Przejdź do głównej zawartości

Postanowienia noworoczne



Postanowienia noworoczne to bardzo modny ostatnio temat. Zresztą jak zawsze na początku roku. No właśnie, każdy początek to bardzo dobry moment na obiecanie czegoś. Sobie lub komuś. Na pewno to znacie: ''od nowego roku zaczynam się odchudzać'', ''od poniedziałku nie palę''. Z czystej wygody planujemy różne zmiany w życiu od początków. Od początku tygodnia, roku, nowej pracy, dnia urodzin. Zakładamy że nam się uda więc latowej będzie później policzyć od kiedy udaje nam się to realizować. Np. ktoś rzuca palenie od poniedziałku. Po jakimś czasie może z dumą (a jakże!) powiedzieć, że nie pali od 6 tygodni. Gdyby zaczął od czwartku to kalkulacja byłaby utrudniona, byłoby nie palę od 5 tygodni i 3 dni. Lubimy iść na łatwiznę więc czemu tutaj sobie nie ułatwić? :) 
Początki poza tym mają w sobie coś magicznego. Wydaje nam się, ze jak zaczniemy w tym właśnie momencie to na pewno nam się uda. Odpowiedzialność za powodzenie przekładamy na bliżej nie sprecyzowane siły. Skoro one działają to my nie musimy się już tak starać. I przez to właśnie w pewnym momencie odpuszczany i szlag trafia całe postanowienie. Jeśli ktoś się zaweźmie, uprze i zdaje sobie sprawę, że tylko od niego zależy sukces w realizacji postanowienia, to prawdopodobnie mu się uda. 
Sęk w tym, że większość ludzi nie chce się zmieniać. Tzn. chce coś zmienić ale bez wkładania w to wysiłku i bez rezygnowania z czegoś. Najlepiej, żeby to się samo stało. Przykro mi. Nic nie dzieje się samo. Nie ma jakiejś wielkiej siły, które zmieni nasze życie na lepsze. Musimy sami się postarać. Nikt za nas nie schudnie, nie rzuci palenia, nie znajdzie lepszej pracy/partnera/mieszkania. Wszystko zależy od nas. Trzeba być wobec siebie terrorysta, bez możliwości negocjacji. Jeśli w czasie ostrej diety zjemy snickersa i obiecamy sobie, że odpokutujemy go na siłowni, biegając czy idąc na długi spacer to musimy to zrobić. Nie odkładać na później bo w tym czasie ten snickers odkłada nam się w biodrach. Już, teraz. Dając sobie dyspensę musimy ponieść jej konsekwencje. Dając ją zbyt często musimy być świadomi, że sami sabotujemy własny plan. 
Na drodze do naszego sukcesu stoimy my. Nikt nam nie utrudnia tak, jak my sami. Proponuję dopisanie do listy postanowień noworocznych ''nie będę własnym wrogiem'' i życzę Wa powodzenia w realizacji tego postanowienia. 

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…