Przejdź do głównej zawartości

Otaczają mnie niedźwiedzie

Ostatnio otaczają mnie niedźwiedzie.

Moim ulubionym jest Marzymiś. Jest sympatyczny, optymistyczny i z nim mam ochotę spędzać jak najwięcej czasu ale trzymam go na dystans. Póki co. Marzy mi się własne mieszkanie, wyjazd do Szkocji i pohasanie po zielonych wzgórzach. 
Źródło

Drugim misiem, za którym nie przepadam i szukam sposobu na pozbycie się go jest Niechcemiś. Ten drań jest podstępny, nie rzuca się tak od razu w oczy i potrafi świetnie się maskować, nie ma to jak pięć lat w Navy Seals. Człowiek niczego się nie spodziewa, a tu nagle hop i masz Niechcemisia na plecach. Kompletnie i totalnie nie chce mi się czytać ustawy, którą naprawdę muszę przeczytać, zrozumieć i zapamiętać.

Źródło

Trzeci miś jest wyjątkowo natrętny, wabi się Chciałobymiś, to kuzyn Marzymisia. Ostatnio nie opuszcza mnie na krok. Chciałabym tak pożreć kilka twisterów z bekonem z KFC, zagryźć je kilkoma krówkami własnej roboty.... To nie ciąża tylko nietypowe upodobania ;)


Źródło


Czwarty miś jest podobnie problematyczny jak drugi, ale na niego nie ma sposobu. Niepodobamiś. Rozglądam się za torebką, wymagania mam niewielkie i co z tego? Nic mi się nie podoba.

Źródło

Obiegowa opinia, że misie są słodkie i przytulne ma się nijak do tej czwórki. Może Marzymiś jest, ale pozostałe nie bardzo. Jakiś pomysł jak sobie z irytującą trójcą poradzić? Marzymisia nie oddam, ale resztę proszę bardzo. Przygarnie ktoś? Nie jedzą dużo, są tylko wyjątkowo upierdliwe.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…