Przejdź do głównej zawartości

Zła (?) karma



Pojęcie złej czy dobrej karmy jest bardzo często używane w filmach. Słowo pochodzące z buddyzmu  rozeszło się po świecie i nieco przekręcono jego znaczenie. Według najprostszego tłumaczenia dobra karma jest wtedy, kiedy dzieje nam się dobrze, a zła wtedy, kiedy dzieje nam się źle. Gdzieś w odmętach ignorancji i upraszczania zginął ogólny sens karmy. Służę uprzejmie definicją z Wikipedii :)

Karma lub karman  jest podstawowym i bardzo ważnym pojęciem we wszystkich szkołach buddyzmu. Dosłownie słowo to oznacza "czyn" lub "działanie". W buddyjskim znaczeniu nie oznacza więc rezultatu, określanego jako owoc, efektu czy przeznaczenia. Prawo przyczyny i skutku  mówi, że każde działanie ma swój skutek – dobre działania wracają jako szczęście, złe działania wracają jako cierpienie. 
Karma oznacza tu zamierzone działanie, które stanowi przyczynę: korzystne lub szkodliwe i które przyniesie określony skutek. O moralnej wartości określonego działania decyduje towarzysząca mu w danej chwili wola. 

Czyli dając dobro, otrzymujesz dobro. Tak w skrócie. 
O karmie wspominam jednak nie po to, żeby robić Wam wykład :) ale, żeby nakreślić tło tego wpisu. 
Są ludzie, którym w życiu dzieje się dobrze. Płyną sobie przez to życie, wiele rzeczy im się udaje, nie dzieją się tragedie, niespecjalnie chorują, w pracy idzie dobrze, dzieci rosną zdrowe itd. Na pewno znacie takich ludzi. Pomijam fakt, że takie powodzenie w życiu budzi zazdrość. Jeśli chcecie to niech budzi, ja tam się cieszę, że dobrze im się wiedzie. Zauważyliście może, że ci właśnie ludzie mają do życia zupełnie inne podejście? Lżejsze, bardziej radosne, widzą więcej pozytywów. Nie ma się co dziwić - można powiedzieć - skoro wszystko im się udaje, to widzą świat na różowo. Od razu zakładamy, że oni myślą pozytywnie bo dobrze im się wiedzie. Ciężko być pesymistą kiedy wszystko idzie po Twojej myśli :) Nie przyszło Wam może do głowy, że dzieje im się dobrze, bo myślą pozytywnie? Że ich nastawienie do życia generuje powodzenie? W pewnym sensie przyciągają szczęście. Zazwyczaj takie osoby są przyjaźnie nastawione do świata i nie odżegnują się od pomocy innym, mniejszej lub większej. Czyli (nawiązując do karmy) czynią dobro, a w efekcie dobro do nich wraca.
Jest też druga grupa osób, ludzie którym wszystko przychodzi ciężko. O wszystko muszą walczyć, mierzyć się z wieloma niepowodzeniami. Nie ma się co dziwić, że są pesymistami. Widzą świat w ciemnych barwach i nie chcą nikomu pomagać, bo przecież im jest ciężko. Zamykają się często w tym swoim nieszczęściu i kiszą w nim nie wierząc, że może być inaczej. Takim postępowaniem wręcz przyciągają do siebie złe rzeczy.
Znam taką babeczkę, pracujemy razem. Niby fajna ale przy dłuższym kontakcie wychodzi z niej tak ponure nastawienie do  życia, że chce się uciekać jak najdalej. Jest jej ogólnie źle, życie składa się z ciężkiej pracy i wyrzeczeń, a z dobrych chwil nie ma się co cieszyć bo nie ma na to czasu, trzeba pracować. Każda wykonywana przez nią czynność jest okupiona wyrzeczeniem. Przez takie podejście zupełnie nie widzi tego, jak dobre ma życie (wspaniałą córkę, dobrego i zaradnego męża, który w dodatku nieźle zarabia, fajną i niezbyt ciężką pracę, własne mieszkanie, super figurę), skupia się na negatywach. 
W pracy wykonujemy i odbieramy mnóstwo telefonów każdego dnia. Ludzie są różni, mili i wredni, wyskakują z awanturą albo tylko z grzecznym pytaniem o pierdółkę. Jakoś tak się dzieje, że zawsze kiedy ona sięga po telefon, trafia na tych ciężkich klientów. Przypadki kiedy trafia na kogoś normalnego, są tak sporadyczne, że ich nie zauważam. Jest to dla mnie idealny przykład przyciągania do siebie złych rzeczy. Ona nie widzi dobra, przyjemności i lekkości, więc ją to omija.
Żeby nie było, jest też trzecia grupa osób :) Tacy, którzy widzą i wiedzą, że życie nie musi być pasmem ciężkiej pracy i wyrzeczeń, ale jakoś i tak zawsze im pod górę. Są pozytywnie nastawieni, uśmiechnięci, idą przed siebie mimo wielu problemów. Trochę jak Syzyf, kamień się stoczył, trudno, jedziemy od nowa, przy okazji pracujemy nad kondycją. Sama się do tej grupy zaliczam i uparcie szukam sposobu, żeby z niej wyjść. Jakiś jest na pewno, głęboko w to wierzę. Po raz kolejny nawiązując do Syzyfa - wydaje mi się, że jestem już blisko szczytu, a kamień zaczyna współpracować. Tak sobie myślę, że to chyba kwestia przypadku. Jedni całe życie ''lecą na fali'', inni muszą się na nią wdrapać, a później starać, żeby z niej nie spaść. Może to i dobrze? W końcu bardziej doceniamy to, na co ciężko pracowaliśmy.
Wiem jak ciężko jest myśleć pozytywnie, kiedy nic nie wychodzi, kiedy masz wrażenie, że wszystko jest przeciwko Tobie. Ciężko jest dostrzec, że wcale tak nie jest. Zmiana nastawienia wymaga dużo ciężkiej pracy, ale warto. Nawet jeśli narobimy sobie zakwasów i odcisków od tego durnego kamienia :)

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…