Przejdź do głównej zawartości

Ciasteczka karmelowe



Jakiś czas temu grzebiąc w sieci, znalazłam przepis na ciasteczka karmelowe. Moją uwagę przyciągnął oczywiście karmel w nazwie ;D. Wydały mi się banalnie proste w wykonaniu.

Składniki:
  • 200 g masła,
  • 9 łyżek cukru (u mnie 7 łyżek ksylitolu),
  • 2 łyżki miodu,
  • 2 kubki (500 ml) mąki,
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia.

Przygotowanie:

Wszystkie składniki wrzucamy do miski, masło najlepiej pociąć na małe kawałeczki i wyjąć z lodówki co najmniej godzinę wcześniej, żeby trochę zmiękło.


Miksujemy do momentu, aż ciasto osiągnie konsystencję kruszonki.

 

W oryginalnym przepisie autorka radziła podzielić ciasto na 4 części, czego ja nie zrobiłam bo przecież nie mogą wyglądać za ładnie. Ugniatałam ciasto w ruloniki, które później lekko rozpłaszczałam i układałam na wyłożonej papierem blaszce. 



Cała procedura zajęła mi jakieś 2 minuty. Zamiast ruloników można ugnieść małe kółeczka, też będą ciekawie wyglądały.
Ciastka pieczemy w nagrzanym piekarniku w temperaturze 175 stopni przez około 20 minut. Najlepiej do nich zaglądać i wyjąć w momencie, kiedy się zarumienią. Jeśli zdecydujemy się na ruloniki, najlepiej pokroić je w mniejsze kawałki tuż po wyjęciu z piekarnika.
Są słodkie, miękkie i mają cudowny maślany posmak. Mało w nich karmelu, ale może to wina ksylitolu, który zachowuje się jednak trochę inaczej niż cukier. Niemniej są idealnym dodatkiem do kawy, herbaty czy po prostu do chrupnięcia.
Wykonanie zajmuje jakieś 15 minut z wliczonym zmywaniem. Naprawdę polecam, spróbujcie ;)

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…