Przejdź do głównej zawartości

Miesiąc w zdjęciach #6


Kolejny miesiąc w zdjęciach. Nie wiem kiedy ten czas zleciał. Mam wrażenie, że od ostatniego MwZ minęło kilka dni . Zresztą każdego dnia wieczorem jestem zaskoczona, że to już, że trzeba iść spać ;) Nie wyrabiam się z niczym, zasypiam o nieprzyzwoicie wczesnych godzinach i jestem w dalekim tyle jeśli chodzi o moje plany czytelnicze. Póki jeszcze za oknami było szaro i ponuro, a wyjście bez parasola groziło katarem, nic nie było w stanie przekonać mnie do wyjścia gdzieś po pracy. W weekendy zresztą też nie bardzo mi się chciało. Teraz za oknem słońce i ponad 20 stopni przez co mam problem z usiedzeniem w domu. Mimo zmęczenia ciągnie mnie w plener. Też tak macie?
Koniec tej gadki, przechodzimy do tematu spotkania.


Z troski o swój żołądek zdradziłam KFC. Czort wie czy Subway jest zdrowszy od KFC, ważne że smakuje tak, że się rozpływam. Niby nic takiego, zwykła kanapka, ale w domu za skarby świata nie potrafię takiej zrobić.


Wyprzedaż w jednym ze sklepów z chińszczyzną czyli Centro. Jak widać poszło prawie wszystko, między innymi obsługa. 


Tradycyjnie Darłowo, lody, piasek w butach, wiatr we włosach :)


Jedynie rano przed pracą mam czas na czytanie. Tzn takie dłuższe, na kilkanaście stron, a nie z doskoku co niestety zdarza mi się wieczorami. Nie ważne zimno czy ciepło, słońce czy deszcz, Kundel dzielnie mi towarzyszy. A ja dalej brnę przez życie z Harrym Holem i dobrnąć nie mogę.


Typowy stan kuchni w pracy. Znajdziecie tam wszystko czego dusza zapragnie. Dla mnie najbardziej atrakcyjny był długopis. Moje ktoś regularnie podkrada.


Dzień pracy zaczynam od kawy w moim kubku termicznym. W zwykłym już mi tak nie smakuje ;)


Codziennie rano mijam Menelowy Zakątek. Panowie całkiem nieźle się urządzili.


Ja też nieźle się urządziłam. W zasadzie nie się, a szafkę w kuchni. Na śmierć zapomniałam o resztce chleba. Pleśń  nie zapomniała...


Nie chcę wiedzieć co jest w tym chlebie, że stan końcowy to takie zielone i gąbczaste coś. W dodatku nie pachnące dobrze.


Bułeczki otrębowo-twarogowe wg przepisu koleżanki z pracy. Ona skutecznie się nimi odchudza, mnie zaciekawiły z racji wyglądu i zapachu. Wyżebrałam przepis, ulepiłam (czy tylko mi kojarzą się z kotletami mielonymi?) i upiekłam. Po jednym gryzie podziękowałam. Zostawiłam je mamie, która wymiękła po 2 sztukach. Smakowały za to babci, która jadła je przez trzy dni, a że ma problemy ze wzrokiem...


... nie zauważyła w nich nic niepokojącego. Podobno dziwnie smakowały ''a to białe to kruszonka?" :)


Chyba nie tylko ja chciałam mieć takiego Gizmo? :) 


 Mój tygrys taki zamyślony.


 A tu inny kociak z bardzo poważną chorobą, której efektem są mocno powiększone i ''tęczowe'' oczy. Wygląda jak mały alien i niestety niedługo będzie niewidomy.


Tradycyjnie zarządca budynku precyzyjnie podaje nam terminy wszelkich pomiarów... Nie zliczę ile razy zostałam zaskoczona przez kominiarzy/elektryków/facetów od gazu w niesprzyjających okolicznościach. Wyciąganie spod prysznica to norma.


Mmmmm czereśnie.... 


Moje ulubione zajęcie w pracy -układanie bluzek. Spędziłam na tym około 6 godzin w tym tygodniu :)


Końcówka miesiąca z przepysznymi lodami domowej roboty made by Justyna S. Niebo w gębie to mało powiedziane. Planuję też je zrobić w najbliższym czasie, obawiam się że długo nie postoją... W sumie dobrze, mam mały zamrażalnik :)

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…