak lekko wyglądać i bez odpowiedniego kremu wyglądam na bardzo zmęczoną. Nawet jeśli nie jestem. Krem z Tołpy bardzo dobrze sobie radzi. Zmarszczki nie zniknęły, takich cudów nie ma, ale są mniej widoczne i tyle mi wystarczy. Skóra jest napięta i nawilżona i o taki efekt mi chodziło.
Firma urzekła mnie diagramem, który zamieścili w środku opakowania:



Nie wiedziałam, że skóra najlepiej przyjmuje kosmetyki odżywcze  między godziną 17 a 22, ani że potrzebuje 7 godzin snu. Takie małe odkrycie przy okazji, które nieco wpłynie na moją pielęgnację twarzy.


Przez ostatnie 3 dni śpię zdecydowanie więcej niż 7 godzin, co widać zarówno po włosach jak i skórze. Po zębach niespecjalnie ale jeszcze nikt nie opublikował teorii o wpływie snu na stan uzębienia, więc może o czymś nie wiem :) 
Jakichkolwiek kosmetyków i gadżetów byśmy nie używali, to jednak sen jest najlepszy dla naszego organizmu. Ma on czas na regenerację, nie musi zajmować się wszystkimi procesami, do których zmuszamy go w ciągu dnia.
Starajmy się więc spać jak najwięcej, znajdźmy optymalną dla siebie ilość godzin i trzymajmy się jej. Pilnujmy higieny snu i nie żałujmy go sobie. Wyspany organizm odwdzięczy nam się lepszym funkcjonowaniem w ciągu dnia. 


Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

Będę z Wami szczera

Dlaczego nie chcę mieć dziecka