Przejdź do głównej zawartości

Bo baby są jakieś inne...

Źródło
A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy.
Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem.
Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad.
Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jest zapobiegliwy, w końcu pościel może nie wyschnąć do wieczora) stwierdza, że bajzel jakiś w tych trzewiach i można by to poukładać, wyrzucić co nieco. Po wszystkim w pośpiechu gotuje obiad.
Dzień czwarty urlopu: Ziutek rano idzie na zakupy po czym gotuje obiad z 2 dań i piecze ciasto dla swoich najbliższych. Bo oni nadal ciężko pracują/uczą się/studiują, a on siedzi w domu i się byczy (!). Po ugotowaniu i upieczeniu smakołyków, trzeba kuchnię ogarnąć, pozmywać, pochować wszystko do szafek. W międzyczasie ściąga pranie, w tym pościel, którą teraz trzeba oblec i schować zapasowy komplet.
Dzień piąty urlopu: Ziutek pozwala sobie na rozpustę i śpi deczko dłużej niż przez poprzednie 4 dni. Otwiera oczęta i o zgrozo!, widzi kurz na półkach. No tak, przez kilka dni się zakurzyło więc znowu łapie za ścierę i powtarza zajęcia z pierwszego dnia. Po zrobieniu obiadu Ziutek wyciąga żelazko i bierze się za prasowanie, nie chce, żeby po raz kolejny utworzyła się zagrażająca życiu i zdrowiu mieszkańców sterta.
Dzień szósty: Ziutek budzi się w końcu wyspany i stwierdza, że ha! dzisiaj sobie odpocznie. Skąd taki pomysł Ziuteczku? Zakupy na cały tydzień same się nie zrobią i wypadałoby jakiś obiad zrobić.
Dzień siódmy: Ziutek sięga w końcu po odkładaną na później książkę, ogląda odkładany na później film, znika w łazience na 2 godziny i robi sobie domowe SPA po czym kładzie się do łóżka i stwierdza, że w sumie to mniej by się narobił, gdyby nie miał tego urlopu.
Niezłe fantasy mi wyszło, prawda?
Nie twierdzę, że wszyscy faceci palcem w domu nie kiwną, ale ich zastraszająca większość cały swój wysiłek wkłada w pracę, a dom zostawia całkowicie na głowie swoich współmieszkańców. No owszem, zrobi remont (raz na 10 lat), zmieni żarówkę (raz na 5 lat, wg zapewnień producenta), dokręci kran (po kilkudniowych naleganiach. Przecież on tyle robi!
Pozostawiając naszych kochanych nierobów z boku, zadaję sobie pytanie: jaki facet sprzątałby do późna w nocy czy wstawał wcześniej, żeby zrobić pranie i zdążyć je rozwiesić przed wyjściem? Żaden. Ani jeden. E-e, mowy nie ma. Faceci mają wbudowaną funkcję relax, której my, babeczki, nie posiadamy. Ciągle wydaje nam się, że MUSIMY coś zrobić, że przecież nie możemy pozwolić sobie na odpoczynek bo TYLE jest to zrobienia!
Skąd w nas to przekonanie? Po jaką cholerę urabiamy sobie ręce po łokcie, kiedy możemy i to naprawdę możemy, zostawić to wszystko na jakiś czas i świat się od tego nie zawali. Naprawdę nie musimy codziennie gotować obiadu, sprzątać regularnie raz na tydzień, myć okien co 3  miesiące. Nic złego się nie stanie jeśli zostawimy prasowanie na później albo zupełnie je sobie darujemy. Ja od lat nie prasuję pościeli, ścierem i ręczników. Traciłam na tym godziny, dosłownie!, aż w końcu powiedziałam dość. Ubrania prasuję naprawdę okazjonalnie, kiedy widzę,że już koniecznie tego wymagają. Raczej bluzki, spodnie rozprostują się same na tyłku. Na początku widok pogniecionej pościeli doprowadzał mnie do szału ale teraz zupełnie mi to zwisa ;)
Nie myślcie, że taka mądra jestem. Sama dzisiaj spędziłam pół dnia na sprzątani i zakupach, chociaż od tygodnia obiecywałam sobie, że w niedzielę nie zrobię absolutnie NIC. Popełniam ten post właśnie dlatego, że zła jestem na siebie za ten brak funkcji relax.
Drogie Panie, od dzisiaj wrzucamy na luz. Kurz nas nie zabije, pognieciona bluzka to nie powód do wstydu, a obiad domownicy zrobią sobie sami. Odpuśćmy sobie trochę i włączamy opcję relax :)


Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…