Przejdź do głównej zawartości

Będę szczęśliwa jeśli schudnę



Nie jestem w stanie policzyć ile razy słyszałam to zdanie. Zresztą nie to jedno, wiele zaczynających się od ''Będę szczęśliwa jeśli...''
Wielokrotnie uzależniamy swoje szczęście, dobre samopoczucie czy powodzenie w życiu od czegoś innego. Dlaczego nie możemy być szczęśliwi teraz? Dlaczego warunkujemy szczęście?
Trochę z wygody. Dajemy sobie prawo do bycia nieszczęśliwymi jeszcze przez jakiś czas, aż osiągniemy swój cel. Problem w tym, że często do jego osiągnięcia potrzeba trochę wysiłku, a nam się po prostu nie chce. Łatwiej jest być nieszczęśliwym.
W czym tak naprawdę przeszkadza te kilka kilo więcej, nie mieścisz się w sukienkę? Kup inną, na pewno będziesz w niej wyglądać świetnie. Faceci nie zwracają na Ciebie uwagi? Na pewno nie dlatego, że masz fałdkę na brzuchu, raczej dlatego że chodzisz z nosem na kwintę i wiecznie narzekasz. Nie możesz znaleźć pracy? Na pewno nie dlatego, że ważysz więcej niż 50 kg, może naprawdę nie nadajesz się na frezera CNC.
Uzależniamy się od bzdurnych rzeczy, których osiągnięcie stawiamy sobie za cel. Czasami udaje nam się go osiągnąć i po pierwszej chwili euforii stwierdzamy, że wcale nie jest tak fajnie.
Marzymy o własnym mieszkaniu, a potem narzekamy na kredyt. Chcemy mieć dziecko, a potem raczymy wszystkich dookoła opowieściami o horrorze nieprzespanych nocy czy kosztach podręczników do szkoły. Chcemy mieć lepiej płatną pracę, a kończy się to tak, że nie mamy czasu na nic innego. Tak zazwyczaj kończy się uzależnianie szczęścia od czegoś.
Mi marzy się własne mieszkanie i co, mam teraz siedzieć i rozpaczać, że go nie mam? Moje życie jest teraz niekompletne, bezsensowne i taaaaakie smutne? Coś nie bardzo.
Bardzo często za swój cel stawiamy rzeczy materialne co jest bzdurą. Rzeczy materialne mają to do siebie, że łatwo można je stracić.
Wyobraźcie sobie sytuację, że osiągnęliście wszystko to, co stawialiście za warunek bycia szczęśliwym. Macie wszystko co chcieliście, zrobiliście wszystko co chcieliście. I co dalej? Wypada być szczęśliwym, prawda? A tu lipa bo czujecie, że nadal czegoś Wam brakuje. Jak to?
Tak to, że człowiek potrzebuje czegoś chcieć, czekać na coś, cieszyć się z osiągnięcia czegoś. Moment, w którym tego zabraknie jest zwyczajnie do kitu.
Śmiem twierdzić, że kluczem do szczęścia jest lekki niedosyt. 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…