Przejdź do głównej zawartości

Miesiąc w zdjęciach # 7

W tym miesiącu robiłam wyjątkowo mało zdjęć. Psujące się dosłownie wszystko jakoś nie nastroiło mnie pozytywnie do wynalazków techniki, postanowiłam więc zostawić je samym sobie.
Miesiąc zaczął się urlopem Chomickiego, względną pogodą i kilkoma wypadami tu i ówdzie. 


Zanim jeszcze pogoda się popsuła, a w naszym odcinku Bałtyku znalazła się bakteria e coli, udało mi się wykąpać. Tradycyjnie już jeździmy nad morze około 19-stej kiedy nie ma tłumu, słońce jeszcze nie zaszło, a woda jest fajnie nagrzana. W tm roku była.... znośna. 3 czy 4 dni słońca nie nagrzeją jej za bardzo.


Załapaliśmy się za to na kilka malowniczych zachodów słońca.


Na kilka długich spacerów.


Po których zdecydowanie musiałam odpocząć. Jednym z najlepszych momentów tego miesiąca był nasz wyjazd do Łeby. 



Jako dziecko je uwielbiałam. Teraz nadal ogromnie mnie śmieszą. Suseł w wersji baryłka :)


W związku z Chomicznym urlopem było dużo jedzenia.


Najlepsze burgery na świecie. Prawie dorównały tym z małej wiochy pod Szczecinkiem, którymi zachwycałam się lata temu.


Kolejne burgery. Wiem, jesteśmy kulinarnie nudni jak flaki z olejem ;)


Dużo w tym miesiącu czytałam skoro komputer odmówił współpracy, a pogoda była barowa. Najczęściej kończyło się to tak, że książka/Kindel lądował na ziemi, a ja budziłam się z nieprzyjemnie odciśniętymi okularami na nosie.


Przypomniało mi się dlaczego zdecydowałam się na zakup Kindla. Jakkolwiek bym nie kochała książek w papierowej wersji, to noszenie ich ze sobą jest męczące. Naszło mnie na Alex Kavę, a jej książki do cienkich nie należą.


Nadal ostro koloruję, kredki jakoś szybko mi maleją. Dobrze, że teraz wszędzie są przeceny na artykuły szkolne ;D


Miesiąc skończył się ulewą,w której przemokłam absolutnie do suchej nitki. Zanim dotarłam do pracy wyglądałam jak zmokła kura, pomimo parasola! Skończyło się to tak, że do domu wróciłam w nowych dresach i ''roboczych'' butach. Cóż....

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…