Przejdź do głównej zawartości

To, że już masz faceta nie znaczy, że możesz się zapuścić

Źródło

Mężczyźni są wzrokowcami. To jest fakt niepodważalny. Przyjemniej patrzy im się na ładne kobiety. Jest taki stereotyp, że lecą na laski (i zaliczają je w miarę możliwości lub tylko w marzeniach), ale żenią się ze ''zwykłymi'' kobietami. Coś w tym faktycznie jest.
Zwykła nie znaczy jednak zapuszczona. Zwykła czyli wracająca po pracy do domu, zajmująca się Nim i domem, potrafiąca gotować, a nie tylko zamawiać w Mc Donaldzie. Zwykła nie znaczy chodząca w starych dresach i tłustych włosach, goląca nogi latem czy od święta. W domu zawsze bez makijażu. W domu na stand baju, ożywająca tuż za progiem. Starająca się dla innych, nie dla niego. Dziewczyny, drogie Panie, ja rozumiem, że nie zawsze się chce, że skóra musi czasem odpocząć od makijażu, włosów nie chce się myć codziennie, a w dresach jest wygodniej niż w spódnicy i szpilkach. Nie popadajmy jednak w skrajności. Nie może być tak, że poza domem i dla innych jesteśmy zawsze pięknie ubrane, uczesane i uśmiechnie, a w domu saute, snujące się bez energii i w byle czym pod pretekstem relaksu. Relaksować można się w nowych dresach czy legginsach bez dziury na tyłku, a umyte włosy i ogolone nogi to minimum wysiłku. Ja też bywam zmęczona i mi się nie chce ale przez 10 lat razem Chomicki nie widział mnie z nieogolonymi nogami. 
To że już masz tego faceta, własnego, upolowanego, nie znaczy że możesz przestać się starać. Jeśli się zapuścisz to on prędzej czy później zacznie się rozglądać za nowszym/lepiej zadbanym egzemplarzem. Nie musi odejść ale wystarczy, ze będzie tego chciał. A powinien chcieć być z Tobą. 
Nie mam na myśli tego, żeby wstawać godzinę przed nim, żeby zrobić makijaż i włosy. Takie potargane, prosto z łóżka też wyglądamy dobrze ☺ Wystarczy kilkanaście minut dziennie na przejechanie maszynką po odnóżach i umycie włosów, tyle chyba możecie poświęcić dla dobra związku? Autentyczny szlag mnie trafia na widok sąsiadki w wersji koło domu i wersji wyjściowej. Rano mijam się ze świetnie zrobioną laską, super włos, podkreślone oko, elegancki bucik i torebeczka. W weekend mijamy się kiedy ja lecę do pracy, a ona odkurza wycieraczkę. Legginsy z wyraźnym przetarciem na tyłku, rozciągnięta bluza, spięte włosy, zero makijażu. Wracam z pracy i mijam ją w drzwiach, ten sam outfit wzbogacony o kurtkę jeśli pogoda tego wymaga. W niedzielę znowu mijamy się na klatce. Już nie legginsy ale nadal mniej wyjściowe odzienie, włosy nadal spięte i widać, że nie myte, makijażu brak. Idą na spacer. Ta historia powtarza się regularnie. 
Te wszystkie historie o tym, że po ślubie wszystko się zmienią działają w obie strony. Nie tylko facet się zmienią. Kobiety niestety też. Tak jakby obrączka dawała gwarancję, że facet nie ucieknie i można przestać się starać. Tak nie jest. Obrączka jest tylko fajnym kawałkiem biżuterii, a małżeństwo jest w głowie i w sercu. 
Zresztą nie ważne, czy ma się złoto na palcu, czy nie, nie można traktować partnera jako zdobytego raz i na zawsze. Można się kochać ale jeśli obie strony się nie starają, to klops. Żeby nie było, faceci często też się zapuszczają po zdobyciu tej jedynej, wyśnionej. Tyją, tracą zdolności kulinarne i umiejętność sprzątania, a za szafę służy im każdy możliwy kąt. Tacy też sami kopią pod sobą dołek, bo rozsądnie myśląca kobieta prędzej czy później pośle takiego w diabły. Problem w tym, że oni mają jednak większą szansę, że mimo zapuszczenia, nie zostaną sami. Bo my, baby, takie durne jesteśmy i dużo im odpuszczamy. Dużo bierzemy na siebie i jeszcze ich tłumaczymy. ''Wiesz, on ma taką ciężką pracę, późno wraca i nie ma już czasu na sprzątanie. Masz rację, że przytył ale co mu będę żałować jedzenia?''. Możemy się skarżyć, że życie jest niesprawiedliwe i faceci więcej mogą, a tak naprawdę same im na to pozwalamy.


P.S. Nie jestem feminist :D   

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.
 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…