Przejdź do głównej zawartości

Life is perfect



Słyszałam dzisiaj w radiu, że 8 na 10 osób jest zadowolonych ze swojego życia. Zastanowił mnie tak pozytywny wynik. Szczególnie dlatego, że my - Polacy jesteśmy raczej ponurym narodem. Większość osób narzeka na swoje życie, więc 8 na 10  osób zadowolonych? Wyjaśniło się to w dalszej części wiadomości. Badanie było przeprowadzone wśród uczniów i studentów. Ha! Jasne, ze mając lat naście czy ledwo ponad 20 jesteśmy bardziej zadowoleni z życia. Nie mamy jeszcze na głowie domu, pracy, dzieci, rachunków, kredytów itd., itp. Od razu uprzedzam: bardzo teraz uogólniam. Nie biorę pod uwagę pojedynczych przypadków osób pracujących i wychowujących dzieci na studiach i żyjących na własny rachunek tuż po przekroczeniu pełnoletności,
Będąc w zasadzie na starcie dorosłego życia, widzimy przed sobą wiele dróg, szans, możliwości. Wszystko wydaje nam się możliwe. Mamy plany, marzenia i mimo, że wydaje nam się, że wiemy jak wygląda życie, to guzik wiemy ;) Poważnie, z perspektywy czasu stwierdzam, że mając lat 20 miałam siano w głowie ;)
Z biegiem czasu okazuje się, że nasze plany i marzenia w dużej mierze możemy między bajki włożyć albo ich realizacja będzie o wiele trudniejsza, niż planowaliśmy. Generalnie: stwierdzamy, że nie jest tak różowo. Robimy się poważniejsi ale też o wiele bardziej ponurzy i pesymistyczni. Gubimy gdzieś wiarę w w siebie, swoje możliwości. Nie chodzi mi o spadek samooceny do poziomu pantofelka, ale taki ogólny brak wiary w to, że coś nam się uda. Powodem jest (tak mi się wydaje) większa świadomość świata, siebie i swoich możliwości w tym świecie. Większa znajomość ograniczeń i czekających nas trudności. Z optymistów zmieniamy się w realistów. 
Jeśli czytacie mnie już jakiś czas to chyba wiecie, że jestem przeciwko takiemu podejściu. Uważam, że można bardzo wiele, trzeba tylko chcieć, uprzeć się i przeć do przodu. Nie twierdzę, że moje życie jest jedną wielką realizacją marzenia. Nie jest, ale się staram ;) i uparcie namawiam Was, żebyście też się starali.
Codzienność może przytłoczyć, może popsuć humor, może nawet wpędzić w depresję. Codzienność zabija w nas dziecko i to naturalne. Gratuluję i szczerze zazdroszczę ludziom, którzy mimo kilkudziesięciu lat na karku nadal mają w sobie wewnętrzne dziecko. Chciałabym tak, ale chyba nie potrafię. 
Bycie zadowolonym z własnego życia nie jest proste, nie jest czymś, co przychodzi naturalnie. Przynajmniej nie na początku. Jak wiele innych rzeczy, tak i to trzeba w sobie wypracować, wyćwiczyć. Jakoś tak dziwnie się składa, że to właśnie pozytywne rzeczy wymagają od nas pracy. Może i dobrze? W końcu bardziej doceniamy to, czego osiągnięcie wymaga od nas wysiłku. Osiągnięcie tego daje nam większą satysfakcję. Negatywne rzeczy przychodzą same i ciężko jest się ich pozbyć.
Trudno być zadowolonym z życia, kiedy mamy pełno problemów. Czasami wydaje się, że dochodzimy do punktu, kiedy po prostu wszystko jest nie tak i nie widzimy drogi wyjścia. Chyba każdy był w takim punkcie chociaż raz w swoim życiu. Później droga jakoś się znajduje i życie przestaje być tak okropne. Te dwa stany zazwyczaj występują na przemian. Sztuką jest, żeby w tych gorszych momentach nadal widzieć pozytywy.
Ja się staram ;) Nie jestem zwolennikiem tekstów motywacyjnych ale znalazłam dla siebie idealną na teraz pozytywną afirmację, czyli idealne hasło na dzień dobry i dobranoc. Life is perfect. Wierzę, że jeśli się uprę i będę to uparcie powtarzać, to tak będzie. Zresztą, jestem na naprawdę dobrej drodze ;) 

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…