Suseł kosmetycznie

Tak na wstępnie, bo wstęp musi być jak nie raz powtarzała mi moja polonistka z podstawówki, uprzedzam że Suseł jest kobietą nietypową i kosmetyków używa niewiele.
Teraz rozwinięcie.
Na dzień dzisiejszy jest ich zdecydowanie za dużo. Mam kilka nietrafionych produktów, kilka prezentów i kilka rzeczy, które dostałam jako konsultantka Avonu.

Stan wszystkich moich kosmetyków na dzień dzisiejszy:

Jeśli chodzi o kosmetyki pielęgnacyjne to nie potrzebuję ich dużo: płyn micelarny, krem pod oczy, krem na dzień, krem na noc (czasem zastępuję ja kremami 24h), peeling do ciała, balsam do ciała, krem nawilżający do stóp, żel pod prysznic, płyn do higieny intymnej, szampon do włosów, odżywka do włosów plus lakier oraz antyperspiranty. W tej chwili niektóre produkty mam zdublowane, szczególnie balsamy do ciała, więc staram się je sukcesywnie zużywać. 
Stan obecny:


Stan do którego dążę:


Nie używam balsamów modelujących pośladki, brzuch czy biust, serum do twarzy, masek do twarzy, masek do dłoni i stóp, raczej nieczęsto można u mnie spotkać maskę do włosów. Kompletnym niewypałem był balsam por prysznic, nie robił dla mnie kompletnie nic.
Kosmetyki kolorowe to moja zmora. Mam ich zdecydowanie za dużo, a że nie mam potrzeby codziennego makijażu, to i zużywam je bardzo wolno. Jestem świadoma, że część moich cieni do powiek jest już przeterminowana, ale nie szkodzą mi, więc chcę je zużyć do końca. Tak naprawdę z całego tego bałaganu potrzebuję jedynie: bazy pod cienie do powiek, cieni w max 6 kolorach, kolorowej kredki (żeby sobie trzasnąć krechę w razie poważniejszego wyjścia), tuszu oraz pudru matującego w kamieniu albo proszku, obojętnie i czegoś nawilżającego do ust. Opcjonalnie w grę wchodzi błyszczyk bo czasem mam ochotę maznąć sobie usta czymś innym niż pomadka nawilżająca czy ''miodek'' z Oriflame. Nie używam podkładów, róży, bronzerów, rozświetlaczy, tych takich na cienie pod oczy.... no jak to się nazywa??? o, wiem - korektorów, szminek. Kiedyś używałam podkładu, ale autentycznie krew mnie zalewała, że mam taką maskę na twarzy. Nie dość, że źle się z tym czułam to jeszcze brudziłam ubrania. Bo ja ubieram się jak dziecko, nieporadnie, więc nie raz i nie dwa kończyłam z odbiciem twarzy na bluzce.
Stan obecny:


Stan, do którego dążę (sama się zdziwiłam, że 90% mojej kolorówki do Avon, nie zwracałam na to wcześniej uwagi):


Na zdjęciu zabrakło mojego pudru matującego, nóżek dostał i znalazł się po kilku dniach.
Tak odnośnie ''kolorówki'' - oglądam filmiki na YT, w których dziewczyny mają tego tyle, że za równowartość tych kosmetyków można by kupić nie najgorszego laptopa. Nie dość, że potrzebują na to sporych funduszy to ich poranny makijaż zajmuje od 20 minut do godziny w skrajnych przypadkach. Ja się wściekam, jeśli zejdzie mi na to więcej niż 3-4 minuty! No jasne, że fajnie mieć gładziutką twarzy bez zmarszczek i wyprysków, ale to takie nienaturalne. Zmarszczki są częścią naszego życia, a pryszcze są i zaraz ich nie ma, nie róbmy z tego powodu dramatu. No i marki.... czasem mam wrażenie, że dla niektórych z nich marka jest najważniejsza.  Kosmetyki Chanel, Mac czy Este Lauder są na YT bardzo popularne, a mnie zastanawia po jaką cholerę wydawać 150 zł na krem, kiedy za 50 czy nawet taniej można mieć równie dobry? Dla marki? Dla szpanu, że się smaruje markowym kosmetykiem? Nie wierzę, absolutnie i całkowicie nie wierzę, że tylko ten jeden krem za 150 zł dobrze działa na ich skórę, a od reszty parchów dostają.

Wybaczcie, się uniosłam i od tematu odbiegłam. Ich sprawa, ich wybór i ich pieniądze. Odsyłam Was do filmu Baby Jane Hudson, która opowiada o tym jak wyrzuciła masę pieniędzy w błoto, kupując zbyt wiele różnych mazideł.


W ramach kolorówki są jeszcze lakiery do paznokci. Niestety u mnie lakiery się nie trzymają, w każdym razie na paznokciach u dłoni. Za dużo rzeczy robię w domu, żeby lakier mógł to znieść, a nie chce mi się malować ich codziennie. Jeśli chodzi o dłonie to zazwyczaj mam na nich tylko odżywkę z Eveline, od święta pojawia się na nich jakiś kolor. Paznokcie u stóp to już inna bajka. Uwielbiam kiedy są pomalowane, latem kolorowe paznokcie wyjątkowo mnie uszczęśliwiają ;) Lakierów mam kilka, każdego używam ale podejrzewam, że prędzej się zeschną, niż je wykończę. Zdaję sobie sprawę z istnienia specyfików, które zapobiegają zasychaniu lakieru, ale w moim przypadku wydają się zbyteczne. Podobnie jak polecane przez blo i vlogerki odżywki i utwardzacze. Niezmiernie kuszą mnie lakiery z Essie, tyle osób je chwali, że coś w tym musi być. Może sprawię sobie wielkanocną niespodziankę? ;)
Stan obecny:


Całkowicie odrębnym tematem są u mnie perfumy, chociaż na potrzebę tego postu wrzucam je w kategorię kosmetyków.
Mam ich zdecydowanie za dużo. Perfumy kocham i wielbię i ciężko mi jest się im oprzeć. Kilka z tych buteleczek ''przyszło do mnie'' przypadkiem i chociaż wiem, że nie powinnam, to i tak je przygarnęłam.
Stan obecny:

Stan, do którego dążę:


Dążę do tego, aby mieć max 3-4 zapachy. Na dzień raczej lżejsze plus coś na wieczór, nieco cięższego. Ku mojej ogromnej radości mój kochany teściu regularnie dopieszcza mnie oryginalnymi perfumami. Jestem ich ogromną zwolenniczką, głównie ze względu na trwałość zapachu. Bywało, że napaliłam się na coś np. z Avonu, a po psiknięciu się dzień czy dwa, okazywało się, że perfumy absolutnie nie utrzymują się na mojej skórze. Nie mam zamiaru nosić perfum przy sobie i dopsikiwać się w ciągu dnia. Od razu zaznaczam, że nie twierdzę, iż tylko perfumy oryginalne długo się trzymają. Miałam genialne odpowiedniki oryginałów z FM, które po primo pachniały identycznie, a po secundo trzymały się tak samo długo jak oryginały. Wielka szkoda, że nie mają więcej zapachów, które mi odpowiadają.
Jasne, że są pewne zasady i patenty, po użyciu których większość zapachów utrzyma się na nas dużo dłużej. Ja swoje mam i stosuję z powodzeniem. Jeśli chcecie to chętnie się nimi z Wami podzielę, dajcie tylko znać. Generalnie na punkcie zapachów mam niezłego zajoba, więc dla mnie jest to temat rzeka.
Po rozwinięciu pora na zakończenie.
Ograniczenie ilości kosmetyków to mój cel, już od około roku. Pozbyłam się ich już naprawdę dużo, wiele wyrzuciłam ze względu na przekroczony termin ważności. Część rozdałam, głównie rzeczy nawet nie otwarte. Nie potrzebuję ich wiele, wielka kosmetyczka kolorówki mnie nie kręci, wanna zastawiona żelami, szamponami i innym badziewiem to dla mnie koszmar. Dążę do maksymalnej minimalizacji. Nie mam potrzeby używania wielu produktów, a co za tym idzie na pewno ich nie kupię. Bywa że skuszę się na jakąś ''nowość'', ale zazwyczaj kończy się na jednym opakowaniu, którego najczęściej nie zużyję. Motywacją są dla mnie wyjazdy. Tachanie ze sobą ciężkiej kosmetyczki to żadna przyjemność, czym bagaż mniejszy - tym lepiej. Nie żebym jakoś szczególnie dużo wyjeżdżała, ale chciałabym więc tak zapobiegawczo....
Jak to jest u Was? Dzielcie się, piszcie. Klawiatura nie gryzie. Po każdym postem możecie zostawić swój komentarz i uszczęśliwić mnie tym trochę ;)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

Będę z Wami szczera

Dlaczego nie chcę mieć dziecka