Przejdź do głównej zawartości

Suśla Inspiracja - Angelo Kelly & Family - Welcome Home


Źródło
W weekend zostałam zagoniona do uporządkowania swoich rzeczy, które po przeprowadzce zostały u mojej mamy. Miejsce przechowywania było typowo polskie: w kanapie :)
Poza stosem kaset VHS, notatkami ze studiów, przedziwną kolekcją słoników z porcelany, trafiłam na moje kasety Kelly Family. Mając naście lat kochałam ten zespół ponad wszystko. Poważnie, nic nie miało większego znaczenia. Ściany pokoju były wyklejone plakatami, wszędzie miałam poutykane zdobyczne niemieckie wydania Bravo z artykułami, których wprawdzie nie rozumiałam, ale chodziło przecież o zdjęcia!


Pamiętam z jaką radością wracałam do domu z kolejną kasetą w garści i dla wszystkich było lepiej, żeby zeszli mi z drogi bo MUSIAŁAM posłuchać jej teraz i natychmiast ;) Dla wielu słuchanie Kelly Family było obciachem, poza jedną osobą, moją ówczesną przyjaciółką, nikt nie rozumiał mojej pasji. W szkole niezmiennie królowali Backstreet Boys, więc ja z moimi Kelly'sami byłam na przegranej pozycji. Nie bardzo rozumiem skąd takie podejście. Bo byli rodziną? Bo dziwnie się ubierali? Bo mieli długie włosy? Dziwne piosenki?
Byli specyficzni, nie przeczę. Niemniej wolałam ich od plastikowych chłopców z boysbandów.
Na fali wspomnień zajrzałam do internetu i znalazłam perełkę. Seria krótkich filmów dokumentalnych ''Angelo Kelly & Family - Welcome Home''. Tytułowy Angelo (w którym kochałam się dopóki był ładnym chłopcem przed okresem dojrzewania, później przerzuciłam się na Paddy'ego :P) wraz ze swoją żoną i dziećmi wprowadzają się do, w zasadzie zrujnowanego, domu w Irlandii i powoli doprowadzają go do stanu używalności. Nie kryją się z tym, że nie mają pieniędzy, że nie stać ich nawet nie na wille z basenem, ale nawet na nowe płytki na kuchenną podłogę.
Seria składa się z 7 krótkich odcinków, w których Angelo, jego żona i dzieciaki opowiadają o swoim życiu, o potrzebie wolności i niezależności od świata zewnętrznego. Pokazują jak można ułożyć sobie życie poza sztywnymi schematami, uniezależnić się od innych. Opowiadają o tym jak i dlaczego uczą swoje dzieci w domu i ile trzeba się narobić, żeby być tak niezależnym.
Oczywiście jest w tym dużo muzyki bo Angelo z rodziną aktywnie nagrywają i koncertują. Dzieci uczą się gry na instrumentach pod okiem profesjonalnego nauczyciela i aktywnie w tym uczestniczą. Ta ich muzykalność ma wyraźną otoczkę religijności, co mnie razi, niemniej ogląda się tego i słucha bardzo przyjemnie.
Po obejrzeniu całe serii nasunęła mi się refleksja, że jednak da się żyć poza schematem. Nie trzeba przyporządkować się do ogólnie panujących norm. Niekoniecznie w Polsce, niekoniecznie całkowicie, ale się da. Kusi mnie taka wizja życia. Nie planuję przeprowadzić się do Irlandii i zacząć hodować warzywa w organicznie nawożonym ogródku, biegać do wychodka, z którego tenże nawóz pochodzi. Niemniej odciąć się trochę od tego co mnie wiąże i uzależnia.
Chciałabym :)
A Wy?

P.S. Na koniec przepiękna  piosenka, o miłości, a jakże! 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…