Przejdź do głównej zawartości

O odbieraniu prawa do człowieczeństwa



Nie wiem skąd w ludziach wzięło się przekonanie, że człowiek bezdzietny jest niepełnowartościowy i wolny od jakichkolwiek zobowiązań i obowiązków. Ostatnio jedna z dziewczyn w pracy rzuciła tekst, że w soboty powinny przychodzić tylko te z nas, które nie mają dzieci ''bo nie mają obowiązków''. No rzesz.... Zagryzłam wargi i uznałam, że nie będę się odzywać bo my obie akurat temperamentne jesteśmy i jeszcze za bardzo się zacietrzewimy w dyskusji co może się skończyć nieciekawie. A ona jest wyższa...
Dlaczego człowiek nie mający dzieci nie jest pełnowartościowy?. Czy tylko posiadanie dziecka może sprawić, że jest się człowiekiem w pełni? Człowiekiem na 100%? Człowiekiem w ogóle? Co takiego zmienia fakt posiadania potomstwa? Nie mam dzieci i absolutnie nie czuję się nie w pełni człowiekiem. Wręcz przeciwnie. Co to za absurdalne przekonanie, że sensem życia człowieka jest posiadanie dziecka i ten, kto go nie ma, jest gorszy?
Druga kwestia: brak obowiązków i zobowiązań u osób bezdzietnych. Przepraszam bardzo, ale czy fakt nie posiadania dzieci sprawia, że nie musimy pracować, prać, sprzątać, gotować, prasować, robić zakupy, zmywać naczyń, płacić rachunków i setki innych rzeczy wypełniających każdy dzień? Czy do momentu pojawienia się dziecka wiedziemy cudownie lekkie i beztroskie życie, w którym nic nie musimy, a każdy dzień jest przyjemnością? Oczywiście wiem, że z momentem pojawienia się na świecie bobasa, pojawia się milion innych rzeczy do zrobienia, na które musimy znaleźć czas i które stają się ważne. To jednak nie znaczy, że wszystko co robiliśmy wcześniej, traci znaczenie. Nie zauważyłam, żeby osoby dzieciate nagle przestały prać, sprzątać, gotować, prasować, robić zakupy itd, itp. Po prostu pojawia się kolejna osoba, którą musimy wziąć pod uwagę. 
Powiedzmy sobie otwarcie, kwestia posiadania dzieci czy ich nie posiadania jest całkowicie indywidualna i nic nam do tego, czy ktoś je ma czy nie. Jedni je mają bo chcą, inni mają chociaż nie chcą. Są też tacy, którzy chcą i nie mogą. Pomyślcie sobie jak ogromną przykrość sprawiacie im wygłaszając te swoje idiotyczne uwagi.
Dziecko nie jest jedyną ''rzeczą'' nadającą sens życiu człowieka. Jest jedną z wielu składowych tego życia, bardzo ważną, jeśli nie najważniejszą, ale absolutnie nie powinna przesłaniać reszty świata. Mając dziecko nie można nagle być tylko matką czy ojcem, nie można tracić swojego ''ja'', dobrowolnie zrzekać się go dla tej małej kluski, która spać po nocach nie daje ale jest tak piękna, że można się na nią gapić non stop. W momencie pojawienia się dziecka tracimy świat z oczu, ale nie może to być stan stały. Dziecko prędzej czy później przestanie widzieć w nas centrum wszechświata i wszechwiedzące guru, które zna odpowiedź na każde pytanie. Pójdzie swoją drogą i zostawi po sobie ogrom miejsca, które albo będzie straszyć nas pustką, albo wypełnimy je czymś innym. Według mnie w momencie pojawienia się dziecka nie powinno się wyrzucać niczego ze swojego życia, żeby zrobić miejsce na dziecko. Powinno się rozciągnąć tą przestrzeń tak, aby znalazło się w niej wszystko z czasów przed dzieckiem i to z czasów po jego pojawieniu się.
Możecie mi zarzucić, że nie wiem o czym mówię, skoro nie ma dziecka. Owszem, nie wiem tego z własnego doświadczenia, ale widzę co dzieje się z ludźmi dookoła mnie. Widziałam jak mama mojej znajomej totalnie straciła grunt pod nogami, kiedy jej córka się wyprowadziła i zaczęła prowadzić samodzielne życie. Widziałam matki, które generalnie ograniczyły się do urodzenia i odchowania dziecka do wieku kilkunastu lat, a potem nie bardzo się nim interesowały.
Wracając do meritum: czy człowiek bezdzietny nie jest pełnowartościowy i nie ma obowiązków i zobowiązań. Bzdura. Bzdura tak wielka, że aż się uniosłam. Niebezpiecznie drgała mi powieka już kiedy Chomicki wrócił z pracy wkurzony bo jedna z babek w pracy wrobiła go w kilkadziesiąt nadgodzin i delegacje z tekstem, że ''przecież nie ma dziecka więc co ma lepszego do roboty'' ale po tym tym tekście usłyszanym u siebie w pracy wręcz się zagotowałam. Bo ta dziewczyna naprawdę w to wierzy.
Jakim prawem ludzie dzieciaci odbierają osobom bezdzietnym prawo do posiadania własnego życia? Podejmując decyzję o posiadaniu dziecka wiedzieli na co się piszą, była to ich decyzja i co, teraz żal im dupę ściska bo nie mogą się wyspać albo kupić sobie wypasionego roweru bo trzeba dziecku kupić podręczniki? Nie chcę nikogo obrazić, nie taka jest moja intencja ale mam wrażenie, że podobne idiotyzmy wygłaszają ci, których posiadanie dziecka trochę przytłoczyło i może odrobinkę rozczarowało. Czy sami myśleli podobnie w czasach kiedy nie mieli dziecka?
Jest też taka grupa osób, z którą nigdy nie znajdę wspólnego języka, w której jedynym prawidłowym sposobem na życie jest ciężka praca i rozmnażanie się. Spędzanie czasu z dzieckiem na wspólnej aktywności w domu i poza nim oraz całkowita rezygnacja z własnego życia i własnych przyzwyczajeń. Tak jakby nie można było tego pogodzić ze sobą. Jeżeli wyborem kobiety jest całkowite poświęcenie się dziecku to jest to tylko i wyłącznie jej wybór i nie ma prawa narzucać go innym. Moje przyjaciółki urodziły jakiś czas temu takie słodkie kluski i chociaż są trochę ześwirowane na tym punkcie, to nie zrezygnowały absolutnie z niczego, czym zajmowały się wcześniej. Każda z nich jest tą samą osobą co wcześniej, plus dziecko. Po prostu. To naprawdę jest takie proste. 
 
Zapraszam do dyskusji, temat nie lekki ale ciekawa jestem innych punktów widzenia. 

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…