Przejdź do głównej zawartości

Być czy nie być?



Miało być o odpuszczaniu i w pewnym sensie jest. Właściwy post jeszcze się pisze, dzisiaj o czymś co siedzi mi w głowie od jakiegoś czasu.
Mam w pracy koleżankę, która otwarcie i wprost przyznaje się do tego, że jest nieszczęśliwa w małżeństwie. Sama nie wie dlaczego w nim tkwi. Może ze względu na dziecko, może przez przyzwyczajenie. Może po prostu nie chce być sama.
Jak dla mnie, każdy z tych powodów jest kupą bzdur. Mówię Wam to z pozycji dziecka rozwiedzionych rodziców. Uważam, że była to najmądrzejsza decyzja jaką można było podjąć i podziwiam moją mamę za ogromne jaja, których to wymagało. Dziecko żyjące w rodzinie, w której ewidentnie się nie układa, nie jest szczęśliwe. Nie czuje się bezpiecznie. Nie ma oparcia, którego potrzebuje. Nie ważne czy rozłam między rodzicami widoczny jest na pierwszy czy na drugi rzut oka, dzieci takie rzeczy po prostu wiedzą. Od razu zaznaczam, że nie mam tu na myśli patologicznych rodzin, w których jest przemoc i alkohol. Chodzi mi o pozornie normalne związki.
Córka mojej koleżanki jest jeszcze mała, może na tyle mała, że nie widzi i nie czuje problemu. Kiedyś jednak dorośnie i zacznie go zauważać. Uważam, że egoizmem ze strony rodziców jest ciągnięcie nieudanego małżeństwa i tłumaczenie się ''bo to dla dobra dziecka''. Nie ma w tym żadnego dobra, tylko masę problemów.
Kolejnym idiotycznym wytłumaczeniem jest przyzwyczajenie. Do czego jest przyzwyczajona? Do wiecznej krytyki, niechęci do przebywania w domu i uciekania z niego przy każdej możliwej sytuacji? Do wyrzutów i czepiania się, że zawsze jest nie tak? Cudowne życie, nie powiem. Nie wiem czy to kwestia charakteru, wychowania w kraju, gdzie wszystkim jest ciężko (albo tak im się wydaje), czy też skłonności kobiet do udręczania się. Może to kompilacja wszystkich tych rzeczy.
Rozumiem w pewnym sensie lęk przed samotnością i przed samodzielnym wychowywaniem dziecka. Już w dwójkę wychowanie dziecka nie jest łatwe, a w pojedynkę to wyższa szkoła jazdy. Niemniej nadal wydaje mi się, że głupotą jest ciągnięcie takiego związku na siłę. To właśnie siłę powinno się ze związku czerpać, wsparcie, poczucie bezpieczeństwa, powinien nam dawać kopa do działania, a nie pogrążać jeszcze bardziej.
Smutne jest to jak bardzo przyczyny ekonomiczne zmuszają ludzi do bycia razem. Kiedy jest między nimi dobrze biorą kredyt, później przestaje być dobrze, a kredyt zostaje. Co w takiej sytuacji zrobić? Zostać razem i męczyć się dla kredytu czy rozejść się, sprzedać mieszkanie i spłacić kredyt? Rozwiązanie nie najgorsze, ale po spłacie kredytu nie zostanie zbyt wiele środków i na pewno nie wystarczy ich na dwa osobne mieszkania. Sytuacja patowa w pewnym sensie. Chyba, że ma się odwagę zaczynać wszystko od początku i możliwość przemieszkania chociaż czasowego u kogoś bliskiego. Wydaje mi się to przerażające ale bycie w nieszczęśliwym związku jest wyniszczające. Wolę się bać niż rozpaść się na kawałki ;)
Jakkolwiek bym mojej koleżanki nie lubiła to absolutnie jej nie rozumiem. Jakie jest Wasze zdanie o takim życiu w nieszczęśliwym związku? 

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…