Przejdź do głównej zawartości

Bo w domu musi pachnieć




Miłość do zapachów wyniosłam z domu. Moja mama zawsze pięknie pachnie. Za tym idzie też zapach w domu.
Testowałyśmy wszystkie metody, jakie przyszły nam do głowy.
Wkłady do kontaktów nie bardzo się sprawdzały bo moja babcia się od nich dusiła albo jej śmierdziały trupem ewentualnie lizolem, zależało od dnia. Nie wiem czy to jakieś astmatyczne sprawy czy jej specyficzny odbiór zapachów, ale z konieczności przeszłyśmy na mniej intensywne świeczki.
Kiedy zaczęłam mieszkać z Chomickim dostaliśmy od jego rodziców takie urządzenie, które robiło psik i rozpylało zapach. Ten dźwięk niejednego naszego gościa doprowadził niemal do zawału ;) Potem poszaleliśmy z wkładami do kontaktów, miałam fazę kadzidełkową i w efekcie wróciłam do świeczek.
Po odkryciu świeczek z Ikei otworzył się dla mnie cały nowy świat. Zakochałam się i gromadzę je jak Kubuś Puchatek miodek na zimę. Mam też swoje ulubione zapachy z Biedronki, ale ostatnio jakoś ciężko jest je dostać w moim mieście.
Skusiłam się kiedyś na woski z Yankee Candle. Ich świece są dla mnie absurdalnie drogie ale byłam ciekawa jak pachną. Nie sądzę, żeby to była kwestia zapachów, które wybrałam, ale bardzo się zawiodłam. Te które wybrałam same w sobie są w porządku ale formuła wosku mi nie odpowiada. Pachną bardzo krótko ale za to tak intensywnie, że robi się niedobrze. No i ten przebijający zapach gorącego wosku jakoś do mnie nie przemawia. Może ze świecami jest inaczej, ale cena skutecznie mnie odstrasza.
Gdzieś tam w międzyczasie kupiłam sobie kominek i olejki zapachowe. Nie są złe, ale pamiętanie o tym, że do kominka trzeba dolać wody nie jest moją mocną stroną ;)
U mnie pachnieć po prostu musi. Niestety nie jest to tylko przyjemność ale i konieczność. W tym mieszkaniu, które obecnie zajmujemy jest ogromny problem z wentylacją. Każdy najmniejszy smrodek od sąsiadów z dołu, idzie do nas. Dodatkowo wszyscy  tam kopcą jak zatkana koza zimą i nie raz zdarzyło się tak, że rano szłam do kuchni czy łazienki i witał mnie smród papierochów. Niedobrze się od tego robi. Dodajcie do tego urok starych rur i moja obsesja zyskuje niepodważalne uzasadnienie.
Jako, że mamy kuchnię bez okna, łączoną z pokojem nie da się uniknąć wnikania zapachów po prostu we wszystko. Meble i dywan regularnie obsypuję sodą, żeby chociaż trochę wyciągnęła z nich zapach. Jeśli macie jakieś inne metody, piszcie.
Regularne palenie świeczek robi swoje. Nawet kiedy są zgaszone to zapach delikatnie unosi się w powietrzu. Najgorsze jest to, że mój zapas coraz bardziej się kurczy i zaczyna mnie to stresować. Nie jedzie ktoś do Ikei?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…