Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2015

Życie z pasją

Każdy z nas świadomie lub podświadomie myśli, że chciałby mieć w życiu jakąś pasję. Po włączeniu telewizora widzimy Makłowicza czy Cejrowskiego i pierwsza myśl to ''jakie on ma ciekawe życie!''. Tyle przeżył, zobaczył, spróbował. Tyle wie i potrafi! Gdzieś tak w głowie pojawia się światełko ''ja też tak chcę!''. Zobaczyć kawał świata, jeść dziwne potrawy, poznawać nowych ludzi. Nawet niekoniecznie gotować bo nie każdy ma chęć i talent ku temu, ale podróżować i żyć z PASJĄ. Może nawet rzucimy okiem na ofertę biura podróży i postanowimy oszczędzać na pierwszą z naszych pasjonujących podróży. Po kilku dniach okazuje się, że trzeba kupić buty na lato,  a w samochodzie coś dziwnie stuka. I te parę groszy, które udało nam się zachomikować znika jak sen jakiś złoty. Mamy żal do świata, że sprzysiągł się przeciwko nam i nie pozwala realizować nam swojej pasji. Kątem oka oglądamy wiadomości, gdzie grzmią o zamachach w Tunezji i bankructwie Grecji i stwierdzamy, ż…

O odbieraniu prawa do człowieczeństwa

Nie wiem skąd w ludziach wzięło się przekonanie, że człowiek bezdzietny jest niepełnowartościowy i wolny od jakichkolwiek zobowiązań i obowiązków. Ostatnio jedna z dziewczyn w pracy rzuciła tekst, że w soboty powinny przychodzić tylko te z nas, które nie mają dzieci ''bo nie mają obowiązków''. No rzesz.... Zagryzłam wargi i uznałam, że nie będę się odzywać bo my obie akurat temperamentne jesteśmy i jeszcze za bardzo się zacietrzewimy w dyskusji co może się skończyć nieciekawie. A ona jest wyższa... Dlaczego człowiek nie mający dzieci nie jest pełnowartościowy?. Czy tylko posiadanie dziecka może sprawić, że jest się człowiekiem w pełni? Człowiekiem na 100%? Człowiekiem w ogóle? Co takiego zmienia fakt posiadania potomstwa? Nie mam dzieci i absolutnie nie czuję się nie w pełni człowiekiem. Wręcz przeciwnie. Co to za absurdalne przekonanie, że sensem życia człowieka jest posiadanie dziecka i ten, kto go nie ma, jest gorszy? Druga kwestia: brak obowiązków i zobowiązań u osób…

Tydzień z książką - wrzucamy na luz.

Postanowiłam w tym tygodniu odpuścić sobie wszystko i odpocząć. Po pracy  wracam do domu, robię obiad po czym wskakuję pod kocyk i sięgam po książkę. Mam jakiś wstręt do komputera, telewizja też nie bardzo mnie kręci. Tylko słowo pisane. Dzięki temu nadrabiam trochę zaległości, które mi się potworzyły w ostatnich tygodniach. Lista e-booków nie ma końca, a i klasyczne - papierowe wersje książek leżą w stertach i czekają na swoją kolej. Coś takiego jest w czytaniu, że odpręża mnie jak nic innego i jest to jedna z niewielu czynności, przy których naprawdę odpoczywam. Hobby czy pasja? Raczej organiczna potrzeba. O pasji coś Wam zresztą niedługo  opowiem. Świat bez książek i życie bez czytania? Koszmar dla mnie jakiś. Czytam tak jak oddycham, bo muszę ;) Patetycznie to brzmi, ale skoro Nicolas Cage może być patetyczny w każdym filmie, w którym gra, to ja mogę być patetyczna w tym jednym zdaniu. Przy okazji odpoczywam fizycznie, przesadziłam trochę z zapałem do pracy i tydzień zaczął się koszma…

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Norwegia według Harrego Hola

O Jo Nesbo słyszałam dużo ale jakoś długo nie było mi z nim po drodze. W bardzo nieokreślonych planach miałam zamiar przeczytać coś tego autora. Czas mijał, Nesbo pisał kolejne książki, a ja nadal po nie nie sięgałam. Któregoś dnia w bibliotece wpadły mi w ręce ''Upiory'', jedna z książek o komisarzu Harrym Holu. Przez pierwsze kilkanaście stron męczyłam się okrutnie. Nudne to było i jakieś takie nieciekawe. Przebrnęłam przez nie i okazało się, że Nesbo pisze naprawdę przyzwoicie. Spodobała mi się fabuła, a już najbardziej postać zmęczonego życiem komisarza H.H. Nesbo zainteresował mnie tak, że upolowałam resztę książek o komisarzu oraz kilka pozostałych jego autorstwa. Pomijam całkowicie kunszt pisania bo często podobają mi się nawet średnich lotów autorzy. Dla mnie liczą się dwie rzeczy: bohater i historia, w dowolnej kolejności. Świetna historia z bezjajecznym bohaterem doprowadzi mnie do płaczu, a świetny bohater w historii, w której nic się nie składa, sprowadza na…

Suseł Gotuje - Fuzja wieprza z kurczakiem

Zaskakuje mnie to, że innych zaskakuje fakt, że codziennie gotuję obiady. Dla mnie jest to naturalne i nie wyobrażam sobie innej sytuacji. Kiedy słucham ludzi dookoła, za zdziwieniem odkrywam, że to jednak nie jest takie oczywiste ;) Standardem są zupy gotowane na kilka dni albo zupki chińskie. W porywach kanapki albo coś mega prostego jak smażona kiełbasa.  Nie twierdzę, że zawsze mi się chce gotować. Jakkolwiek bym swojej pracy nie lubiła, to zazwyczaj wracam do domu zmęczona i marzę tylko o tym, żeby poleżeć z kopytkami w górze. Jakby nie było, uparcie codziennie tworzę coś co można nazwać obiadem. Mam swoje standardowe dania i o jednym dzisiaj chciałam Wam opowiedzieć. Danie (jaka szumna nazwa!) jest proste ale czasochłonne. Robię je najczęściej w weekendy, kiedy mam więcej czasu. Idealna do zrobienia go jest głęboka patelnia, w której wszystko się pomieści.

Porcja na dwie osoby. Czas wykonania: około godziny.
Składniki: pół piersi z kurczaka,10 plastrów cieniutko pokrojonego boczku,2…

Precz ze spontanicznością!

Odkąd pamiętam chciałam pojechać tu i ówdzie, zobaczyć to i tamto. Z realizacją bywało różnie, w zasadzie dopiero odkąd w moim życiu nastał Chomicki, zaczęłam te plany/zachcianki realizować. Nie mam w tej sferze wielkich osiągnięć, za granicą byłam dwa razy w życiu: kolonia w Czechach i jednodniowy wypad na zakupy do Niemiec. Szał ;D Trochę więcej widziałam wewnątrz granic, ale naprawdę trochę w porównaniu z tym, co zobaczyć można. 


Nigdy nie ciągnęło mnie do typowo komercyjnych miejsc typu Egipt czy Tunezja, Mazury albo Zakopane. Zapewne dlatego, że nie lubię tandety i powierzchowności związanej z komercją, a tłumy mi przeszkadzają. Bo to ani się nie da niczego porządnie obejrzeć bo przed i za Tobą cisną się inni zwiedzający/turyści, ani nie da się zrobić porządnego zdjęcia bo ciągle ktoś pakuje Ci się w kadr. O nie, nie. O, zdjęcia to dobry przykład mojego podejścia do zwiedzania. Nie znoszę, nie cierpię po prostu tych pozowanych zdjęć ''na tle''. Mam setki zdjęć z ró…

Etat czy własna działalność?

Ostatnio moja koleżanka stwierdziła, że razem z Chomickim tyle się wytułaliśmy po różnych firmach, że powinniśmy otworzyć własną działalność. Na temat prowadzenia działalności i osób ją prowadzących mam wyrobione zdanie już od jakiegoś czasu. Żeby prowadzić działalność z sukcesem trzeba przede wszystkim mieć dobry pomysł. Teraz rynek zapchany jest różnego rodzaju firemkami, które pojawiają się raz na jakiś czas po czym znikają bez śladu. Ktoś miał koncepcję, myślał że się przyjmie, nie wyszło, the end. Wielu  takich ''przedsiębiorców'' podchodzi do tego jak do małżeństwa. Firma powstaje na bazie euforii świetnym pomysłem ale z założeniem, że jak nie wyjdzie to można to zakończyć. Problem w tym, że ten "świetny pomysł'' miało już X osób wcześniej, albo nie jest on po prostu tak świetny :) Drugą rzeczą jest chęć do pracy. Znam ludzi, którzy z sukcesem prowadzą własną działalność i ich dzień pracy trwa 24 godziny. Pracują non stop i myślę, że przynajmniej w kilku…

Zły dzień - rusz dupsko i coś zrób

Każdy z nas czasem taki ma. Nie podoba nam się to, co znajduje się dookoła, nie podobamy się sobie sami, a każda, nawet prosta czynność sprawia, że ten dzień staje się jeszcze gorszy. Miałam taki dzień w niedzielę. Obudziłam się i już wiedziałam, że to właśnie taki dzień. Na początku uznałam, że trudno. Bywa, trzeba jakoś przetrwać. Dosyć szybko doszłam jednak do wniosku, że nie ma mowy, żeby ten dzień był zły. Jedyny wolny dzień w tym tygodniu i mam go zmarnować?!? Zastosowałam sprawdzoną metodę - rusz dupę i coś zrób. Na mnie najlepiej działa sprzątanie. Pewnie ma to związek z oczyszczającym znaczeniem sprzątania, ale całkowicie poza tym takie automatyczne i powtarzalne czynności świetnie na mnie działają. Najgorszym sposobem na zły dzień jest nic nie robienie i zawieszenie się w tym nieszczęśliwym nieróbstwie. Trzeba oderwać się, a szczególnie swoje myśli od tego, że to zły dzień. Nie polecam niczego szczególnie angażującego intelektualnie, bo może się to skończyć tym, że dzień będzie …