Przejdź do głównej zawartości

Zbiornik 2: Uprzejmie donoszę



Donoszenie ostatnio jest najwyraźniej w modzie. Dzięki bezmyślnemu donosowi właśnie kilka niewinnych osób w firmie, w której pracuję może stracić pracę. W tym ja. Nie nastraja mnie to optymistycznie i komplikuje plany. A ja bardzo nie lubię komplikacji. 
Suseł bezrobotny to Suseł sfrustrowany co nikomu nie służy. W dodatku po jakimś czasie Suseł zaczyna dziczeć i wypuścić takie cuś do ludzi to wstyd.
Usilnie staram się wprowadzić w życie filozofię ''mam to w dupie'' ale opornie idzie. Wyszłam z wprawy ;)
Na szczęście mam moje sposoby na relaks i pozbycie się z głowy nadmiaru myśli i emocji. Czytanie pomagało zawsze i na wszystko. Teraz też uparcie dziergam na drutach z przerwami na szydełko. Jestem tym zachwycona i najchętniej robiłabym wszystko na raz. Dlatego na razie mam zaczętych kilka rzeczy, a skończonych zero ;P Niemniej spinam się ostro i obiecuję skończyć coś na dniach ;)


Czytam dużo, głównie moje ulubione fantasy i chociaż obiecałam terazjużinatychmiast przeczytać ''Dziewczynę z pociągu'', to dziewczę nadal leży na półce i się kurzy. Co poradzę, że na odstresowanie wolę czarownice, smoki i krasnoludy z toporami?
Chomicki w ramach relaksu przepada na YouTubie, próbując obejrzeć cały internet. Ostatnio trafił na filmik, w którym wysunięto tezę, że za kilkadziesiąt lat podróże w czasie staną się możliwe i ludzie będą się przenosić się do obecnych czasów, bo świat w ich czasie będzie do kitu. Widzę symptomy to potwierdzające. Już czasem mam ochotę cofnąć się chociaż kilka lat wstecz, ale z obecną wiedzą i doświadczeniem. Chociaż wtedy wydawałam się sobie taka mądra i dorosła, to tak naprawdę guzik wiedziałam. Nie twierdzę, że teraz wiem dużo więcej ale trochę więcej już tak. I to więcej robi różnicę.
Coraz bardziej kusi mnie dom na odludziu, z dala od wszystkiego. Coraz bardziej atrakcyjna wydaje się własna działalność, odporna na humory szefa. Jak to się wszystko zmienia.... Jeszcze rok temu zapierałam się przednimi i zadnimi raciczkami, że gdzie, w życiu, dom???, za nic, działalność??, phi - to nie dla mnie. A tu popatrzcie...
Piękne są te zmiany w nas samych. Lubię się czasem zatrzymać i popatrzeć na siebie. Na wnętrze i zewnętrze. Coraz bardziej się sobie podobam co nie jest objawem narcyzmu ale dojrzewania chyba? Takiego z samoświadomością.
Właśnie przez tą samoświadomość przerwałam akcję PtS. Zaczęła mi przeszkadzać  bardziej, niż wymierne były korzyści. Temat się urwał ale to co  udało mi się w sobie zmienić zostało :)

Uciekam w końcu na zasłużony dzisiaj odpoczynek. 

Tutaj znajdziecie pozostałe wpisy z cyklu >>KLIK<<


Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…