Suseł naiwniak vs. potęga reklamy



Jestem idealnym przykładem naiwniaka, który łapie się na reklamy. Na szczęście nie dotyczy to reklam produktów, moja naiwność nie sięga aż tak daleko :) Łapię się za to na każdą reklamę ciekawego miejsca. Nie lokalu i  nie eventu (jak to się teraz określa wydarzenia kulturalne).

Dygresja będzie: tak odnośnie zapożyczania z języka angielskiego. Kiedyś Chomicki wrócił z pracy podejrzanie radosny. Okazało się, że na jakiejś nasiadówie usłyszał takie cudowne zdanie: ''Musimy się sfokusować na bejsikowym targecie'' ;D Przerost formy nad treścią. Koniec dygresji.

Przyznaję się bez bicia, że reklamy województwa dolnośląskiego, które leciały kiedyś w telewizji, wywoływały u mnie drżenie serca za każdym razem, kiedy je widziałam :) Tyle tam miejsc do zobaczenia!





Zazwyczaj dobrze wychodziłam na tej mojej naiwności i miejsca, w które ciągnęłam Chomickiego okazywały się tego warte. No ok, dla mnie warte obejrzenia w 100% dla Chomickiego w 90%. Statystyki psują mu ogrody Hortulus w Dobrzycy i Hala Stulecia we Wrocławiu.
Do tych 2 miejsc mogę teraz śmiało dopisać Muzeum na klifie w Trzęsaczu. Skusiła mnie rewelacyjna reklama, którą słyszę w radiu kilkanaście razy dziennie. ''Stań oko w oko z Neptunem i poznaj legendę zanim morze pochłonie Trzęsacz!''. Czy jakoś tak. Kluczowe było użycie w reklamie sformułowania ''muzeum multimedialne''. Po rewelacyjnych Karkonoskich Tajemnicach z Karpacza zakochałam się w tego typu przybytkach. Nakręciłam się jak łysy na grzebień, zmanipulowałam Chomickiego i pojechaliśmy

Muzeum na klifie absolutnie nie było warte prawie 2 godzinnej jazdy w upale. Jeżeli ktoś już jest w Trzęsaczu czy Rewalu to ok, ale żeby jechać tam specjalnie - nie warto. Bilety na szczęście nie są drogie wiec wewnętrzny żyd nie męczył mnie specjalnie. Całe ''zwiedzanie'' trwa max 15 minut. Początek jest super, napięcie budowane jest naprawdę profesjonalnie. 





Co z tego, skoro nagle opada. Końcówka jest nie dość, że nagła i rozczarowująca to jeszcze słabo wykonana. Niemniej jest to miejsce, które można zobaczyć przy okazji.

Zachwyciła mnie za to ściana zabytkowego kościoła, którego większą część zabrało morze. Dla mnie jest to przyjemność wizualna na najwyższym poziomie, ale ze mnie jest dziwak więc tego.... Plaża z klifem zamiast wydm jest cudowna ale spojrzenie Chomickiego, takie oceniające najszybszą dla mnie drogę w dół jakoś mnie zaniepokoiło.




W drodze powrotnej zaczepiliśmy o oceanarium w Rewalu. Jakieś 1,5 km między punktem, w którym byliśmy, a centrum Rewala pokonywaliśmy 15 minut dzięki spontanicznemu dawcy organów na ścigaczu. Samo oceanarium to trochę zbyt wielka nazwa, ale warto tam zajść przy okazji. 



Cała ta wycieczka pełna była rzeczy dobrych przy okazji co wcale mnie nie zniechęciło. Skłoniło mnie to do refleksji nad potęgą reklamy. Ilu takich naiwniaków jak ja daje się namówić na coś, co zupełnie nie jest tego warte? Zresztą co tu mówić o naiwniakach. Nawet ci ''świadomi konsumenci'' mają w swojej karierze reklamowe wpadki. Przed dobrze zrobioną reklamą nie ustrzeże się nikt. Zresztą czy naprawdę warto tak się jej strzec?

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

Będę z Wami szczera

Dlaczego nie chcę mieć dziecka