Przejdź do głównej zawartości

Przydatne domowe gadżety

Każdy z nas ma jakieś gadżety, które ułatwiają życie. Nie mówię tu o tablecie czy nawigacji bo te stały się niezwykle powszechne i ma je 90% społeczeństwa.
Jakiś czas temu stwierdziłam, że jednak nie jestem gadżeciarzem. Wszystkie rzeczy, które mam, pojawiły się u mnie w domu tylko w związku z konkretną potrzebą. Nie kupiłam ich dla samego faktu posiadania. Teraz nie wyobrażam sobie bez nich życia :)
Pierwsza i podstawowa jest golarka do ubrań. Praktycznie każdy materiał po jakimś czasie używania mechaci się, ''porasta'' irytującymi kuleczkami i przestaje wyglądać dobrze. Miałam naprawdę dużo takich ubrań, żal było mi się ich pozbyć. Golarka rozwiązała ten problem.
Na rynku mamy wiele różnych modeli, najbardziej popularne są takie na akumulatory. Korzystałam z takich przez jakiś czas i brała mnie cholera. Na jednym ładowaniu nie było szansy, żeby ogolić jedną rzecz, trzeba było mieć kilka kompletów akumulatorków. Po długim poszukiwaniu znalazłam model, z którego korzystam już od ponad roku.
Jest to wyrób polskiej firmy MPM, którą bardzo lubię za wysoką jakość produktów i stosunkowo niskie ceny. Golarka kosztowała w granicach 30 zł, model LR-027-86. Co bardzo mi się podoba w firmie MPM jest to, że udostępniają poszczególne części golarki za bardzo niską cenę. Ostrza prędzej czy później się stępią, nie da się tego uniknąć ale zamiast kupować nową golarkę można kupić komplet nowych ostrzy za oszałamiającą sumę 6 zł :)



Golarka jest ładowana z sieci, ma duże sitko i pojemny zbiornik na farfocle oraz trzy wysokości golenia. Ładuję ją 14 h i po takim ładowaniu mogę z niej korzystać przez kilka godzin. Co więcej jakość pracy jest cały czas taka sama, golarka nie spowalnia, goli pełną parą do ostatniego momentu.

Kolejnym gadżetem, niestety dużo droższym jest rozdrabniacz z Tupperware. Za każdym razem kiedy musieliśmy z Chomickim kroić cebule w domu toczyła się istna wojna. Piekąca i łzawiące oczy to dla nas koszmar. Sprawę rozwiązał rozdrabniacz. Cebulę trzeba pokroić na kilka kawałków po czym zamykamy rozdrabniacz i kręcimy. Zero pieczenia i zero łzawienia oczu. Fakt, że kiedy potrzebujemy jej więcej, trzeba się nakręcić, ale wolę to niż tradycyjne krojenie.



Rozdrabniacz składa się z pojemnika, ostrzy oraz pokrywki, którą wprawiamy całość w ruch. Korzystam z niego kilka razy w tygodniu od 5 lat i nie zauważyłam stępienia ostrzy ani innych objawów zużycia. Poza tym, że pachnie cebulą ;) Można go oczywiście używać do rozdrabniania innych rzeczy, niezbyt twardych jednak.
Mamy jeszcze starą wersję rozdrabniacza, teraz Tupperware wprowadziło wersję ze sznureczkiem, za który się pociąga i który sam kroi. Cena to prawie 180 zł. Problem z rozdrabniaczem jest taki, że ciężko jest dokładnie domyć ostrza. Są bardzo cienkie i ostre więc często moje próby ich doszorowania kończyły się pociętymi palcami.

Trzeci i ostatni z niezbędnych dla mnie gadżetów jest bank energii. Chomicki przywiózł go z jednej ze swoich delegacji. 



Korzystam z niego głównie do ładowania Kindla oraz MP3. Lubię chodzić po mieście ze słuchawkami w uszach, dźwięk mam nastawiony dosyć cicho więc nie ma opcji, żeby rozjechał mnie jakiś samochód - o co zawsze martwi się moja babcia :) O korzyściach z posiadania banku przy użytkowaniu Kindla już pisałam. Oba te urządzenia mogę ładować z sieci albo za pomocą komputera ale, że używam ich dosyć intensywnie potrafią się rozładować nieoczekiwanie. Bank jest wtedy niezbędny.
Jak jest u Was, macie swoje niezbędne do życia i przydatne gadżety, jeśli tak to jakie? Piszcie w komentarzach, może podsuniecie innym ciekawy pomysł.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bo baby są jakieś inne...

A są. Fakt niezaprzeczalny. Od facetów różni nas tyyyyyle rzeczy, a jedną z nich jest to, że my zupełnie nie potrafimy odpoczywać. Wyobraźcie sobie taką sytuację: bliżej nieokreślony mężczyzna, nazwijmy go Ziutek, idzie na urlop. Taki od dawna wyczekiwany ale niestety tylko tygodniowy. Pierwszy dzień urlopu: Ziutek wstaje rano i łapie za ścierę i pucuje całe mieszkanie na błysk. Potem robi obiad dla współmieszkańców, którzy urlopu nie mają. Po obiedzie prasuje tą stertę, która rosła od kilkunastu dni i groziła już zawaleniem. Dzień drugi urlopu: Ziutek zniesmaczony tym, że brudne okna psują efekt pięknie posprzątanego mieszkania znowu łapie za ścierę. Kiedy okna już błyszczą leci po mopa, żeby zmyć podłogę, która się podczas mycia zabrudziła. Wstawia jakieś pranie i gotuje obiad. Dzień trzeci urlopu: Ziutek zmienia pościel i stwierdza, że w sumie jest dosyć ciepło, można by to wykorzystać bo dawno nie prał kołder i poduszek. Szukając w trzewiach mieszkania zapasowego kompletu (Ziutek jes…

Dlaczego nie chcę mieć dziecka

Od kiedy zaczęłam świadomie myśleć o dzieciach, uważałam, że będę je mieć. Nie jedno bo sama jestem jedynakiem i wolałabym aby moje dziecko miało rodzeństwo. Wbrew pozorom życie jedynaka nie jest takie łatwe, lekkie i przyjemne. Bywa samotne i mając wybór wolałabym tego swojemu dziecku darować.
Dużo dużo później, kiedy poznałam Chomickiego, stwierdziłam że chciałabym te dzieci mieć z nim. Uważam że jest świetnym materiałem na rodzica.
Czas mijał, moje bliższe i dalsze koleżanki mnożyły się intensywnie i dookoła mnie było pełno słodkich bobasów. Przyszła mi do głowy myśl, że teraz jest ten moment. Po czym straciłam pracę i moment szlag trafił. Cały czas chodziła mi po głowie myśl, że czas mija, a moja macica niczyja, a bezrobocie skutecznie odwlekało wszystko w czasie. Byliśmy w stanie utrzymać siebie i tylko siebie. Jeszcze miesiąc bez pracy i nie byłoby ciekawie.
Teraz teoretycznie jetem w idealnej sytuacji do prokreacji ale... Nie jestem okazem zdrowia. Wśród moich chorób jest przesymp…

Będę z Wami szczera

Bardzo mocno zastanawiałam się nad publikacją tego postu. W końcu stwierdziłam, że mam to gdzieś - publikuję. Za wszelkie przykre następstwa czytania go nie odpowiadam.


Ostatnio mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Ok, dopiero co kupiliśmy z Chomickim mieszkanie, ba! ślub był dla mnie dopiero co. Są to dwie ogromne zmiany, a mimo to czuję, jakby nic się nie działo.  Mam ten problem, że do szczęścia potrzebuję poczucia celu. Ot taka artystyczna dusza trochę. Bez konkretnego talentu.  Czy jednak jakiś/jakieś mam?  Mam ale bardziej wypracowane niż wrodzone co jest dla mnie całkiem w porządku bo do rzemieślników mam ogromny szacunek.  Z tych moich talentów chciałabym zrobić sposób na życie. Poczyniłam nawet pewne kroki ale w którymś momencie straciłam rozpęd. Bo nie widziałam natychmiastowym efektów. A ja muszę widzieć efekty teraz, już i natychmiast. Bo inaczej traci to dla mnie sens.  Problem w tym, że natychmiastowe skutki daje tylko przedawkowanie Xenny. Z wszystkim innym nie jest tak różowo.…