Przejdź do głównej zawartości

Kawa




Moja przygoda z kawą zaczęła się jakoś w okolicach matury. Piłam plujkę, jak wszyscy wtedy. Nie smakowała mi za bardzo, aż odkryłam kawę rozpuszczalną Nescafe Gold. Przez bardzo długi czas była to jedyna kawa, która mi smakowała i którą mogłam pić. Całkowicie poza tym były i są wszystkie kawy ''lokalowe'', które kocham i wielbię i próbuję ich wszędzie.
Był okres, że kochałam kawę z Pauzy. Potem przyszła kolej na McCafe, gdzie zresztą piłam to samo co w Pauzie czyli Chai latte. Moim aktualnym kawowym rajem jest Columbus. Stosunek ceny do wielkości i jakości kaw jest dla mnie idealny. No i karta na punkty, dzięki której co 7 kawę mam gratis, też zachęca do odwiedzin.
Kiedy nie pracowałam wystarczała mi jedna kawa dziennie, dla smaku. Czasami wieczorem pozwalałam sobie na Ricore. Kiedy wróciłam do pracy okazało się, że kawa to podstawa. Pobudka o 5 rano to jednak nie jest moja godzina.
Po jakimś czasie zainwestowałam w kubek termiczny. Zamiast 2 kaw robię sobie jedną, większą. Dzięki kubkowi zachowuje ona ciepło znacznie dłużej. Nie był drogi, więc i jakość nabiału nie urywa, ale na moje potrzeby jest wystarczający.
Piję kawę rozpuszczalną z mleczkiem, w tej chwili Nescafe Sensazione Creme. Generalnie Nescafe króluje u mnie niepodzielnie. Inne kawy zwyczajnie mi nie smakują. Przez jakiś czas piłam Nescafe 2 w 1, tą w saszetkach. Wygodne to dla mnie było bo brałam saszetkę do pracy i nie musiałam się martwić o mleczko co było istotne przy braku lodówki. Trwało to dosyć długo, aż do momentu kiedy wczytałam się w skład. Kawa nie jest głównym składnikiem ''kaw'' w saszetkach. Z troski o własny żołądek wróciłam do duetu kawa rozpuszczalna + mleczko.
Mam kawiarkę Mukka Bialetti, ale korzystam z niej naprawdę sporadycznie. Miała mi zastąpić porządny ekspres do kawy, ale to jednak nie to. Marzy mi się jakiś Krups czy inne ustrojstwo ale broń boże nie na kapsułki. Jak już ekspres to na  kawę sypaną, z  porządnym ciśnieniem i możliwością robienia cappuccino i latte.
Ogólnie jestem przeciwnikiem ''ekspresów'' na kapsułki. W tych magicznych saszetkach jest zazwyczaj zwykła kawa rozpuszczalna, a cały szał na tego typu urządzenia został sztucznie wykreowany w celu nabicia komuś kabzy. Miała to być tańsza alternatywa do ''prawdziwych'' ekspresów, ale podsumowując koszty samego urządzenia plus kapsułek przez jakiś czas, widać że korzystniej wyszłoby się jednak na porządnym ekspresie i kawie sypanej. Oczywiście mam tu na myśli osoby pijące dużo kawy, więcej niż 1 dziennie. Poza tym rzecz dla mnie bardzo istotna: przy tradycyjnym ekspresie nie uzależniam się od konkretnego producenta kapsułek czy konkretnego ich rodzaju - kawa sypana zawsze się znajdzie, bez znaczenia jaka.
Z kawą ogólnie wiążą się u mnie również różne zabawne historie. Przykładowo: siedziałam z koleżanką w Columbusie i grzecznie sobie plotkowałyśmy, aż zauważyłyśmy podejrzany ruch za szybą. Okazało się, że jesteśmy obserwowane przez Jegomościa w Czerni. Tenże absolutnie nie zniechęcił się brakiem naszego zainteresowania, wszedł do lokalu i oznajmił, że jesteśmy pięknymi kobietami, a on takie lubi (znaczy młode blondynki, bo stare brunetki go nie kręcą) po czym przedstawił się jako członek Sił Powietrznych Nato. Miał z nimi tyle wspólnego, że dzielnie walczył z halnym, który wyraźnie przeszkadzał mu w zachowaniu równowagi. Wyproszony manualnie przez obsługę najpierw strzelił sobie łyczka z przechowywanej w kieszeni butelki, po czym ruszył na pobliski klomb. Z łupem w rękach stanął w drzwiach i rzucił w nas bratkami ;P Widząc nasz brak reakcji i babeczkę z obsługi wyrzucającą jego łup do śmieci ponowił wycieczkę do klombu. Z obawy przed całkowitym jego ogołoceniem postanowiłyśmy się zmyć. Do WC. W międzyczasie Jegomość w Czerni został ponownie wyproszony. Z hukiem. Uwielbiam takie historie, poza tym rzadko mi się zdarza, że ktoś obrzuca mnie kwiatami ;)
Odbiegając od moich opowieści i upodobań - kawa ma sporo istotnych wartości odżywczych. Pita z umiarem korzystnie wpływa na stan naszej skóry, pomaga w odchudzaniu i podobno wspomaga pamięć i koncentrację, usuwa cienie pod oczami, wzmacnia włosy, pomaga w alergii i astmie. Z takich trochę bajek: chroni przed rakiem i usuwa cellulit ;P
Jak się oprzeć takiemu cudotwórcy?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…