Idziemy na lumpy



Lumpy, second handy czy po prostu sklepy z używaną odzieżą. W każdym mieście jest ich kilka. Każdy choć raz w życiu był w takim sklepie. Nie znaczy to, że coś  w nim kupił. Z lumpami nie jest lekko. Nie można założyć, że znajdzie się to, po co się tam poszło.
Znam wiele osób, które nie chodzą do lumpów bo nie potrafią tam nic znaleźć. Sama też kiedyś miałam ten problem. Nie potrafiłam szukać, nie miałam cierpliwości, wszystko wydawało mi się byle jakie i do niczego. Przeszkadzały mi tłumy i nie mogłam zrozumieć jakim cudem ktoś z przekopanej przeze mnie sterty, wyciągnął jakieś cudeńko.
Uparłam się, zaparłam i się nauczyłam. Cały pic polega na tym, żeby oglądać WSZYSTKO. Chcąc znaleźć perełkę trzeba spędzić nad tym trochę czasu. Teraz nie chodzę do lumpa zbyt często, szkoda mi na to czasu, poza tym nie mam takiej potrzeby. Jeśli już idę to spędzam tam około godziny. Przeglądam każdy wieszak, każdy kosz, każdą rzecz z osobna. Jeśli coś mnie zainteresuje to wrzucam to do koszyka, do mierzenia albo dokładniejszego obejrzenia. Biorę to, co wpada mi w oko, nie zwracając za bardzo uwagi na rozmiar. Przy oczekiwaniu na wolną przymierzalnię rozpoczynam pierwszą selekcję. Sprawdzam stan każdej rzeczy, zmechacenie materiału, szwy, plamki czy odbarwienia. Jeśli coś uznam za zbyt uszkodzone, nie dostąpi to zaszczytu mierzenia ;) Już w przymierzalni mierzę wszystko powoli i z namysłem, doprowadzając osoby na zewnątrz do szewskiej pasji. Sprawdzam jak na mnie leży, czy dobrze się w tym czuję i czy dobrze wyglądam. Łączę rzeczy ze sobą, zastanawiam się do czego mogę je założyć i czy naprawdę są mi potrzebne. Masa rzeczy odpada na tym etapie. Bo są za duże (najczęściej), nie czuję się w nich dobrze (bywa), wyglądam w nich gorzej, niż sądziłam (smutna prawda). Już po wyjściu  z przymierzalni (te spojrzenia osób oczekujących... bezcenne ;D) robię ostateczną selekcję. Czy na pewno? Jeśli coś ma drobną wadę, jest na przykład zmechacone to zastanawiam się czy chce mi się spędzać czas na goleniu tej rzeczy. Ewentualne plamki i odbarwienia oglądam przy oknie, żeby ocenić ich stan i zazwyczaj wszystkie takie rzeczy odpadają, mimo że wyglądam i czuję się w nich świetnie.
Są rzeczy, których w lumpie absolutnie nie kupię, czyli buty i bielizna. Obrzydza mnie myśl, przez ile rąk i stóp taka rzecz przejdzie, zanim trafi do mnie. Oj nie nie nie! Z racji na dosyć drobną budowę nie mogę znaleźć na siebie spodni, 90% jest za duże, reszta zwyczajnie mi się nie podoba. Odwrotnie z kurtkami: 90% mi się nie podoba, reszta jest za duża. Torebki z lumpach już swoje przeszły, jako że ja swoje eksploatuję dosyć mocno, stawiam jednak na ''nówki nie śmigane''.
Mam swoje lumpowe perełki, rzeczy które noszę nałogowo. Najczęściej kupione za grosze, maksymalnie 8 zł za sztukę. Ostatnio udało mi się upolować sweter z kaszmiru. Za 7,5zł. Kaszmir 100%. Nie wierzyłam, aż sprawdziłam firmę w internecie. Kopara opadła, oj opadła.
No i właśnie rzecz istotna: warto znać się na materiałach i markach. W lumpach jest masa ubrań w miarę znanych marek plus takie, o których nikt nie słyszał. Nie trzeba bać się wiskozy czy elastanu, wbrew obiegowej opinii nie są takie złe. Kasia z bloga Simplicite stworzyła poradnik na temat materiałów, dużo się z niego dowiedziałam i Wam go polecam.
Mam swoje mniej lub bardziej spektakularne wpadki lumpowe, chociażby moja ponczo, które Chomicki wypomina mi do dziś. Może faktycznie wyglądało jak babcina serweta na stół.... Mam za sobą również etap niepohamowanych zakupów. Codziennie musiałam zajrzeć do jakiegoś lumpa. Codziennie musiałam coś kupić. Razem z koleżanką chodziłyśmy na polowania, których efektem były wielgachne, pełne po brzegi kosze z ciuchami wszelakimi. Miałyśmy swoje opatentowane sposoby na tańsze zakupy, np. zawieszanie na wieszak pod brzydkimi szlafrokami - nikt tego nie ruszy, a ubranie przeczeka do najtańszego dnia ;P. Nie raz i nie dwa oberwałyśmy z łokcia od emerytek przepychających się w kolejce do drzwi w te ''najtańsze dni''. Kasy na to poszło, że hoho, a pozostało mi z tego niewiele. Po namyśle: jeden szary top z regulowanymi ramiączkami ;) Cała reszta poszła precz przy okazji przeprowadzek i minimalistycznych porządków. 
Bardzo łatwo jest wpaść w spiralę zakupów. Bo tanio, bo dużo. Sklepy same zachęcają. Koleżanka doniosła mi o super promocji: kilogram ubrań za 10 zł - jeśli kupisz dwa kilo to trzecie masz gratis ;) Jej portfel padł ofiarą tejże promocji, a szafa nie domyka się już od jakiegoś czasu.
Lumpowe zakupy trzeba robić z głową. Nie ważne, że dana rzecz kosztuje 2 zł, ważne czy naprawdę jej potrzebujesz, dobrze wyglądasz i dobrze się w niej czujesz. Kupowanie ''bo tanio'' nie ma sensu.


Dziękuję, że jesteś :) Jeżeli podobał Ci się ten wpis i chcesz poznać mnie bliżej:
  • polub Antyspołecznego Susła Obsesjonistę na Facebooku otrzymasz powiadomienie, o nowym poście tuż po jego publikacji,
  • podglądaj na  Instagramie dowiesz się co też Suseł wyrabia, co je, pije, czyta i gdzie się podziewa, kiedy nie ma go na blogu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

Będę z Wami szczera

Dlaczego nie chcę mieć dziecka