Suseł Testuje: Bezrobocie




Gdzieś, kiedyś trafiłam na takie stwierdzenie, że utrata pracy jest stresem porównywalnym do śmierci kogoś bliskiego. Coś w tym jest. Sytuacja jest bardziej kiepska, jeśli tracimy pracę w nieprzyjemnych okolicznościach.
Moje przyjemne nie były, nie należę też do osób, które się nie przejmują, więc stres był, jest i będzie do momentu, aż znajdę nową pracę. Samo szukanie jest czynnością wielce irytującą, przynajmniej dla mnie. Okazuje się, że jestem za młoda, za stara, mam za małe wykształcenie, za duże wykształcenie, nie takie wykształcenie, brak doświadczenia, nie takie doświadczenie, jestem w wieku rozwojowym, wiec na pewno zaraz zrobię sobie dziecko i ucieknę na macierzyński, itd., itp. Ogólnie: jestem nie taka jak trzeba.
Wypracowanie w sobie podejścia, że to nie ze mną jest coś nie tak, to wyższa filozofia. Chomicki już przywykł do stawiania mnie na nogi w chwilach zwątpienia. Prawda jest taka, że wszystkim nie dogodzę i pracodawcy mają prawo wyboru. To że ich kryteria są często absurdalne to już zupełnie inna sprawa. Nie da się w wieku 30 lat mieć 5 magisterek, odchowanych dzieci i 20 lat pracy w zawodzie. Nie jednym, kilku. Nie ma takiej opcji. Trzeba brać na to poprawkę i nie zniechęcać się pomimo kolejnych niepowodzeń.
Samo bezrobocie jest dla mnie zjawiskiem całkiem nowym, nigdy nie miałam z nim osobiście do czynienia. Po studiach pracowałam dorywczo na czarno (kocham to określenie!), potem poszłam na staż i prosto ze stażu do pracy. Wszystko bez jednego dnia przerwy. Dlatego też to, że teraz od prawie 3 miesięcy nie wychodzę codziennie do pracy totalnie wytrąciło mnie z rytmu.
Moje ulubione zdanie, które słyszałam już kilkadziesiąt razy to ''Teraz sobie przynajmniej odpoczniesz''. O tak, nie ma to jak relaks z myślą, że kasa na koncie topnieje, mieszkanie samo się nie opłaci, a pracy jak nie było, tak nie ma.  Powiem Wam, że w życiu tak nie odpoczęłam ;) Fakt, wysypiam się po raz pierwszy od 6 lat :)
Nie ukrywajmy, zasiłek to kpina. Nie idzie się utrzymać za 580 zł, a to jeszcze wyższa stawka. Po trzech miesiącach przechodzę na niższą stawkę, coś około 450 zł, ale dokładnie nie pamiętam. Niemniej cieszę się, że jest. Gdyby nie nasz fundusz rezerwowy, o którym pisałam i fakt, że Chomicki ma pracę, to byłabym w wyjątkowo głębokiej, czarnej dupie :)
Po kilku kiepskich tygodniach stwierdziłam, że muszę skorzystać z takiej ilości wolnego czasu. Nie mogę pozwolić, żeby przeciekł mi między palcami. Stąd po części moja blogowa aktywność ;) Przeczytałam już kilkadziesiąt książek, nadrabiam zaległości serialowe i filmowe, spotykam się z moimi cudownymi przyjaciółmi (takich jak moje dziewczyny, życzę każdemu). Zrobiłam minimalistyczną rewolucję w domu i w głowie. Mam rewelacyjne uczucie, że wykorzystuję ten czas sensownie i z pożytkiem.
Raz na jakiś czas dostanę zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną. Było ich trochę, z niektórych rechoczę za każdym razem jak sobie je przypomnę. Moimi ulubieńcami pozostaje para, która zaprosiła mnie tylko dlatego, że widząc w moim CV Urząd Pracy chcieli, żebym załatwiła im stażystę ;) Podstawą ich biznesu było przeczucie, że ich produkty będą się sprzedawały za granicą.Nie ma co, grunt to wiara w siebie ;) Miałam też okazję spędzić dzień tzw. próbny w sklepie odzieżowym. Zupełnym przypadkiem zrealizowało się jedno z moich marzeń sprzed kilku lat ;) Praca fajna, tylko pracodawca niewiarygodny i z kiepską opinią.
Tu taka cenna myśl, warto sprawdzać opinie o pracodawcy w internecie. Wiadomo, że co człowiek to opinia, ale jeśli jest ich kilka to można już wyciągnąć jakiś wspólny mianownik i wyrobić sobie wstępne zdanie. Nie można się sugerować tylko cudzymi opiniami, ale pomaga to w podjęciu decyzji, czy chcemy z kimś współpracować, czy nie. 
Powiem Wam, że z ciężkim sercem rezygnowałam z oferty gościa, który niestety miał złą opinię i absolutnie nie wzbudzał zaufania, bo kręcił co do warunków zatrudnienia. Niby wiedziałam, że nie wyszłabym dobrze na współpracy z nim, ale taki głupi głosik w głowie powtarzał, żebym się zastanowiła, bo może nikt inny mnie nie zechce. Co za bzdura! Jak nie zechce, mnie? :)
Wymagania co do pracy obniżają się z czasem, ale nie przesadzajmy. Startując od stanowiska kierownika, możemy wylądować ze szczotą jako sprzątaczka. Bywa i tak. Niemniej trzeba narzucić sobie jakieś ograniczenie, co do ofert jakie przeglądamy. Ja szczerze i uczciwie zastanawiałam się co mogę robić i niestety, szczota mi nie pasuje do obrazka. Nie z moimi uwarunkowaniami zdrowotnymi, ale jest to jedyna przeszkoda. Gdybym mogła to mogłabym i ze szczotą polatać, tak na przeczekanie. Do tego długa czarna kiecka i czarny kot i jak znalazł: czarownica!
Grunt to pozytywne nastawienie i nie zniechęcanie się niepowodzeniami. Łatwe to nie jest. Nieunikniony jest spadek nastroju. Wiecie, dzień za dniem przegląda się te ogłoszenia, wysyła CV-ki i szlag człowieka trafia, że nic to nie daje. Telefon milczy jak zaklęty. Każdy kto szukał pracy przez jakiś czas wie, o czym mówię. Niemniej nie dajmy się bezrobociu zwariować. 
Nigdy nie chciałam wyjeżdżać z kraju ''za pracą''. Doskonale zdaję sobie sprawę, że na popularnym zmywaku w UK zarobiłabym więcej niż w Polsce na etacie. Tyle, że ja po prostu nie chcę nigdzie jechać :) Moja przyjaciółka wyjechała do Anglii, żyje jej się tam jak pączek w maśle. Cieszę się, że jej się tak udało ale sama nie o tym marzę ;)
Wszystkim tym, którzy szukają pracy życzę powodzenia i szczęścia. Nie zniechęcajcie się, nie trzymajcie się kurczowo swoich wyśrubowanych standardów i nie czekajcie na pracę marzeń. Traficie na coś konkretnego - bierzcie :)
I szukajcie dalej.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

Będę z Wami szczera

Dlaczego nie chcę mieć dziecka