Przejdź do głównej zawartości

Publiczna prywatność

Źródło

Jakiś czas temu w tv i innych mediach pojawiła się akcja dotycząca zachowania prywatności w sieci. Wydaje mi się, że jest bardzo potrzebna. Sęk w tym, że wielu ludzi wzruszy ramionami i stwierdzi, że ich to nie dotyczy. Dobrze by było. 
Kilka lat temu funkcjonowało coś takiego jak komunikator Gadu Gadu. Można na nim było ustawiać różne statusy automatyczne plus dodawać opisy wg własnej inwencji. Mój znajomy ze studiów był królem opisów. Zmieniały się one co kilka minut, informował o każdym najmniejszym zdarzeniu ze swojego życia. Wiedziałam kiedy wstał, że jadł na śniadanie chleb z pomidorem, ile brzuszków zrobił, kiedy i gdzie wychodzi, kiedy i z kim wraca, co jadł na obiad, jaki film obejrzał i ile razy przeleciał swoją dziewczynę. Dzielił się absolutnie każdą informacją ze swojego życia. 
Po jakimś czasie pojawił się Facebook i bardzo szybko stał się podstawowym źródłem informacji o ludziach. Chcesz się czegoś o kimś dowiedzieć, wejdź na jego FB. Pojawiają się tam naprawdę rożne informacje, bardzo często i w dużej ilości. Widzimy kto co lubi, gdzie był, z kim był, w jakim wydarzeniu planuje uczestniczyć, w jakim uczestniczył, co sobie kupił i co chce kupić, w co gra i jaki poziom osiągnął. Wszystko to okraszone zalewem zdjęć. Dodatkowo dzięki FB można się szybko zalogować do innych serwisów, informując przy tym innych, że z nich korzystamy. 
Nasza prywatność stała się publiczna. Dzielimy się rzeczami, o których kiedyś wiedzieli tylko bliscy nam ludzie. Zalew informacji jest wręcz przytłaczający. Mało kto zastanawia się nad tym ile informacji udostępnia i jakie to są informacje. 
Jakiś zaś temu w ucho wpadła mi informacja o stronie, która zbiera wszystkie dane wrzucane przez ludzi do sieci. Wchodząc na tą stronę można dowiedzieć się wszystkiego, łącznie z tym gdzie ktoś w danym momencie jest. Czy taka strona na prawdę istnieje, nie wiem ale myśl o tym jakie daje ona możliwości jest nieco porażająca. 
Sytuacja z życia wzięta: znajomy był bardzo aktywny na FB, wrzucał setki (dosłownie) zdjęć i informacji gdzie jest itd. Wyjechał na urlop, gdzie oczywiście dalej informował intensywnie o tym co robi i kiedy wraca. Po powrocie do domu okazało się, że został okradziony, a samochód zniknął z parkingu. Złodziej czy złodzieje byli w komfortowej sytuacji, wiedzieli gdzie mieszka, co ma w domu, jaki ma samochód, gdzie jest i kiedy wraca. Nie musieli się spieszyć. Wszytko dzięki FB i wrzuconym tam zdjęciom domu (w tym wszystkich zabezpieczeń), samochodu (dumny właściciel nowego BMW musiał się pochwalić, przy okazji pokazał tablice rejestracyjne). O tym, że został okradziony poinformował, a jakże, na FB :)
Sytuacja kolejna: kolejka w supermarkecie i babeczka, która jedną ręką trzyma torebkę, drugą telefon przez który rozmawia, trzecią próbuje pakować zakupy, a czwartą szuka karty. Chyba w końcu doliczyła ile ma odnóży i rzecze do kasjerki: ''Kochaniutka, wbij mi PIN 7321 bo mi ręki brakuje'' po czym wraca do przerwanej rozmowy i wychodzi ze sklepu. Bez karty. Kochaniutka nie mogła wyjść zza kasy ale za Rozgadaną podążył chłopak, który w kasie stał tuż za nią. Myślicie że oddał jej kartę? W końcu znał PIN, a Rozgadana na biedną nie wyglądała.
Niefrasobliwość w podawaniu różnych informacji o sobie może prowadzić do przykrych skutków ubocznych. Zauważyłam że wielu osobom wydaje się, że ich to nie dotyczy. Kogoś innego mogą okraść ale nie mnie! Guzik prawda. Okraść mogą każdego. Podobnie każda informacja może być wykorzystana przeciwko Tobie. Oczywiście nie wpadamy w paranoję ale zastanówmy się dobrze nad tym co i gdzie mówimy.
Najbardziej wkurzają mnie bezmyślne matki, które wrzucają do sieci miliony zdjęć swojej pociechy. Plus wszystkie info o niej: imię, wiek, gdzie chodzi do żłobka/ przedszkola/szkoły, z kim się przyjaźni, jakie ma zajęcia dodatkowe, gdzie się odbywają i jakie wyniki osiąga pociecha. W czasach kiedy pedofilia nie jest tajemniczą chorobą przenoszona przez muchy tse-tse, taka wylewność informacji jest szczytem głupoty. Taki pedofil może obserwować dziecko, a dzięki informacjom z sieci wie o nim wszystko, więc bez problemu może dziecko porwać i skrzywdzić. 
Wyobraźcie sobie sytuację: w mieście odbywa się festyn z wieloma atrakcjami dla małych i dużych ludzi, na FB już dawno ogłosiliście, ze ''bierzecie udział'', nagle zachciało Wam się siku i absolutnie teraz musicie wejść do toj toja, dziecko ma duży balon z helem i nie chce go wypuścić z ręki, do toj toja się nie mieści więc zostawiacie latorośl na zewnątrz z przykazaniem ''Nie rozmawiaj z obcymi!''. Do Waszego dziecka podchodzi uśmiechnięty Pan i mówi ''Cześć Marcinku, gdzie Twoja mama? Mogę z Tobą poczekać? Mama opowiadała mi jaki piękny rysunek jej dałeś na Dzień Matki, nawet zdjęcie mi wysłała (wyjęcie telefonu i pokazanie rysunku). O, widzę twoją babcię Zosię, daj rączkę, pójdziemy do niej i razem poczekamy na mamę". Dziecko daje rączkę i idzie bo pan znal jego imię, widział jego rysunek bo mama mu pokazała, zna babcie Zosię więc nie jest obcy. Czy któraś ze wspomnianych matek o tym pomyśli? A skąd, jej to nie dotyczy.
Nasze dane podajemy wszędzie i bez namysłu. Rejestrujemy się na różnych stronach i portalach, podając numer telefonu, a później wściekamy się, że dzwonią do nas telemarketerzy. Uzyskanie czyjegoś adresu i numeru telefonu jest obecnie bardzo proste, PESEL też nie jest filozofią, podobnie numer konta. Wszędzie gdzie się da ustawiamy jedno hasło do logowania, bo tak łatwiej. Średnio rozgarnięty ''haker'' odgadnąwszy hasło raz, ma dostęp do całego naszego życia.
Apeluję! Ludki! Opamiętajcie się i zastanówcie nad tym, jakich informacji nie powinno się udzielać. 
Jeśli nawet nie dla swojego bezpieczeństwa to dla innych. Co kogo obchodzi, że kupiliście 15 strój kąpielowy w tym roku i 6 torebkę Michaela Korsa? Swoją drogą epatowanie przez niektóre blogerki markowymi produktami skutecznie mnie zniechęciło i do nich i do ich twórczości. Sierść mi się jeży już na widok fotek z zegarkiem Daniela Wellingtona, a to jest jeszcze rozsądna półka cenowa na zegarek. Jakby nie było torebki za kilka tysiaków w życiu nie kupię, żal by mi było wydać taką kasę na coś tak mało istotnego, co w dodatku się zużyje lub znudzi i wyląduje w szafie. Ewentualnie nosiłabym taką po wsze czasy bo przecież tyle wydałam, to nosić muszę, ale przy każdym wzięciu doki miałabym odruch wymiotny. 
Odbiegłam od tematu, wybaczcie ;) Mam ostatnio fioła na punkcie sensownego wydawania pieniędzy :)

Prywatność jak sama nazwa wskazuje, powinna być prywatna. Nie dzielmy się nią z całym światem.  Dawkujmy informacje z głową i po zastanowieniu. Dla własnego dobra.

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.
 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…