Przejdź do głównej zawartości

Miesiąc w zdjęciach #13


Po raz kolejny w tym roku jestem uwięziona w domu na L4. Korzystając z okazji, że gorączka nie przekracza 38 stopni, przygotowałam kolejny miesiąc w zdjęciach. Przeglądając je stwierdziłam, że nawet mimo ciągle złego samopoczucia był to dobry miesiąc. Dużo się działo i nadal dużo się dzieje. Jestem zadowolona z tego, co mnie otacza. Dosyć tych wynurzeń, jedziemy:


Pierwszy stycznia i pierwszy śnieg w tym roku ;) Jak zwykle początek roku mamy wyjazdowy, urodziny teścia to nie przelewki :) Panowie degustowali Carlsbergi, a ja połykałam kolejne strony książki.


Było miło i spokojnie. Podobno jaki pierwszy dzień roku, taki cały rok. Czyli Chomicki ma być cały rok na kacu, a ja niedojedzona? :P


Droga powrotna już prawie bez śniegu ale za to z przyjemnie szczypiącym w poliki mrozem ;D Uwielbiam taką pogodę.


Pierogarnia braci Jastrzębskich pojawiła się u nas pod koniec roku. Byli my, spróbowali i raczej nie wrócą. Jak widać dekoracja talerza przyciąga uwagę :) Chyba tylko po to, żeby odciągnąć ją od zbyt wysokich cen. Nie wiem jak dla Was, ale wg mnie 11 zł za 5 pierogów to trochę za dużo. Były przepyszne i to muszę im przyznać, ale cena skutecznie zniechęca. Chomicki wziął dużą porcję czyli 8 szt. za 13 zł i wrócił do domu głodny. Szkoda bo naprawdę smacznie było.


Urodzinowe kwiatki dla babci...


.. i moje ulubione ciasto u mamy. Nie ma lepszego. Bez dyskusji.


Przepyszna kawa w Cafe Mondo razem z przyszłą ''małą i wredną sędziną''. Mała i wredna już jest ale towarzyszyła mi dzielnie na WOŚP-owym koncercie zespołu Chomickiego, czyli Sto Milionów. Panowie poszli w zupełnie inną stronę, niż początkowo się wydawało i zdecydowanie jest to dobra strona.


Działo się :)


Działo, działo i tak zadziało, że bez wspomagaczy nie byłam w stanie przetrwać dnia. Z racji panujących wówczas mrozów i niezbyt wydajnego ogrzewania, nieco w pracy marzłam.


Żeby nie zamarznąć zakładałam co grubsze elementy garderoby, często z zabawnym rezultatem ;) Mimo wszystko uważam, że nie przebiłam swoich outfitów z okresu kiedy Chomicki mieszkał jeszcze na stancji i często u niego bywałam, było lato więc z domu wychodziłam w topie i spódnicy, a wracałam w tejże spódnicy ale również w swetrze Chomickiego. Grubym, zimowym. Wyobraźcie to sobie: letnia, długa spódnica i sandały plus gruby, męski sweter ;D Tylko chustki na głowie brakowało i do pługa! ;D


Chora czy nie, zaczęłam realizować jedno z moich największych marzeń. Nie spodziewałam się, że da mi to tak pozytywnego kopa ;)


Przez choróbsko ucierpiały za to nasze obiady. Nie dość, że był to bardzo intensywny okres, to czasami nie byłam w stanie stać nad kuchenką. Pizza z mikrofali ratowała sytuację. Jakkolwiek pracochłonne nie byłoby gotowanie to wolę spędzić codziennie jakiś czas w kuchni, niż ciągle jeść rzeczy do odgrzania lub na mieście, a już w ogóle nie wyobrażam sobie, żeby nie jeść obiadu. Mnóstwo moich dzieciatych znajomych ma podejście ''ja nie muszę jeść obiadu, zrobię sobie kanapkę, a dziecko je w szkole/przedszkolu''. Nosz w mordę jeża.... Rozumiem gdyby to wynikało z oszczędności i bardzo złej sytuacji finansowej, ale ludzie! To Wy macie zapewnić temu dziecku warunki do życia, bezpieczeństwo i stabilizację, nie odżywiając się właściwie szkodzicie swojemu zdrowiu, a tym samym dziecku, bo kto się nim zajmie jak mamusia i tatuś nie będą mieli na nic siły???


W ramach wyhamowania odrobinę, zajęłam się intensywnie kolorowankami. Ostatnio trafiłam na Instagramie na profile osób, które kolorują tak, że mi teraz głupio, że w ogóle wzięłam do rąk kredki... 


Czytanie jest bezpieczniejsze, w tym jestem naprawdę dobra ;) Styczeń czytelniczo wypadł naprawdę dobrze i ogólnie przyjemnie bo trafiłam na świetne pozycje. Czuję się ostatnio strategicznym klientem Biedronki, nikt nie kupuje u nich tyle chusteczek do nosa co ja.


Korzystając z tego, że Chomicki wybył na kolejny koncert, nadrabiałam bajkowe zaległości. Hotel Transylwania 2 trochę mnie rozczarował, jedynka była świetna, dwójka znacznie słabsza. Za to na Krainie Lodu ryczałam jak bóbr. Co zrobić, baba ze mnie ;)


Nadal uparcie nadrabiam zaległości w Gwiezdnych Wojnach. Chociaż ci dwaj panowie są rewelacyjni to moje serce skradł BB8 z najnowszej części. 


Żeby nie było, że w Biedronce kupuję tylko chusteczki :) Opanowałam się bo początkowo w koszyku było dużo więcej ;D 


Na koniec na poważnie ;) A co!

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…