Miesiąc w zdjęciach #11



Tym razem nie spóźniony miesiąc w zdjęciach ;) Chaos totalny tym razem, jakoś nie potrafię ogarnąć listopada. Zaczął się fajnym wydarzeniem, organizowanym już od kilku lat. Napaliłam się na tegoroczny Zombie walk okrutnie i  byłam nieco rozczarowana ilością zombiaków. Oczarowały mnie za to kostiumy, szczególnie rugbista Skarbek ;) Tutaj KLIK możecie obejrzeć kilka zdjęć. Wspaniałym odkryciem za to był pokaz fire show. Nie pierwszy w moim życiu ale zrobił na mnie ogromne wrażenie. Ryzykując odmrożenie rąk udało mi się nakręcić film z całego pokazu, ale mam problem z wrzuceniem go do sieci. Tzn. nigdy nie spędzam przed komputerem tyle czasu, żeby zdążył się załadować, a nie lubię zostawiać komputera bez kontroli ;) Jak tylko mi się uda załadować go na YT, wrzucę go do tego posta i dam znać na FB. Naprawdę warto zobaczyć. Najlepiej live ;)


Mimo skończonej trzydziestki nadal kocham drinki z malibu ;D Typowe dla mnie girls night out - o 22 już w domu ;p


Jedna z najpiękniejszych lamp, jakie widziałam.


Po udanym szopingu nie tylko ja byłam zadowolona. Dla mnie buty, dla kotusiowego karton.


Tajemnicze królestwo w maminej lodówce...


i Chomicze królestwo. Ja przepadam na wieki w bibliotekach i księgarniach, Chomicki w muzycznym.


Dużo, dużo, dużo Prattcheta w listopadzie. Przerabiam Świat Dysku, jestem w połowie i coraz bardziej przepadam w tym świecie.


Kolejne kolorowanki i kolejne kredki.


Suseł w roli krawcowej. Cięłam, przerabiałam i jestem zachwycona z efektu. Minge, Paprocki & Brzozowski i Versace chowajcie się, nadchodzi wielki Susello! ;D


Musiałam po prostu. Następnego dnia umierałam, ale warto było.


Tym razem na niebiesko.


I kolejny Pratchett ;D W piżamce, pod kołderką. Idealne dla mnie zakończenie dnia w okresie późno jesienno - zimowym. Do tego oczywiście herbata. Przydałby się mruczący kot u boku, ale wiecie - kot i chomik? To byłby trudny związek. Muszę się zadowolić futrzatym u mamy.


Moje łupy z czarnego piątku ;) Wszyscy dookoła obkupili się w ciuchy i sprzęty, a ja skromnie - Biedronkowo ;)


Mój brzuch nie jest ostatnio dla mnie łaskawy. Kawa stała się naprawdę wyjątkowym rarytasem, który pijam raz na kilka dni, w tych lepszych momentach. Tym razem późno wieczorna, tuż przed finałem Voice of Poland, żeby nie przysnąć (co ostatnio zdarza mi się w różnych krępujących momentach :P).


O dziwo, jedyne co uspokaja mój oszalały żołądek to Big Mac i porcja frytek. Za nic nie jestem w stanie tego pojąć, ale korzystam ile wlezie.


Wczorajsza wyprawa nad morze. Wiało jak cholera, momentami lało jak z cebra, fale przelewały się przez falochron - było pięknie ;D Nadal czekam na 10 w skali Beauforta. Tymczasem krótki film dla Was:



Jak Wam minął listopad?



Edit 4.11.2015: Zgodnie z obietnicą dodaję film z fire show :) Nie oddaje wrażenia, jakie pokaz robi na żywo, ale warto zerknąć ;)



Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

Będę z Wami szczera

Dlaczego nie chcę mieć dziecka