Przejdź do głównej zawartości

Łupie mnie w kręgosłupie


Coś mi wczoraj ''weszło'' w plecy i utrudniło życie na kilka godzin. Niby nic ale próby schylenia się czy podniesienie czegoś cięższego były zabawne. Szybkie przejście przez pasy to był już prawie rajd Paryż - Dakar. Dzisiaj jest o niebo lepiej ale nadal czuję, że mam plecy ;) 
Kilka miesięcy temu źle stanęłam i nadwerężyłam sobie kostkę. Nie bolało specjalnie. Wtedy. Teraz dokucza przy każdej zmianie pogody.
Jeszcze nie tak dawno temu takie sytuacje mi się nie zdarzały. A może zdarzały ale nie zwracałam na to uwagi?

Z wiekiem zmienia się TAK dużo. Mając lat naście możemy prawie wszystko, a często nie chce nam się nic. Pamiętam jak w tym wieku często nie wychodziłam z domu przez kilka dni, bo po co? Miałam czas. 

Teraz jestem świadoma upływającego czasu (na litość boską! dopiero był poprzedni weekend, a to już piątek!!!) i staram się nie przepuszczać go przez palce. Wychodzi różnie. Tym bardziej, że już nie wszystko mogę. Znam swoje ograniczenia i nie szarżuję jak kiedyś. A jeśli szarżuję to z pełną świadomością konsekwencji.



To właśnie mi się podoba w tym całym starzeniu się: wzrost świadomości. Zarówno samoświadomości, jak i świadomości wszystkiego dookoła. Ok, ciało się zmienia i nie ma co rozpaczać z tego powodu. Co tam parę zmarszczek?

Moja koleżanka ostatnio oburzyła się usłyszawszy, że ma zmarszczki. Po 30-stce ciężko ich nie mieć, tym bardziej mimicznych, o które tym razem chodziło. Inna z kolei przeżywa, że skończyła czterdziestkę, której absolutnie po niej nie widać. Ma tak klasyczną urodę, że tylko pozazdrościć, a po zachowaniu to czasami i trzydziestki bym jej nie dała...

Obie frustrują się czymś, na co nie mają wpływu. Ja wolę docenić to, co dały mi minione lata. Znam lepiej siebie, wiem jak wykorzystać swoje zalety, jak zamaskować wady, na co mnie stać, a na co nie mam się co porywać. Mam nieskromne wrażenie, że wyglądam coraz lepiej, a już na pewno czuję się coraz lepiej we własnym ciele.

Co z tego, że strzyka mnie tu i tam? 

Narzekając na niedostatki ciała zapominamy o zdobytym doświadczeniu, o dojrzałości, o wszystkim co za nami i co sprawiło, że jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. Może warto na tym się skupić?  A nie na tym, że czegoś nie możemy?



Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…