Przejdź do głównej zawartości

Robienie list - potrzeba czy natręctwo?



Od kilku lat nie wybieram się na zakupy bez listy tego, co jest mi potrzebne. Doszło do tego, że nie potrafię robić zakupów bez listy bo zupełnie nie potrafię zapamiętać, co mam kupić. Nie przyszło mi do głowy jak to przyspieszy zakupy. Teraz nie błąkamy się z Chomickim po sklepie, myśląc o tym na co w zasadzie mamy ochotę tylko zgarniamy z półek to, co jest potrzebne i idziemy prosto do kasy. Mamy taki zwyczaj, że zakupy robimy raz w tygodniu. Dzień przed takimi zakupami siadam z kartką i długopisem i robię listę. Zaczynam od zaplanowania obiadów na cały tydzień, zapisuję wszystkie składniki, a potem resztę potrzebnych rzeczy. Sprawdza się to u nas idealnie, unikamy też spontanicznych zakupów.
Jeśli wiem, że czeka mnie bardziej intensywny tydzień, spisuję sobie wszystkie zadania, rozkładam je w czasie, tak aby jak najefektywniej go wykorzystać. Jeśli wymagają przemieszczania się po mieście, planuję sobie nawet trasę ;) Jako człowiek niezmotoryzowany muszę zazwyczaj polegać na własnych nogach albo komunikacji miejskiej więc planowanie oszczędza mi parę kilometrów.
Nie wyobrażam sobie życia bez kalendarza. Pamięć mam bardzo wybiórczą, pamiętam idealnie kiedy kupiłam pierwszy depilator ale za skarby świata nie powiem Wam co robiłam w środę dwa tygodnie temu :) Bez kalendarza nie wiem nic. Jakbyście mnie chcieli kiedyś doprowadzić do depresji i psychozy, wystarczy zabrać mi kalendarz ;)
Robię też listę rzeczy, które chciałabym kupić, tak zwana ''Chciejlista''. Taka lista pomaga mi rozplanować zakupy w czasie i uzmysławia, że tak naprawdę nie wszystko jest mi potrzebne. Bywa, że wpiszę coś na listę, a po jakimś czasie stwierdzam, że zupełnie o tym zapomniałam - wniosek: nie jest mi potrzebne.Zakupy spontaniczne już mi się nie zdarzają. Kiedyś owszem, bardzo często. Dotarło do mnie jak często kupowałam bez namysłu, sensu i planu, kiedy zaczęłam pozbywać się nadmiaru rzeczy.
Spisuję przeczytane książki, razem z datami rozpoczęcia i zakończenia czytania. Przy takiej ilości książek jakie pochłaniam zdarza mi się zapomnieć, że jakąś czytałam :) Spisuję też obejrzane filmy, chociaż oglądam ich o wiele mniej to i tak szalejąca skleroza nie ułatwia mi życia. Obie te listy zaspokajają moją potrzebę robienia statystyk.
Nie sprawdzają się u mnie listy robione w telefonie czy aplikacje mające nam ułatwić organizację czasu. Jestem staromodna bo kartkę i długopis zawsze przedkładam nad telefon czy komputer.
Jak jest u Was, robicie listy? Korzystacie z papierowego kalendarza czy z aplikacji w smartfonie? Potrzebujecie tego, żeby cokolwiek zapamiętać czy robicie listy dla przyjemności?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…