Przejdź do głównej zawartości

Suseł Minimalista na zakupach



Stwierdziłam, że pora wysłać swojego wewnętrznego żyda na urlop i wybrać się na zakupy. Miałam kilka ściśle określonych potrzeb i planów zakupowych. Jak to zazwyczaj bywa z planami nie do końca mi wszystko wyszło. Okazało się, że 2 pary spodni są tak bliskie pęknięcia mi na tyłku, że nie mogę wyjść w nich z domu bez ryzyka pochwalenia się wszystkim dookoła swoimi majtkami. A i te nie są już zbyt reprezentacyjne. Po ulewnym deszczu rozpadły mi się buty. Letnie bluzki są jednak w dużo gorszym stanie niż oceniłam to wcześniej. Tak jak pisałam Wam jakiś czas temu, moje cienie do powiek w większości były przeterminowane. Przez długi czas mi to absolutnie nie przeszkadzało, z moimi oczami nie działo się absolutnie nic złego - nie piekły, nie swędziały, nie łzawiły. Któregoś dnia pojawiły się wszystkie objawy na raz. 
Pogodzenie potrzeby zakupów z potrzebę minimalizmu w posiadaniu przyszło samo. Sporo rzeczy weszło ale i dużo wyszło. Pewnie jeszcze kilka wyjdzie bo czaję się w wolnej chwili na ostatnią nie ogarniętą do tej pory szafę w przedpokoju ;)
W końcu trochę się zorganizowałam z mniejszą ilością czasu i zaczynam ogarniać swoje życie. Nie znaczy to, że mam czas na chodzenie po sklepach. Zakupy przez to rozciągnęły się w czasie, ale może to i dobrze bo były bardziej przemyślane. 
Po raz pierwszy kupiłam coś na Zalando. Jakoś do tej pory omijałam to miejsce bo odstraszały mnie ceny. Tym razem zniechęcona tym, że nie mogłam znaleźć idealnej torebki w sklepach stacjonarnych (byłam w 2, wow) postanowiłam upolować coś właśnie tam. Nie zapłaciłam dużo więcej niż planowałam, a cały proces zakupu był szybki i sprawny. Błyskawiczna przesyłka i przyjemność z otrzymania od nich wielkiego kartonu - nieocenione ;) Nie wiem jeszcze czy  tam wrócę, ich ubrania są dla mnie nieciekawe, a modelki z cierpiętniczą miną tylko mnie zniechęcają. Chociaż może za jakiś czas jak ta torebka się rozpadnie ;)
Ja generalnie przywiązuję się do marek czy sklepów. Kocham buty z Wojasa, tusze do rzęs z Avonu, bieliznę z Biutystylu, kawę w Columbusie. Nie zawsze znajduję tam to, czego szukam, ale zawsze wracam i zawsze jestem z tych powrotów zadowolona.
Minimalizm pomógł mi opanować nieprzemyślane i spontaniczne zakupy. Teraz dumam nad każdym. W pracy przez tydzień chodziłam dookoła jednych spodni, zanim zdecydowałam się je kupić. Kwestię torebki rozpatrywałam z każdej strony, miała być nie za mała i nie za duża, ładna ale prosta, wygodna ale elegancka. Podniósł mi się poziom wymagań wobec wszystkiego, jednocześnie uprościł i skomplikował wybór. Chcę rzeczy prostych i uniwersalnych ale proces szukania przez to jest dla mnie makabrą bo może 5% tego co oglądam spełnia te wymagania. 
Przede mną jeszcze zakup letnich butów i sukienki na wesele, na które idę nie wiem kiedy ;p Państwo ''młodzi'' mają problem z wyborem terminu. Po ponad 30 latach razem każdy dzień wydaje się w porządku ;)
Z ciekawością obserwuję zwyczaje zakupowe ludzi i gdybym miała dokonać podziału na kobiety i mężczyzn to bliżej mi chyba jednak do tej drugiej grupy. Lubię mieć nowe rzeczy ale sam proces kupowania potrafi wyprowadzić mnie z równowagi. Nie lubię szukać, mierzyć, porównywać. Mężczyzna na zakupach ukierunkowuje się na cel i nie szuka godzinami, aż znajdzie coś co satysfakcjonuje go w 100%. Wystarczy 70%. Panowie zazwyczaj wchodzą do sklepu, lustrują go pod kątem tego, czego szukają i albo wychodzą nie widząc tego, albo wchodzą i oglądają tą konkretną rzecz, a nie kilka innych po drodze i obok. Nie szwendają się między wieszakami i nie tracą masy czasu, co kobiety na zakupach robią nagminnie.
Jakie są Wasze zwyczaje zakupowe? Jesteście szwendaczami czy targetowcami?
Lubicie spędzać na zakupach cały dzień czy idziecie do sklepu konkretnie po daną rzecz?

Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…