Przejdź do głównej zawartości

Deszczowe wspominki

Obudziło mnie dzisiaj stukanie deszczu o parapet....
Taa, chciałoby się ;) Obudził mnie budzik, zaraz później usłyszałam walenie deszczu o parapet, o wdzięcznym stukaniu nie ma co mówić. Pomyślałam  ''jak dobrze, że nie muszę dzisiaj wychodzić'' i zaraz przypomniałam sobie, że jednak muszę. Nic to, kaloszki mam, deszcz mi nie straszny :)
Jako, że wstawać mi się nie chciało za bardzo, zalegałam w pościeli jeszcze kilka minut. Słuchałam sobie deszczu i przypomniał mi się ostatnio wyjazd do Wrocławia. Pojechaliśmy tam z Chomickim w najgorsze upały. Temperatura w samochodzie zapewniała dobre wypieczenie się sernika więc po raz pierwszy nie protestowałam kiedy Chomicki włączył klimatyzację.
Dlaczego przypomniało mi się to akurat teraz? Nie z powodu samego pobytu we Wrocławiu, ale przez nasz burzliwy (dosłownie) powrót. Już kiedy wyjeżdżaliśmy za granice Wrocławia niebo wyglądało podejrzanie i zaczynało kropić. Bardzo szybko z kropli zrobiła się ulewa, w które nie dało się jechać.
Samochody zatrzymywały się na autostradzie, najchętniej pod mostami. My twardo, parliśmy do przodu.


Aż musieliśmy stanąć bo przez deszcz zalewający nam szyby nie było widać drogi. 
Poza deszczem mieliśmy jeszcze dodatki akustyczne - pioruny waliły tak, że ziemia drżała. Przejeżdżając przez jakąś miejscowość mieliśmy okazję zobaczyć tyłek jej mieszkańca. Wypiął się idealnie pod tryskającą spod naszego samochodu fontannę ;) Nie ma to jak koloryt lokalny ;)
Po fazie deszczu nadeszła faza wiatru i tempo podróży spadło to 10 km na godzinę. Chomicki kierował, a ja wypatrywałam drzew na drodze.  Mieliśmy nadzieję, że bliżej domu pogoda trochę się uspokoi, ale gdzie tam. Przywieźliśmy deszcz ze sobą ;)
Ciągnie mnie znowu w tamte rejony. Chociaż to była moja 3 wizyta we Wrocławiu to nadal twierdzę, że niewiele widziałam.  Poza samym Wrocławiem jest jeszcze masa miejsc w jego pobliżu, które chcę zobaczyć. Mamy z Chomickim o tyle dobrze, że mieszka tam jego siostra, więc nocleg zawsze jest. 
Jakkolwiek by mi się Wrocław nie podobał to absolutnie nie chciałabym mieszkać w tak dużym mieście. Wszystkiego jest tam za dużo, dojazd gdziekolwiek zajmuje wieki, wszędzie korki, głośno i tłoczno. Nie moje klimaty. Wolę już mój mały Koszalinek, zaniedbany chociaż coraz bardziej kolorowy. 
Zdaję sobie sprawę, że duże miasto to więcej możliwości oraz więcej pracy, ale pozwolę sobie użyć słów klasyka: ''Nie pozwólcie aby zalety, przesłoniły Wam wady''.
Tak na koniec zdjęć kilka nie z samego Wrocławia, ale okolic. Namiastka zaledwie tego co przywiozłam.

 


W Karpaczu znajdziecie budynek z zagadkową nazwą Karkonoskie Tajemnice. Musicie tam wejść. Pierwszy raz miałam okazję widzieć tak dopracowane w każdym szczególe przedsięwzięcie. Do tej pory jestem pod ogromnym wrażeniem.




Sam Karpacz jest przepiękny. Chciałabym tam jeszcze wrócić bo mam wrażenie, że widziałam za mało. Destylaty cieszyły się dużą popularnością.





W Western City mieliśmy okazję obejrzeć napad na bank, postrzelać z łuku oraz porzucać nożem i oszczepem. Wspinaczka na Pal Męczarni jakoś nas nie zainteresowała...





Park Miniatur w Kowarach obeszliśmy dwa razy. W drodze powrotnej trochę pobłądziliśmy i kilka zamków widzieliśmy w pełnowymiarowej wersji ;)

Było cudownie. Wiecie co jest najgorsze? Najgorsze jest to, że w drodze z jednego miejsca do drugiego widziałam jeszcze tyyyyyyyle ciekawych miejsc.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…