Przejdź do głównej zawartości

Zatrzymani w czasie



Ludzie, którzy zatrzymali się w pewnym momencie swojego życia i nie idą naprzód. Każdy z nas spotkał kogoś takiego. Kobiety malujące oczy na niebiesko z toną tuszu. Ludzie ubierający się w to samo od lat 90 i nawet jeśli kupują coś nowego to w tym samym stylu. Ci którym wydaje się, że dalej trzeba wszystko załatwiać zamiast pójść do sklepu i kupić, a ściany w łazience należy malować farbą olejną do połowy wysokości. 
Skąd to się bierze? Z obawy przed nowościami? Z lenistwa? Z wygody? Pojęcia nie mam. Sama niekoniecznie gonię za nowościami i czasami wolno się do czegoś przekonuję ale nie wyobrażam sobie takiego zatrzymania się w jednym punkcie przeszłości. Takiego uwiązania się do jednego rozwiązania, jednej drogi. Toż to koszmarnie ogranicza. Postępując w ten sposób człowiek się zamyka na świat, wiele mu umyka i wiele dobrego omija. 
Jako optymista recydywista wierzę, że każdego czeka coś dobrego. Nie zakładam z góry, że będzie źle i że coś się nie uda. A przynajmniej próbuję. Staram się bardzo nie narzekać, nie jęczeć jak to mi źle i ciężko. Znam babeczkę, która za każdym razem kiedy się spotykamy opowiada o tym jak jej źle. Autentycznie we wszystkim widzi problem. Nie sądziłam, że tak można. Mąż za dużo siedzi w domu, męża nie ma w ogóle w domu. Dziecko nie je. Dziecko je za dużo. Portfel jest za duży, torebka za duża. Mam czasem wrażenie, że dla niej świat jest za duży. Chyba się go trochę boi, ma kilka kompleksów i to determinuje jej spojrzenie na wszystko. Z drugiej strony nie można przecież narzekać na coś dlatego, że budzi to w nas niepewność czy strach. Inna moja znajoma na wszystko czego nie zna czy nie rozumie ma jedno określenie:''to jakieś gówno''. Nie próbuje, nie chce. Po co, gówna się nie rusza. Nie potrafię tego zrozumieć i chociaż bardzo tego nie chcę, to taka postawa wzbudza we mnie mimowolną agresję. Zaczynam warczeć i przestaję być miła.
Nie jestem za tym, żeby ''gonić, ciągle gonić'' jak to mówi dziewczynka z warkoczykami z reklamy pewnego banku. Czasem trzeba się zatrzymać i zastanowić. Zatrzymać ale nie utknąć i nie ruszać się ani do przodu, ani do tyłu, ani nawet w bok. Rozumiem przywiązanie do czegoś, ale nie można się ograniczyć tylko i wyłącznie do tego. Co będzie, jeśli tego zabraknie? Koniec świata, płacz i zgrzytanie zębami? Bo świat jest taki zły, że zabrał jedyne słuszne rozwiązanie?
Przykład 1: Chomicki bardzo często zmienia struny w gitarze. Jeśli często koncertuje to prawie po każdym koncercie. Ze strunami jest tak, że raz są w sklepach, raz ich nie ma. Zjawisko dla mnie bez sensu, bo jeśli coś się sprzedaje, to dlaczego wycofywać to z asortymentu. Nie mnie jednak oceniać, nie znam się ;) Gdyby przywiązał się do jednej konkretnej marki czy zestawu, to nie byłby w stanie grać. 
Przykład 2: Lata temu używałam różanego kremu z Oriflame. Był idealny do mojej cery i mimo, że nie lubię zapachu róż, to byłam nim zachwycona. W pewnym momencie Oriflame wycofał ten krem ze sprzedaży. I bardzo dobrze. Gdybym uparła się przy tym jednym kremie i używała go wtedy, kiedy miałam 20 lat i teraz, kiedy mam 30, to jak wyglądałaby moja twarz? Z wiekiem potrzeby skóry się zmieniają  i nie można używać w kółko tego samego kremu. Mam w rodzinie babkę, która uparła się na krem Nivea (ten pierwszy, w niebieskim opakowaniu) i już po 40 wyglądała jak rodzynka.
Warto czasem wyjrzeć ze swojej skorupki, nie ma co bać się nowości czy zwyczajnie czegoś innego. Jeszcze parę lat temu nie uwierzyłabym, że to moje słowa :)

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…