Przejdź do głównej zawartości

Miesiąc w zdjęciach #12


Grudzień był obfity jeśli chodzi o zdjęcia. Było wiele rzeczy, które chciałam zapamiętać :) Bez zbytniego gadania przechodzę do rzeczy.


Zamiast obiadu ;) Od nich zaczęła się moja grzeszna, grudniowa przygoda ze słodyczami.


Zimno, ciemno, odludnie, pięknie :D



W Mikołajki naszło nas na jedzenie na mieście. Jak się okazało nie tylko nas ;) Po kilkukrotnym objechaniu miasta, wylądowaliśmy na pizzy.


Pierwszy w życiu sernik kokosowy. Mało estetycznie podany, ale nie o estetykę chodzi, a o smak. Był boski, wchodzi na stałe do naszego menu.


W końcu moje ;D


Przez przeciągający brak słońca w pracy chodziłam jak zoombie, nieprzytomna do pierwszej kawy.


Ciasteczka karmelowe, o których mogliście już przeczytać w tym poście ''Ciasteczka karmelowe''.


Johnny Depp jako Bezwstydny Mortdecai był idealnym towarzystwem na samotny wieczór. Chomicki na Wigilii firmowej raczył się świniakami i tatarami, a ja bawiłam się idealnie z Mortdecaiem i popcornem. Później dołączyły do mnie krasnoludy i pewien hobbit ;)



Pierwszy śnieg ;)


Problem z małym mieszkaniem jest taki, że nie ma w nim miejsca na choinkę. Nasza stanęła prawie pod sufitem.


Grzeszenia część kolejna.


Bardzo poważny Pan Kot.


Wegańskie ciasto i kawa z przedziwnego urządzenia, czyli Suseł w Kontraście.  Kuszą mnie niezmiernie ich burgery, muszę obadać temat ;)


W kwestii burgerów nie mogłam pominąć powstałego jakiś czas temu lokalu, którego nazwy absolutnie nie jestem w stanie zapamiętać, Quiche? 


Jedyną ich wadą jest to, że chcąc jeść u nich trzeba stać na dworze, przy wąskiej ladzie. Jestem na to zdecydowanie za wygodna, Chomicki tym bardziej, zabraliśmy więc żarełko do domu. Było pysznie ;)


Odkąd zaczęłam się bawić w kolorowanie moja kochana mamuśka podrzuca mi ciągle nowe kredki. Te są po prostu nieziemskie. Pastele, do rozcierania, nic tylko kolorować.


Ciąg dalszy grzeszenia, to wcale nie przez to, że nie potrafię cię oprzeć krówkom, po prostu chciałam wiedzieć co będzie po wewnętrznej stronie papierka ;)


Mój zestresowany słodziak. Ciężko przeżył święta w towarzystwie innego samca. Wiem, że niektórych mogą nudzić te kocie zdjęcia, ale ja tego futrzaka kocham i wielbię i nie mogę się oprzeć przed wrzucaniem czasem jakiejś jego foty. Zresztą nie tylko ja mam zajoba na jego punkcie, co widać po fakcie, że ma swoją poduszkę i szlafrok ;P


Świątecznie śniadanie w towarzystwie O.G. Pyszne było wszystko, kawa, ciacho i książka.



Uprzedzałam, że w święta będę zalegać przez TV. Było Holiday, był i Kevin.


Okazało się, że na tym koniec dobrych filmów. Nowe Gwiezdne Wojny mnie nie zachwyciły. Widać wyraźnie, że robił je Disney, Darth Mazgaj i przewidywalność fabuły ratował nieco Harrison Ford, chociaż i z jego grą nie jest już najlepiej. Nie czepiam się, prawo wieku. Jak na 73 latka i tak jest z niego niezłe ciacho.


Sałatka Cezara we własnym wykonaniu zdetronizowała tą kupną. Już nigdy nie zrobię gotowej z torebki. Zniknęła bardzo szybko, w dużej mierze przeze mnie...


Każdy coś znaczy, niesie ze sobą ważne dla mnie wspomnienia. Poza tym komponowały się świetnie z moim lateksowym outfitem. A co, w końcu Sylwester ;) 2015 skończyłam w doborowym towarzystwie po czym uciekłam do domu spać bo przede mną był kolejny ciekawy dzień. Ale o tym już za miesiąc ;)

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…