Przejdź do głównej zawartości

Szafa Susła Minimalisty




Wypracowanie nowego podejścia do zawartości szafy zajęło mi sporo czasu. Jeszcze przed szałem minimalistycznych porządków postanowiłam zmienić prawie wszystko: noszone kolory, kroje, style. Niby miałam w czym chodzić ale nie miało to wspólnego mianownika, część rzeczy gryzła się ze sobą. Sytuacje kiedy stawałam przed szafą i stwierdzałam, że nie mam co na siebie włożyć zdarzały mi się bardzo często.
W znalezieniu spójnego stylu pomogła mi Maria. która niesamowicie mnie zmotywowała. Zaczęło się od analizy kolorystycznej i kilku godzin nad zastanawianiem się jaką porą roku jestem, skończyło na określeniu co chcę nosić i w czym dobrze wyglądam.

Ilość ubrań, które wyniosłam z domu jest zastraszająca. Część rzeczy wylądowała w śmietniku, były to sztuki nie nadające się do przekazania dalej. Część oddałam do PCK. Część idzie dalej w świat.

Kwestie ubrań rozwiązałam wiec przyszedł czas na buty i torebki. Jeśli chodzi o te pierwsze to nie miałam z tym problemu bo butów mam zdecydowanie za mało. Dążę do tego, aby mieć po dwie pary butów na każdą porę roku. W tym jedne na obcasie, a drugie płaskie. Niestety daleko mi do tego.
Z torebkami sprawa przedstawiała się trochę inaczej. Miałam ich około 10 ale nosiłam jedynie 3 i ta trójka ze mną została. Jedna duża, średnia i mała na ''wyjście''.

Schody zaczęły się przy biżuterii. Dużo ciężej jest mi się pozbyć czegoś z biżuterii, mimo że nie noszę tego od lat. Miałam masę tandetnych naszyjników i kolczyków, kupionych lata temu Po ciężkiej walce ze sobą ograniczyłam się tylko do tego co faktycznie noszę, zdziwiłam się jaka wąska to grupa.

Zostawiłam sobie 3 szaliki/chustki, które noszę, w tym mój nieśmiertelny szal z pashminy. Jest ze mną już 10 lat, nadal wygląda pięknie i za nic się go nie pozbędę.

W efekcie tego pogromu okazało się, że brakuje mi kilku podstawowych rzeczy, bo te które miałam albo nie pasują rozmiarowo albo nie spełniają nowych, ostrych kryteriów. Czekają mnie małe zakupy, będą jednak gruntownie przemyślane, z naciskiem na jakość. Przyjęłam na przyszłość taktykę jedno wchodzi - jedno wychodzi. Nie o to przecież chodzi, żeby pozbyć się części ubrań, żeby potem nakupić kolejnych. 

Bardzo fajnym pomysłem jest przyjęcie systemu Capsule Wardrobe, o którym pisze Simplicite. Mam już jej Planer, w którym widzę duży potencjał i planuję go wykorzystać kiedy mój tryb życia się ustabilizuje. Szkoda mi czasu na zastanawianie się co na siebie włożyć. Pięć minut w niedzielę wieczorem sprawi, że każdy kolejny dzień będzie się rozpoczynał o wiele przyjemniej.

Plany zakupowe mam skromne. Staram się trzymać nowych kryteriów oraz minimalistycznego podejścia, które ostatnio sobie wypracowałam: mam wszystko, czego mi potrzeba. Niestety czasami okoliczności zmuszają nas do kreowania potrzeb (np. potrzeba nowych skarpetek bo stare przetarły się ze starości), ale i tak zamierzam ograniczyć się do minimum.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…