Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2015

2015

To był dobry rok. Zaczął się kiepskim nastrojem, kończy dużo lepszym, uogólniając był dobry. Jest co wspominać ;)
Przeczytałam 103 książki, obejrzałam 72 filmy plus setki (seriously) odcinków różnych seriali, nie wspominając o tych, które przespałam :D. Byłam w kilku miejscach, które chciałam zobaczyć, zrobiłam rzeczy, które chciałam zrobić.
Poznałam wiele nowych smaków i kombinowałam kulinarnie, co w moim przypadku jest nowością. Wyjście poza bułkę z serem to naprawdę sukces ;) Wypiłam hektolitry kawy, wiele w naprawdę świetnym towarzystwie.
Poznałam nowych ludzi, zaręczyłam się i intensywnie nad sobą pracowałam. Śmiało mogę określić rok 2015 jako rok pracy nad sobą. Nie wiem skąd wzięła mi się ta potrzeba ale zadowolona jestem z jej pojawienia się i z efektów, które moja praca przyniosła. Lekko nie było bo oporny ze mnie suseł.
Od roku wprowadzam w swoje życie minimalizm. Nadal się go uczę, pracuję nad tym każdego dnia. Po roku mogę już śmiało powiedzieć, że wiem o czym mówię :) Minimal…

Ho Ho Ho! Merry Christmas!

Moje kochane blogoludki, święta tuż tuż więc życzę Wam spełnienia marzeń (mniejszych i większych), dużo zdrówka (trzeba jakoś ogarnąć to całe jedzenie), trafionych prezentów (trafionych pod choinkę, a nie poz kaloryfery i zapomnianych przez to do wiosennych porządków). Bawcie się dobrze, odpoczywajcie i pamiętajcie, że święta to przyjemność, a nie obowiązek. Ja znikam z blogosfery do końca roku. Nowe posty dopiero w styczniu, dlatego życzę Wam również Szczęśliwego Nowego Roku! To będzie rok realizacji Waszych planów, spełnienia marzeń i przyjemnych niespodzianek. Zobaczycie :)

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej: polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,podglądaj na  Instagramiedowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Jak świętować i nie zwariować

Świat ogarnęła gorączka przedświątecznych przygotowań. Dookoła widzę wymęczone kobiety, ze zrujnowanym manikiurem i ukrywających się facetów, którzy wolą zniknąć z pola widzenia pod pretekstem dłuższej pracy albo poszukiwania idealnego drzewka. Widzę okna myte o przeróżnych porach, od 6 rano do 23, w słońcu albo ulewnym deszczu. Trzepią się dywany, myją się szafki, wózki w sklepach zapełniają się do granic możliwości. w skrócie: ludzi opanował totalny kociokwik. W pracy non stop słyszę o tym jak mało czasu już zostało i obożejakjasięwyrobię ??? Zastanawia mnie jedno, czy w tej gonitwie porządkowo - konsumpcyjnej nie ginie duch świąt?  Czy w świętach naprawdę chodzi o to, żeby mieć posprzątane w szafkach i wytrzepane dywany, na których stoi stół zawalony potrawami, które później wyrzucimy nie będąc w stanie ich przejeść? Chodzi o prezenty, z których połowa trafi do szafy/szuflady albo na Allegro/OLX? Pod tym natłokiem przepadła  gdzieś potrzeba przebywania z najbliższymi, cieszenia się ty…

Ciasteczka karmelowe

Jakiś czas temu grzebiąc w sieci, znalazłam przepis na ciasteczka karmelowe. Moją uwagę przyciągnął oczywiście karmel w nazwie ;D. Wydały mi się banalnie proste w wykonaniu.
Składniki: 200 g masła,9 łyżek cukru (u mnie 7 łyżek ksylitolu),2 łyżki miodu,2 kubki (500 ml) mąki,2 łyżeczki proszku do pieczenia.
Przygotowanie:
Wszystkie składniki wrzucamy do miski, masło najlepiej pociąć na małe kawałeczki i wyjąć z lodówki co najmniej godzinę wcześniej, żeby trochę zmiękło.

Miksujemy do momentu, aż ciasto osiągnie konsystencję kruszonki.

W oryginalnym przepisie autorka radziła podzielić ciasto na 4 części, czego ja nie zrobiłam bo przecież nie mogą wyglądać za ładnie. Ugniatałam ciasto w ruloniki, które później lekko rozpłaszczałam i układałam na wyłożonej papierem blaszce. 


Cała procedura zajęła mi jakieś 2 minuty. Zamiast ruloników można ugnieść małe kółeczka, też będą ciekawie wyglądały. Ciastka pieczemy w nagrzanym piekarniku w temperaturze 175 stopni przez około 20 minut. Najlepiej do nich zag…

Poznajmy się - kilka absurdów o Suśle

Stwierdziłam ostatnio, że tak sobie koegzystujemy od prawie roku, ja piszę, Wy czytacie, a niewiele o sobie wiemy. Uznałam, że pora się poznać trochę bliżej. Przyznam się Wam do kilku wstydliwych faktów, absurdalnych upodobań i bezsensownych działań. Nie ukrywam, liczę na rewanż w komentarzach ;) 1. Do 11 roku życia dwa razy dziennie piłam kakao. Niby nic dziwnego, gdyby nie to, że piłam je z butelki ;) Ze smokiem ;) 2. Jako bardzo mały szkrab wskakiwałam w zaspy śniegu. Na główkę. To wiele wyjaśnia... 3. Kocham i wielbię rzeczy z Ikei, ale nie znoszę  Ikei samej w sobie. Wykorzystuję wszystkich dookoła, żeby mi coś kupili, żebym tylko nie musiała sama tam jechać. 4. Jestem uzależniona od ''Grey's anatomy''. Mam gorącą nadzieję, że ten serial będzie kręcony przez kolejne 20 lat. Po śmierci Dereka w 11 sezonie nie mogłam spać ;) 5. Jestem nieco przygłucha więc niekiedy odpowiadam bez sensu na zadane pytanie ;) 6. Nigdy nie próbuję przygotowywanych potraw. 7. Lubię piec cia…

Dlaczego nigdy nie zostanę popularnym blogerem

W sieci można znaleźć setki poradników o tym, jak zostać popularnym blogerem. O czym pisać. Jak pisać. Jak blog powinien wyglądać. Pomijam to, że rady dotyczące tematyki bloga są dla mnie bez sensu, w końcu treści publikowane powinny być odbiciem autora. Kwestie tego jak się pisze i jak blog wygląda są również bardzo indywidualne. Nie wiem jak Wy, ale ja najbardziej lubię te blogi, które się wyróżniają, które nie poruszają modnych w danym momencie tematów, ani nie dostosowują szaty graficznej do tych najbardziej poczytnych blogów. Blogi, w których autor ''wychodzi'' z każdego słowa, jest dla mnie o wiele bardziej wartościowy niż komercyjny bełkot. Gdziekolwiek bym teraz nie kliknęła to sieć zalana jest poradnikami zakupowymi na święta albo gadżetami adwentowymi w wersji DIY. Wiem, że niektórzy mają problem z kupnem prezentów. Wydaje mi się jednak, że jeśli znasz swoich najbliższych, wiesz co lubią, to prezent nie będzie problemem.  U mnie więc takiego poradnika nie znaj…