Przejdź do głównej zawartości

Kiedy ciało zawodzi



Pewnego dnia budzisz się i stwierdzasz, że ciężko jest Ci wstać z łóżka. Bolą stawy i te pierwsze poranne kroki są trudne. Wieczorem boli Cię głowa i uświadamiasz sobie, że tak samo jest od kilku tygodni. Nie chce Ci się jeść bo żołądek ściska cały dzień i pewnego dnia stwierdzasz, że musisz zrobić nowe dziurki w pasku od spodni.
Dobrze kiedy okazuje się, że to tylko chwilowa niedogodność, którą bez problemu można wyleczyć. Gorzej jeśli wyleczyć się nie da i żyć z tym trzeba, ale na pewno Cię nie zabije. Lepiej nie będzie, ale gorzej też raczej nie. Najgorsza jest wersja, kiedy okazuje się, że nie zostało Ci już dużo czasu.
Ja żyję z opcją drugą już od 5 lat. W moim wypadku stwierdzenie, że ''gorzej nie będzie'' nie do końca się sprawdziło, ale za to wiem, że szlag mnie nie trafi. Chyba. Mam nadzieję.
Kiedy ciało zaczyna zawodzić konieczne staje się narzucenie sobie pewnych ograniczeń. Nagle nie wszystko nam wolno. Każdy się czasem buntuje przeciwko temu i zazwyczaj takie zrywy przypłaca kolejnymi niezbyt przyjemnymi dniami. Ja właśnie przez taki zryw buntu zafundowałam sobie kilka dni z migreną ;P
Kiedyś w końcu przyjdzie taki moment, że odechce mi się buntować i stwierdzę, że nie warto. Mam nadzieję, że nie. Wydaje mi się, że taki moment, w którym człowiek odpuszcza i przestaje mu zależeć to utrata pewnej cząstki siebie. Utrata sensu i chęci jakiegokolwiek działania. Skoro nie zależy mi na jednej rzeczy to czy zależy mi na czymkolwiek innym? Ludzie z długotrwałymi problemami ze zdrowiem często są zgorzkniali. Nie dziwię im się, naprawdę.
Nie tak łatwo jest wytłumaczyć sobie, że czegoś nie wolno. Łatwiej kiedy złamanie zakazu kończy się bólem, ale i tak podejmuje się to ryzyko. Niemniej przejście z życia, gdzie wszystko było możliwe do życia, w którym tego Ci nie wolno i tamto też pewnie zaszkodzi, to szok. To niesamowicie frustrujące. Nagle każda decyzja wymaga wzięcia pod uwagę miliona czynników, o których kiedyś się nie myślało. Zwykła i prosta codzienna czynność staje się problematyczna. Nie niemożliwa i okraszona heroicznym wysiłkiem, ale nie można jej zrobić tak po prostu.
Chciałabym pojechać gdzieś daleko, Hawaje czy Australia albo nawet Arktyka. Jednak myśl o tym ile dodatkowego wysiłku będzie to kosztowała sprawia, że przestaje mi się aż tak chcieć. Nie odechciewa się całkiem, ale zaczynam lekko odpuszczać. Zresztą co tu marzyć o dalekich wyprawach, kiedy czasami zwykłe wyjście na zakupy kończy się koszmarnym bólem głowy i ostrą dietą przez kilka kolejnych dni.
Może brzmi to gorzko, nie taka była moja intencja ale chyba inaczej się nie da. Nie myślcie, że moje życie jest takie do dupy bo nic mi nie wolno. Wolno bardzo dużo i dużo robię, ale nie wszystko i często nie to, co bym chciała. Funkcjonuję normalnie, żyję i pracuję. Sprzątam i gotuję (eeeee.... z tym sprzątaniem ostatnio....). Organizujemy sobie z Chomickim nasze małe wyprawy bliżej lub dalej.
I to jest cudowne. Że mogę spędzić dzień z ludźmi, których kocham i lubię. Że mogę zobaczyć miejsca i rzeczy, które gdzieś tam są i czekają. Że świeci słońce, że pada deszcz, że kocisko mruczy kiedy go drapię (chociaż ilością decybeli nie bije rekordu Guinnessa), a Chomicki śmieje się kiedy potykam się rano o własne nogi.
Tak sobie myślę, że może sposobem na to, aby nie zgorzknieć jest wdzięczność. Ja jestem ogromnie wdzięczna za to co mam, za to co mi się udało i nie udało, za to jakich ludzi mam dookoła siebie, za to co widziałam i zrobiłam. Wdzięczność uświadamia ile się zrobiło, ile się osiągnęło. Mimo wszystko. Zresztą, może bredzę ;)
Życzę Wam, żebyście nigdy nie poznali żadnej ze wspomnianych opcji. Żebyście wszystko mogli i korzystali z tego ile wlezie. Żebyście pamiętali, że to nagle może zniknąć.
Taka piękna piosenka Christiana Kane'a ''More than I deserve'' pasuje mi tu jak ulał. Teledysk tragiczny, stworzony zapewne przez zakochaną fankę, ale co tam ;)



Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…