Miesiąc w zdjęciach #2

Luty minął tak szybko, że nawet tego nie zauważyłam. Przez większą część miesiąca pogoda dopisywała więc korzystałam ile wlezie.


W trakcie jednego ze spacerów przystanęłam na chwilę, żeby spojrzeć na to wesołe stadko, które najwyraźniej odebrało to jako zapowiedź  jedzenia bo rzuciły się w moją stronę z głośnym kwakaniem. Musiałam oddalić się wdzięcznym kurcgalopkiem bo wyglądały na naprawdę głodne, a ja widziałam zbyt wiele filmów o zoombie :)


Te dwa ptaszki za to wywołały uśmiech na mojej twarzy, który nie schodził cały dzień. Jest woda, jest słońce to się grzejemy. Nie ważne, że zaraz nas coś przejedzie :)


Jako, że moja mamuśka przebywała na sanatoryjnym wygnaniu postanowiliśmy ją odwiedzić, zaspokajając chociaż w małej części naszą potrzebę podróży.
Z tej samej okazji robiłam babci niezapowiedziane wizyty kontrolne (tradycje piromańskie w naszej rodzinie są dłuuuuugie). Natykałam się na różne, zaskakujące rzeczy.



Dżdżownice rozśmieszyły mnie wyjątkowo :)


Kociątko stęsknione za swoją pańcią. Dawno nie widziałam tak nieszczęśliwego zwierzaka. Przeszło mu dopiero po powrocie mamy ;) Przywiązaniem przypomina bardziej psa niż kota, ale pozostałe atrybuty jak najbardziej posiada, zwłaszcza nienaganny manicure.


Wielce oryginalny prezent walentynkowy, od babci w podzięce za te naloty.
A Wy co dostaliście? :)


Tłusty czwartek już bardziej tradycyjny.


Ale zaraz później nietypowa babka majonezowa z przepyszną polewą czekoladową. Nie chciało mi się biec po wspomnianą już wcześniej w poście o oszczędzeniu formę do ciasta i w ruch poszła tortownica.



Ludzie nadal zaskakują mnie swoją inicjatywą. Nie ma to jak spalić samochód konkurencji albo dać broń sąsiadowi alkoholikowi, który tłucze żonę. Może w końcu ją zastrzeli i będzie spokój? Nie wiem co myśleć o tej akcji. Ogólny sens rozumiem ale w Polsce nic nie działa tak jak powinno więc i zapewnienie, że broń dostaną tylko osoby spełniające konkretne kryteria, można między bajki włożyć. Prędzej czy później dostanie ją jakiś wariat i będzie tragedia.




Od dziecka miałam zajoba na punkcie okładek zeszytów. Od czasu do czasu zaglądam na półki różnych sklepów, żeby sobie popatrzeć ;) Tym razem urzekły mnie te empikowe.
Tak a propos gonienia króliczków, przeczytałam ostatnio zdanie. które rozbawiło mnie do łez: ''Jeżeli króliczek goni myśliwego to jakiś zboczeniec, a nie króliczek''.


Jako, że teraz jest moda na slow food i slow life ogólnie, robię sobie wolne poranki ;) Trochę pracy nad blogiem.


Trochę marudzenia w piżamie z dobrą książką i kawą na podorędziu.


Moja niedzielna stacja dowodzenia.


Chomicza niedzielna stacja dowodzenia. Mam wrażenie, że ona jakoś lepiej się urządził.....


Wielkie rozczarowanie. Tak jak kocham i wielbię Snickersy i pozwalam sobie na nie raz na jakiś czas, tak ten mnie zawiódł. Napaliłam się na niego jak głupia, mając w pamięci poprzednią wersję limitowaną, która wyszła im genialnie. Ta nie wyszła w ogóle.


Przyznaję bez bicia, mój nałóg: Undermaster. Potrafię przepaść nad tą grą na naprawdę długie godziny.


Miesiąc zaczęłam z dużym zapasem energii i chęci to działania. Skończyłam z 39 stopniową gorączką i brakiem siły na cokolwiek.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

Będę z Wami szczera

Dlaczego nie chcę mieć dziecka