Przejdź do głównej zawartości

Wiosenne wyzwanie Simplife #1



Czuję wiosnę. Mimo ponuractwa za oknem. Mimo niekorzystnego biometu :)
Jak to na wiosnę, mam ochotę przewrócić dom do góry nogami. Przeglądając internet trafiłam na Wiosenne wyzwanie Simplife. Już po kilku pierwszych zdaniach wiedziałam, że w to wchodzę. Nie dla nagród, chociaż ''Calm" kusi. Wiosenne wyzwanie jest dla mnie dlatego, że nadal mocno siedzę w duchu minimalizmu. Jest mi z nim dobrze. Jest mi z nim po drodze i nadal mam ochotę pogłębiać temat.
Wyzwanie Simplife składa się z trzech stref, na każdą przeznacza tydzień. Pierwsza do strefa materialna, czyli ta w gruncie rzeczy najłatwiejsza. Stali czytelnicy wiedzą, że z minimalizmem zaznajamiam się od roku i nie zawsze było lekko. Pozbywanie się rzeczy, które były gromadzone przez lata to ciężka sprawa. Z przydasiami jakoś sobie poradziłam ale utknęłam przez sentymenty. Niektórych rzeczy żal mi wyrzucać, mimo że absolutnie ich nie potrzebuję i tylko mi przeszkadzają. Zostawiłam sobie małą szufladkę na takie właśnie rzeczy i teraz z nią walczę. Jeszcze nie wygrałam ale i nie przegrałam czyli nie jest źle. Zresztą jedna mała szufladka to już sukces w moim przypadku, uwierzcie :)

Simplife podzieliła pierwszą strefę na poszczególne etapy, które uczestnicy wyzwania mogą dobrowolnie mieszać i zmieniać.

1 Dzień - Ogólne rozeznanie
2 Dzień - Salon
3 Dzień - Kuchnia
4 Dzień - Sypialnia
5 Dzień - Łazienka
6 Dzień - Garderoba
7 Dzień - Zmysły


Od razu przyznaję, że na starcie było mi łatwiej niż osobom, które z minimalizmem dopiero się poznały. W końcu ogrom pracy mam za sobą. Nie znaczy to jednak, że startuję z pierwszych pozycji. O nie. Mam jeszcze sporo elementów, które chciałabym udoskonalić.
Bardzo się staram być Susłem uporządkowanym i dobrze zorganizowanym ale moja chaotyczna natura jednak daje o sobie znać i nie udało mi się działać tak idealnie zgodnie z planem.
Ogólnie wiem co w moim mieszkaniu jest nie tak i co mi przeszkadza, jednak nie w każdym punkcie wiem co powinnam zrobić, żeby to poprawić. Sytuacja jest o tyle trudniejsza, że mieszkanie jest wynajęte i niewiele mogę w nim zmienić. Właścicielka pozwoliła nam tylko na odmalowanie ścian, toporne meble i łazienka jak z koszmaru zostały. Cena jednak czyni cuda ;) Teraz nie opłaca nam się przeprowadzać bo planujemy zakup własnego M.

Salon jest u nas połączony z kuchnią i częściowo garderobą. Mimo tego, że przez ostatni rok pozbyłam się kilku worów rzeczy to i tak teraz znalazłam sporo do wyrzucenia. Głównie ubrań i trochę pierdół, które przyszły nie wiadomo skąd i nie wiadomo po co. No i płyty. Mnóstwo płyt. Zamieniłam je na dysk zewnętrzny. Łatwiejszy i przyjemniejszy dostęp do danych, a miejsca zajmuje nieporównywalnie mniej. Za to godziny spędzone na zgrywaniu... Bezcenne. Odkryłam prawdziwe skarby w tym dawno zaginione zdjęcia :)


Udało mi się w końcu zabrać za tworzenie przepiśnika. Mam duuużo karteluszków, które walają się wszędzie i za każdym razem kiedy chciałam coś zrobić, a napad sklerozy wymagał zajrzenia do przepisu, spędzałam sporo czasu na szukaniu właściwej kartki. Koniec z tym. Przepiśnik się tworzy ;)
Kuchnia to dla mnie ogólnie prosty temat bo jest mało... kuchenna. Mamy bardzo mało rzeczy typowo kuchennych, chociaż mi i tak wydaje się ich czasem za dużo. Pod tym względem jestem mało kobieca. Nie kręcą mnie miseczki do dipów, miski do sałatek, szklanki do drinków, kieliszki do wódki i różnej wielkości talerzyki w zależności od okazji. Każda rzecz w mojej kuchni musi spełniać kilka funkcji. Nie mam rzeczy stricte do jednego zadania. Mam nadzieję, że mi się to nie zmieni bo taka luźna kuchnia jest wspaniała. Nie mam też półki z przyprawami. Mam mały pojemniczek gdzie wszystko swobodnie się mieści :) Szklanki do drinków to u mnie pozostałości po świeczkach z Ikei :)



Łazienka to problem. Kiedy się wprowadziliśmy była mowa o likwidacji junkersów i dlatego też właścicielka nie robiła remontu, mimo że łazienka naprawdę tego wymagała. Pięć lat później junkersy nadal są, zniknęła za to część płytek ze ściany. Wzięły i odpadły. Mamy teraz taki lekko industrialny wystrój :D Przyznam Wam się, że wstyd mi za tą łazienkę i w dużej mierze z tego powodu staram się nikogo do siebie nie zapraszać. Nie zapychamy jej za to rzeczami, lubię mieć wszystko pochowane a tego ''wszystkiego'' nie ma zresztą dużo.

Simplife proponuje też oddanie wszystkich pożyczonych rzeczy. Myślałam, że mam ich mało ale kiedy zgromadziłam wszystko w jednym miejscu, wyszło tego naprawdę sporo. Przez weekend wszystkie wróciły do swoich właścicieli, a mi jakoś lżej na duszy.

Zapachowo jestem bardzo wybredna. Nie rusza mnie widok rozkrojonych zwłok ale kiepski zapach rozkłada mnie na łopatki w kilka sekund. O mojej miłości do zapachów pisałam już zresztą jakiś czas temu. Od momentu publikacji posta nic się nie zmieniło. Królują świeczki z Ikei ale nie pogardzę też tymi z Biedronki :)

Wyzwanie Simplife pomaga mi ogarnąć te strefy, w których nadal mam niedociągnięcia. Bardzo jestem zadowolona, że mogę wziąć w nim udział. Czekam z niecierpliwością co ta filigranowa blondynka wymyśli w następnej strefie czyli strefie ciała.

Za tydzień podsumowanie drugiego tygodnia wyzwania, dziękuję za uwagę, odmeldowuję się, miłego wieczoru :)

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…