Dlaczego nigdy nie zostanę popularnym blogerem




W sieci można znaleźć setki poradników o tym, jak zostać popularnym blogerem. O czym pisać. Jak pisać. Jak blog powinien wyglądać. Pomijam to, że rady dotyczące tematyki bloga są dla mnie bez sensu, w końcu treści publikowane powinny być odbiciem autora. Kwestie tego jak się pisze i jak blog wygląda są również bardzo indywidualne. Nie wiem jak Wy, ale ja najbardziej lubię te blogi, które się wyróżniają, które nie poruszają modnych w danym momencie tematów, ani nie dostosowują szaty graficznej do tych najbardziej poczytnych blogów. Blogi, w których autor ''wychodzi'' z każdego słowa, jest dla mnie o wiele bardziej wartościowy niż komercyjny bełkot.
Gdziekolwiek bym teraz nie kliknęła to sieć zalana jest poradnikami zakupowymi na święta albo gadżetami adwentowymi w wersji DIY. Wiem, że niektórzy mają problem z kupnem prezentów. Wydaje mi się jednak, że jeśli znasz swoich najbliższych, wiesz co lubią, to prezent nie będzie problemem.  U mnie więc takiego poradnika nie znajdziecie, a DIY mnie nie kręci aż tak, żeby o tym pisać.
Na tle tego wszystkiego stwierdziłam, że jest kilka punktów, przez które nigdy nie zostanę popularną blogerką. 
Po primo: nie piszę regularnie. Wg wspomnianych poradników jest to największy grzech blogera. Wpisy powinny pojawiać się systematycznie, najlepiej o tych samych godzinach. Jak ja piszę - sami widzicie. Pisanie sprawia mi przyjemność, ale robienie z tego obowiązku zwyczajnie ją odbiera. Blog powstał dla przyjemności, mojej i Waszej (mam nadzieję). Nie piszę dla pieniędzy czy innych korzyści mniej lub bardziej materialnych.
Po drugie primo: nie poruszam popularnych tematów. Bo po co? Jeśli X osób przede mną poruszyło dany temat, to uważam go za wyczerpany. Chyba że wszyscy pominęli interesujący mnie aspekt, co się raczej nie zdarza.
Po trzecie primo: nie organizuję konkursów i rozdań. Nie zamierzam organizować ich w przyszłości, chociaż kto wie co mi odbije?
Po czwarte primo: nie udzielam się na innych blogach. Tzn udzielam, ale wg poradników zdecydowanie za mało. Powinnam komentować każdy wpis, na co najmniej 10 blogach. 
Po piąte primo: nie jestem w stałym kontakcie z czytelnikami. Powinnam  na bieżąco informować o tym co robię na FB, Instagramie, Twitterze, Snapchatcie i oczywiście mieć konto na Ask.fm. FB służy mi tylko do informowania o nowych postach, Instagram bardziej mnie kręci ale reszta ''mediów społecznościowych'' jest mi totalnie obca. Nie sądzę, żeby to się zmieniło. 
Po szóste primo: nie zasypuję bloga zdjęciami siebie, moich bliskich, domu, pracy, kota i ulubionego garnka. Zdjęcie, które raz trafi do internetu już na zawsze w nim zostaje. Wiele zdjęć zostaje później wykorzystanych bez wiedzy autora, na naprawdę różne sposoby, często obraźliwe. Jestem też przeciwnikiem wrzucania do sieci zdjęć dzieci. Nie wiadomo nigdy kto i jak takie zdjęcia wykorzysta. Szlag mnie trafia kiedy wchodzę na prywatnego FB i widzę, że ktoś ze znajomych dodał 100 zdjęć z wakacji. Jedno od drugiego różni się tylko miną czy spojrzeniem. Po jaką cholerę? Byłeś na Majorce, fajnie, ale po co zasypywać profil zdjęciami, których i tak nikt nie obejrzy bo podda się po 20 zdjęciach?

To takie moje przemyślenia z ostatnich dni. Jak już pisałam, blog powstał dla przyjemności, nie popularności ale bardzo mnie cieszy każdy komentarz czy ślad Waszej obecności dlatego gorąco zachęcam do komentowania ;)


Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

Będę z Wami szczera

Dlaczego nie chcę mieć dziecka