Przejdź do głównej zawartości

Depilacja laserowa rok później - warto było?


Kwestia owłosienia na nogach była moim problemem odkąd pamiętam. Frustrowało mnie to, ograniczało i często czułam się źle sama ze sobą. Zdarzały mi się nawet sny, w których desperacjo szukałam czegoś, czym mogłabym ogolić swoje nogi bo zarosły, a miałam na sobie krótkie spodenki/spódnicę/same gatki/w porywach gołe dupsko i nogi były widoczne w pełnej krasie. Budziłam się spocona i z mocno bijącym sercem bo nie udało mi się sierści pozbyć, a na horyzoncie zobaczyłam człowieka, który zaraz miał zobaczyć mnie. I TE nogi!!!
W którymś momencie stwierdziłam, że musi być jakieś wyjście. Znalazłam je i zastosowałam ;)
O moich kolejnych krokach i pierwszym zabiegu pisałam we wcześniejszych postach.

Depilacja laserowa vol 1: Słowem wstępu

Depilacja laserowa vol 2: Pierwszy zabieg

 

Dzisiaj, rok po pierwszym zabiegu, chcę Wam opowiedzieć co się działo od tego momentu, jaki jest efekt, czy jestem zadowolona i czy było warto.

 

W sumie miałam 8 zabiegów na nogi, po 4 na uda i łydki oraz 5 na pachy.

 

 

Początkowo moje włoski były bardzo ciemne, gęste i błyskawicznie rosły. Pierwszy zabieg przerzedził je i lekko osłabił, drugi wyeliminował kolejne włoski, po trzecim bardzo mocno się zastanawiałam się czy jest sens iść na kolejny ale coś tam jeszcze rosło więc, będąc konsekwentną, poszłam. 
Teraz jestem prawie dwa miesiące po czwartym zabiegu, na nogach rośnie mi przezroczysty i bardzo rzadki meszek. Absolutnie go nie widać, chyba że pod światło. 
Pachy zareagowały zdecydowanie szybciej, wystarczyły 3 zabiegi, żeby wszystkie włoski zniknęły.

 

 

 

Moja zmora zniknęła i jestem z tego powodu niesamowicie szczęśliwa. Już nie śnią mi się koszmary ;) Polecam tą metodę każdemu, kto ma problem z owłosieniem lub chce się go pozbyć dla wygody po prostu. Niemniej nie jest to metoda dla każdego.
Jeżeli nie jest się odpornym na ból, może być ciężko. Nie ukrywajmy, to boli. Pierwszy zabieg był znośny, drugi bolał jak cholera, trzeciego się bałam bo wiedziałam, że moc lasera będzie wtedy zwiększona. Przeżyłam, nie był gorszy niż drugi. Czwarty zabieg był o wiele przyjemniejszy. Przez to, że 90% włosków nie było, laser nie miał w co wnikać i dzięki temu nie bolało.
Jeżeli jest się leniuchem i nie chce się nawilżać wydepilowanej partii ciała kilka razy dziennie, to również nie jest zabieg dla Ciebie. O skórę podrażnioną depilacją trzeba dbać. Ja smarowałam ją minimum dwa razy dziennie specjalnie do tego dobranymi środkami.

 

 

Dzięki złośliwości rzeczy martwych wcięło mi cały post o pielęgnacji skóry po zabiegu. Nic to, skórę po prostu trzeba nawilżać ;) Dla mnie idealny był krem Alantan. Łagodził cudownie, jedynym minusem był dosyć intensywny zapach, który przechodził przez ubrania i wnikał w nie tak, że potrzebowały kilku prań.
Poza nawilżaniem istotne jest również mycie skóry delikatnymi żelami ''bezmydłowymi'' i używanie zasypki Alantan. Pierwsze nie podrażnia skóry, drugie sprawia, że nie swędzi.
Depilacja laserem nie jest również dla osób, które nie mają na to pieniędzy. Jak to powiedziała moja znajoma ''trzeba na to w ch...j hajsu'' ;)

 

 

Miałam to szczęście, że gabinet medycyny estetycznej, na który się zdecydowałam, miał w ofercie promocję, dzięki której od czwartego zabiegu włącznie płaciłam tylko połowę ceny i co więcej, przy depilacji nóg pachy były gratis. Uwierzcie mi, to była gigantyczna oszczędność.

Jeden zabieg na całe nogi to koszt 850 zł. Szybka matematyka i już wiadomo, że wydałam małą fortunę. Żeby tą fortunę zgromadzić ciułałam każdy grosz przez półtora roku, brałam wszystkie możliwe fuchy i nadgodziny. Chcieć to móc. Zawzięłam się i sama jestem sobie wdzięczna za ten upór.

Pomimo wizji koszmarnych tortur chciałam też wydepilować sobie strefę bikini, ale chęć posiadania własnego M, w którym będzie na czym siedzieć i na czym spać, przeważyła :) Nie znaczy to, że się nie zdecyduję za jakiś czas.

To uzależnia. Przyznaję. Zapewne działa tu podobny mechanizm jak przy operacjach plastycznych czy ogólnie ingerencjach w swój wygląd. W końcu to jest ingerencja w wygląd!

Jeżeli zastanawiacie się nad zabiegiem depilacji laserowej to szczerze Wam polecam zapoznać się z tematem przed podjęciem decyzji o zabiegu. Możecie rzucić okiem na moje wcześniejsze posty, gdzie starałam się zawrzeć wszystkie najważniejsze informacje. Przestrzegam przed robieniem tego u kosmetyczki. Wybierzcie gabinet medycyny estetycznej, gdzie przyjmują ludzie z wykształceniem medycznym i odpowiednim przeszkoleniem. Moja koleżanka z pracy pokusiła się na tańszy zabieg u kosmetyczki właśnie i blizny na nogach będzie zapewne miała do końca życia.



Post nie jest sponsorowany ;) A szkoda ;P  



Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…