Przejdź do głównej zawartości

Dream big

Źródło

Ostatnio było o małych przyjemnościach, więc dzisiaj będzie o wielkich marzeniach. 
Teoretycznie każdy je ma. Wiele mniejszych, kilka większych i te największe, dla których się żyje.
Jakiekolwiek by nie były, ważne aby je realizować. Nawet jeśli nie ma szansy na te największe, to chociaż te małe. Każde zrealizowane marzenie podnosi nas na duchu, motywuje i nakręca pozytywnie na dłuższy czas. Najlepiej jest kiedy marzenia realizuję się same, bez naszego wpływy, ale przecież nie o to chodzi. Czasami w realizację naszego marzenia musimy włożyć naprawdę dużo pracy, czasu i poświęcenia. Czy warto? Zawsze.
Nie wiem jak Wy, ale ja bardziej doceniam rzeczy, które udaje mi się osiągnąć/zdobyć dzięki swojej pracy. Oczywiście cieszę się kiedy niespodziewanie spadnie mi z nieba coś, o czym dawno marzyłam, ale kiedy uda mi się realizować coś po dłuższym czasie starania się o to - satysfakcja nieoceniona.
Wiele osób, szczególnie blogerów (to taki osobny gatunek :)) tworzy listy marzeń. Jako listowy freak doskonale rozumiem po co to i na co. Dzięki takiej liście możemy uporządkować marzenia, zracjonalizować je. Jeśli jakieś marzenie jest na liście bardzo długo i jakoś niespecjalnie rusza nas to, że go nie zrealizowaliśmy, oznacza to że nie jest warte realizacji. Można by się zastanowić po co w ogóle je wpisywaliśmy na listę, ale póki tego nie zrobimy, nie dowiemy się czy miało to sens. 
Wykreślanie marzeń z listy to naprawdę ogromna przyjemność. Szczególnie tych, których realizacja wydawała nam się trudna.
Niesamowitym zrządzeniem losu udało mi się być na koncercie Raya Wilsona. Za darmo. We własnym mieście. Nie więcej niż kilometr od domu. Niezapomniane wydarzenie.

 

Listę mam od jakiegoś czasu dopiero, ale tworzę ją z zacięciem. Wśród punktów na liście znajduje się wycieczka w miejsce, które mnie ciekawi od zawsze. 

Czarnobyl

Myślicie, że mi się uda? Musiałabym przekonać Chomickiego, który jakoś nie jest zachwycony moim pomysłem :) Uparłam się jednak więc biada gryzoniowi.
Równej zaciętości w realizacji marzeń życzę sobie i Wam. Każde marzenie jest warte realizacji, choćby to o Snickersie po pracy ;) Nie bójcie się też wielkich marzeń, one też się spełniają.

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…