Przejdź do głównej zawartości

Etat czy własna działalność?

Ostatnio moja koleżanka stwierdziła, że razem z Chomickim tyle się wytułaliśmy po różnych firmach, że powinniśmy otworzyć własną działalność.
Na temat prowadzenia działalności i osób ją prowadzących mam wyrobione zdanie już od jakiegoś czasu.
Żeby prowadzić działalność z sukcesem trzeba przede wszystkim mieć dobry pomysł. Teraz rynek zapchany jest różnego rodzaju firemkami, które pojawiają się raz na jakiś czas po czym znikają bez śladu. Ktoś miał koncepcję, myślał że się przyjmie, nie wyszło, the end.
Wielu  takich ''przedsiębiorców'' podchodzi do tego jak do małżeństwa. Firma powstaje na bazie euforii świetnym pomysłem ale z założeniem, że jak nie wyjdzie to można to zakończyć. Problem w tym, że ten "świetny pomysł'' miało już X osób wcześniej, albo nie jest on po prostu tak świetny :)
Drugą rzeczą jest chęć do pracy. Znam ludzi, którzy z sukcesem prowadzą własną działalność i ich dzień pracy trwa 24 godziny. Pracują non stop i myślę, że przynajmniej w kilku pierwszych latach nie da się inaczej. Później już można odrobinę ''osiąść na laurach'' ale bez przesady. Pańskie oko konia tuczy, jest to prawda niezmienna i niezaprzeczalna. Żeby firma sprawnie działała, szef musi w niej być. Pomijam już kontrolę nad pracownikami, chodzi bardziej o to, że ludzie pracujący dla kogoś, kto nie robi nic, tracą motywację. Mówiąc prościej - wkurza ich to, że oni harują, a Big Bos pije piwko na tarasie. Widząc, że nie tylko oni wkładają wysiłek w to, aby firma funkcjonowała, nie są zniechęceni.
Takie zaangażowanie czasu i pracy  dla wielu jest nie do przyjęcia i ta myśl prowadzi mnie do kolejnego punktu: trzeba po prostu chcieć.
Mnie prowadzenie działalności po prostu nie kręci. Nie chcę zajmować się czymś 24/7 to po primo, a po secundo to zwyczajnie nie na moją głowę. Za dużo rzeczy do ogarnięcia. Jasne, że gdybym się podjęła prowadzenia własnej działalności, to tylko z Chomickim, ale jestem absolutnie przeciwna wspólnej pracy, a co więcej wspólnemu prowadzeniu firmy. W takiej sytuacji są tylko dwa scenariusze: albo poświęca się pracę dla miłości, albo miłość dla pracy. Pierwszy wariant też często kończy się źle bo kto wytrzyma gorzkie żale o tym, jak poświęcił super biznes dla związku.
Mój były szef pracował z żoną. Ich kłótnie wstrząsały całą firmą, a my nie wiedzieliśmy gdzie się wtedy podziać. Efekty kłótni był takie, że to właśnie my obrywaliśmy. Sytuacja nie była zdrowa dla nikogo. Szczególnie dla mojego żołądka, gdy natykałam się na nich w momencie godzenia się.
Wracając do tematu, zdecydowanie wolę pracować dla kogoś, zrobić swoje i wyjść ze spokojną głową, nie martwić się o ZUS, US-y i inne urzędy plus oczywiście mnóstwo innych spraw. Może przez to nie będę żyć na wysokiej stopie, ale już kiedyś wspominałam, że wolę mieć mniej, ale żyć spokojniej. W zupełności wystarcza mi to co mam, a na zachcianki zarabiam dodatkowymi sobotami. Układ dla mnie idealny :) 

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…