Przejdź do głównej zawartości

Nic nie dzieje się bez przyczyny



Ostatnio bardzo się zastanawiam nad tym stwierdzeniem. Jak myślicie, to tylko wytłumaczenie sytuacji jakie dzieją się w naszym życiu, które ma nas uspokoić, czy rzeczywiście tak jest? Czy to, że mając lat 20 poznasz kogoś, kto powie jedno zdanie, które przypomni Ci się kilka lat później i wpłynie na decyzję jaką podejmiesz, będzie skutkowało zmianami w Twoim życiu na przestrzeni lat, wydarzyło się celowo? Czy to całkowity przypadek? Taki trochę efekt motyla, który tworzy długotrwałe zależności.
Faktem jest, że gdyby moja przyjaciółka sprzed lat nie poznała swojego ówczesnego chłopaka i nie poznała mnie z nim i jego znajomymi, nie zorganizowalibyśmy wspólnej imprezy sylwestrowej, na której poznałam człowieka, który zmotywował mnie do wyboru takiego, a nie innego kierunku studiów, to nigdy nie poznałabym Chomickiego i moje całe życie wyglądałoby zupełnie inaczej.

Ten wpis najwyraźniej będzie się składał ze zdań wielowielokrotnie złożonych.


 

Czasami wydaje mi się, że kiedy już skieruję się na jedną konkretną ścieżkę, to wydarzenia i rzeczy dookoła dopasowują się do niej. Albo po prostu zauważam to, co w innej sytuacji przeszłoby bez echa.  Kto wie.

Nie twierdzę, że nasz los jest z góry zaplanowany, że z góry przydzielono nam ścieżkę, którą mamy podążać i że nie mamy na to tak naprawdę wpływu.  Wydaje mi się jednak, że każde wydarzenie ma znaczenie. Każde ma wpływ na to, co będzie później. Nie ma rzeczy meaningless. Wybaczcie ten zagraniczny zwrot ale jest on dla mnie najbardziej wymowny i zwyczajnie mi się podoba :)

Zastanawiam się teraz trochę bardziej nad tym co robię świadomie, podświadomie i co dzieje się dookoła mnie bez mojego wpływu. Jaki to będzie miało skutek? Co mi to przyniesie w przyszłości i czy w ogóle cokolwiek przyniesie? Nie zarzucę na siebie białego prześcieradła i nie polecę w pole szukać kamienia, na którym mogłabym się oddać rozmyślaniom, ale temat chodzi mi po głowie. 


Swoją drogą podświadomość to ciekawa sprawa. Z reguły wydaje nam się, że postępujemy świadomie, że działamy w sposób zaplanowany. Tymczasem wiele naszych działań ma miejsce bez udziału świadomości. Prościej ujmując: masę rzeczy robimy nieświadomie. Nie mam tu na myśli odgarniania włosów z oczu ale np. wybieranie drogi powrotnej do domu. Świadomie wybierzemy tą krótszą czy wygodniejszą, a podświadomie tą, która prowadzi obok czy przez miejsce kojarzące nam się przyjemnie. 

Dużo pracy jaką wykonałam nad sobą przez ostatni rok, to była właśnie praca nad podświadomością. Czym jest pozytywna afirmacja, jak nie szkoleniem swojej podświadomości do postrzegania jasnych stron życia? 




Moja podświadomość prowadzi mnie czasem w dziwne miejsca. Dzisiaj zdałam sobie sprawę z tego, że dużo się w niej (tej podświadomości, wiecie :P) zmieniło. Może nadal jestem ponurakiem na resocjalizacji ale widzę więcej jasnych stron. Podświadomie właśnie. Nie zastanawiam się nad tym, nie szukam ich celowo. Po prostu je widzę.

Może jednak warto pracować nad sobą? Może jednak pozytywne afirmacje to nie kit wciskany przez guru z You Tuba? Dla mnie warto.  


Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.
 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…