Przejdź do głównej zawartości

Najgorzej wydane pieniądze w życiu


Jakiś czas temu podzieliłam się z Wami moimi perełkami zakupowymi, z których jestem bardzo zadowolona. Jak każdy mam też na koncie wpadki finansowe, mniejsze lub większe. Generalnie zawsze podchodziłam do wydawania pieniędzy ostrożnie, każda decyzja była przemyślana. Jednak nie wszystko da się przewidzieć i właściwie ocenić. Na szczęście tego typu błędy nie zdarzają mi się często.
Po zakończeniu studiów, jako dumny posiadacz dyplomu magistra (w obrzydliwym, sraczkowatym kolorze), postanowiłam kontynuować swoją wiedzę i poszłam na studia podyplomowe. Nadal rozumiem przesłanki, które mną wtedy kierowały i przez to nie pluję sobie w brodę za tą decyzję. Nie za bardzo przynajmniej. Myślałam, że zdobędę papierek, dzięki któremu będę mogła prowadzić własną działalność (!), z domu (!) i być stosunkowo nadzianym Susłem. Ucieszyłam się, że nie muszę szukać podyplomówki w innym mieście, bo mają taką na uczelni, którą skończyłam. 
Po pierwszych zajęciach zaczęłam się zastanawiać czy to ma sens. Dalej brnęłam chyba z bezmyślnego uporu, że skoro coś zaczęłam, to muszę to skończyć. Okazało się, że ta konkretna podyplomówka była stricte dla osób już pracujących w zawodzie, które potrzebują wspomnianego wcześniej papierka. Dla kogoś, kto coś tam wie, ale potrzebuje poważnego pogłębienia wiedzy, była ona całkowicie bezużyteczna. Skończyło się tak, że z napisaną już pracą dyplomową zawaliłam ostatni egzamin (jak i cały mój rok) i nie zdecydowałam się na wyjazd do Szczecina na poprawkę. 

Wpadka numer dwa to przecudnej urody kawiarka Mukka Bialetti.
 Nasłuchałam się o niej na YT, naczytałam w necie, ciułałam grosik do grosika i w końcu kupiłam! Doskonale zdaję sobie sprawę, że dla wielu ludzi wydatek około 250 zł to nie jest problem. Dla mnie jest to duża kwota, nad którą myślę przez kilka dni. I nocy. 
Mućka urzekła mnie swoim wyglądem. Miała być alternatywą dla  ekspresu ciśnieniowego, na który wtedy chorowałam i nadal choruję. Zachwalana przez kilkanaście osób, które uznałam za wiarygodne, poddana wielu analizom i testom, miała spełnić moje marzenia o aromatycznym cappuccino.
Złamała mi serce. Kawa z niej smakuje tak samo jak z najtańszego ekspresu przelewowego, nijak ma się do cappuccino z ekspresu ciśnieniowego. Dawałam jej szansę za szansą. Myślałam, że może wydziwiam, ale nie. 
Nie spełniła moich oczekiwań nawet w najmniejszym stopniu. Ładnie wygląda i dlatego jeszcze się jej nie pozbyłam.
To by było na tyle. Nie ma dramatu jak widać ;) 

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…