Przejdź do głównej zawartości

Terminator: Genesis


Zapewne zauważyliście, że do tej pory nie wypowiadałam się za bardzo na temat filmów. W każdym razie nie wspominałam o jakimś konkretnym. Przyszła i na to pora. Autentycznie nie mogę się powstrzymać bo jestem oczarowana, co zdarza mi się bardzo rzadko. Nie że filmy mi się nie podobają, ale rzadko na tyle, żebym chciała o tym mówić.
Terminator to film mojego dzieciństwa. Pojawiały się kolejne części, ja dorastałam i postrzegałam je coraz to inaczej. Jednak bez względu na wiek trzy pierwsze części bardzo mi się podobały. Kiedy wyszła część kolejna Terminator: Salvation oczywiście musiałam ją obejrzeć. Była ok. W zasadzie nie miałabym się do czego przyczepić gdyby nie Christian Bale. Nie lubię faceta. Nie lubię jego gry, a za zniszczenie w moich oczach wizerunku Batmana powinien dostać niezłe manto. Przeszkadzał mi w Terminatorze, jego John Connor był irytująco nijaki.
Tym bardziej ucieszyło mnie, że w Genezie jest całkiem inna obsada. Poza Arnim oczywiście, Arni musi być :) To jak w fabułę został wpisany jego wiek to po prosto majstersztyk, a jego przekomarzanie się z Kylem Reesem rozbawiło mnie do łez. Aktorzy dobrani są przecudownie! Sara Connor jest młodziutka, wydaje mi się, że młodsza niż wersja Lindy Hamilton z pierwszej części ale to już marginalna kwestia. Jai Courtney godnie zastąpił Michaela Biehna. Co nie było łatwe ze względu na to, że kilka scen było idealnym odegraniem tych z pierwszej części. Myślicie, że tak łatwo jest tak samo się ruszać, biegać i zapinać Najki? Ta wersja Johna Connora była zwyczajnie odpychająca. Tzn. ja tak odebrałam tego aktora. Być może był to celowy zabieg bo w końcu Connor nagle zmienia strony i przestaje być tym dobrym.
Aktorzy, aktorami ale fabuła! Kocham i uwielbiam filmy o podróżach w czasie. Im bardziej skomplikowane są zawirowania w czasoprzestrzeni, tym lepiej. Pokonał mnie tylko Primer. Może schemat stworzony przez moją przyjaciółkę Marię oraz jej męża jakoś pomógłby mi to ogarnąć, ale chyba mam na to za małą głowę ;)
Terminator: Genesis rzuca zupełnie inne spojrzenie na całą historię. A co jeśli ktoś przeniesie się w przeszłość przed pierwszym terminatorem i Kylem Reesem? A co jeśli nie będzie to jedyna podróż? Czy naprawdę każde nasze działanie ma wpływ na przyszłość?
Ilość możliwych wersji przyszłości i przeszłości może przytłoczyć, ale rozgryzienie kto, kiedy i jak jest w tym przypadku czystą przyjemnością. Obejrzałam raz i już mam ochotę na powtórkę. Albo dwie, żeby na pewno wszystko dostrzec :)
Oglądaliście? Jeśli nie to naprawdę polecam, obejrzyjcie.

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…