Przejdź do głównej zawartości

Weekendy offline




Już w zeszłym roku zwróciłam uwagę na to, jak dużo czasu spędzam przed komputerem. Po powrocie z pracy robiłam i jadłam obiad, a potem fru, przed laptopa. I tak dzień w dzień. W weekendy spędzałam jeszcze więcej czasu w sieci.

Złapałam się na tym, że bardzo często wędrowałam bez sensu i celu po różnych stronach, niczego nie przyswajając albo oglądając seriale/filmy, które nawet mnie nie ciekawiły. No i ten wieczny brak czasu na inne rzeczy. Niby czas jest, ale go nie ma, taka zagadka.

Postanowiłam ograniczyć swoje korzystanie z internetu i komputera ogólnie. Zaczęłam od niedzieli offline. Początkowy syndrom odstawienia bardzo szybko minął po tym, jak nagle zaczęłam mieć więcej czasu na np. czytanie. Bardzo rzadko zdarzyło mi się złamać i włączyć komputer w niedzielę, a jeśli już to tylko po to, aby obejrzeć wyczekiwany odcinek któregoś z moich seriali kiedy wiedziałam, że w tygodniu nie będę miała na to czasu.

Jako, że jestem typ, któremu zawsze mało, rozszerzyłam niedziele offline, na soboty. Ha, ile rzeczy w tym czasie można zrobić, pójść, pojechać, zobaczyć! Kto by pomyślał.

Idąc za ciosem postanowiłam jak najbardziej ograniczyć korzystanie z komputera w piątki. Rano sprawdzam pocztę, bloga, pogram 10 minut z moimi kobloidkami w Undermaster i sio. Do poniedziałkowego poranka nawet nie zbliżam się do laptopa.

Myślałam, że będzie ciężko ale przyszło mi to z ogromną łatwością. Tak jakoś z automatu zaczęłam ograniczać się również w tygodniu i teraz komputer jest u mnie włączony bardzo rzadko. Zaskoczyło mnie to jak często bezwiednie zaglądałam na Facebooka. I po cholerę? Nie ukrywajmy, rzadko kiedy jest tam coś naprawdę wartościowego czy ciekawego chociaż. Szkoda mi czasu na oglądanie miliona zdjęć dzieci moich znajomych czy kilkunastu śmiesznych filmików dziennie wrzucanych przez wszystkich namiętnie na swoje tablice. Absolutnie mi tego nie brakuje i tak sobie myślę, jak zupełnie nie ma to znaczenia w życiu co się na tym Facebooku dzieje ;) Mało odkrywcze, wiem, ale uderzyło mnie to dosyć mocno.

Co myślicie o weekendach offline? Piszecie się czy nie bardzo?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…